USA zwiększają obecność wojskową w Ameryce Południowej
Stany Zjednoczone coraz mocniej angażują siły zbrojne w Ameryce Południowej. Pod szyldem Americas Counter-Cartel Coalition Waszyngton rozszerza współpracę wojskową z państwami, prowadzi operacje przeciwko przemytnikom narkotyków i buduje nowe struktury dowodzenia. Oficjalnym celem jest walka z kartelami i przestępczością transnarodową, ale administracja Donalda Trumpa mówi również o ograniczaniu wpływów zewnętrznych mocarstw, przede wszystkim Chin.
Americas Counter-Cartel Coalition została uruchomiona w marcu 2026 roku. Poza Stanami Zjednoczonymi obejmuje 17 państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów, w tym Argentynę, Kolumbię, Peru, Ekwador, Paragwaj, Honduras, Salwador, Panamę, Kostarykę, Dominikanę, Belize, Boliwię, Gujanę, Jamajkę, Bahamy oraz Trynidad i Tobago. Koalicja skupia więc dużą część państw leżących na głównych trasach przemytu kokainy do Stanów Zjednoczonych i Europy. Szczególnie ważny jest pas andyjski, gdzie koncentruje się produkcja koki i działalność części największych organizacji przestępczych.
W sierpniu Dowództwo Południowe USA utworzyło Western Hemisphere Joint Task Force, czyli wspólne dowództwo mające koordynować działania wojskowe w zachodniej hemisferze. Nowa struktura ma integrować operacje USA z siłami państw należących do koalicji, wymianę informacji, działania przeciw przemytnikom i reagowanie na kryzysy. Waszyngton nie ukrywa, że cele wykraczają poza sam handel narkotykami. Donald Trump mówił przy tworzeniu koalicji o konieczności przeciwdziałania „wrogim wpływom spoza zachodniej hemisfery”. W praktyce chodzi przede wszystkim o rosnącą obecność gospodarczą i polityczną Chin w Ameryce Łacińskiej.
Nowa strategia jest więc częściowo powrotem do bardzo starego sposobu myślenia o regionie. Od czasów doktryny Monroe z 1823 roku kolejne amerykańskie administracje traktowały Amerykę Łacińską jako obszar szczególnego znaczenia dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. W różnych okresach oznaczało to presję dyplomatyczną, operacje wywiadowcze, wspieranie lokalnych sojuszników, a czasami bezpośrednie interwencje wojskowe. W 2026 roku działania nabrały bardziej otwartego charakteru. Amerykańskie siły prowadzą ataki na jednostki podejrzewane o przemyt narkotyków. Na przełomie sierpnia i września Western Hemisphere Joint Task Force zaatakowała kilka takich łodzi. Była to kontynuacja operacji Southern Spear, w ramach której od początku kampanii zginęło co najmniej kilkaset osób.
Największe kontrowersje dotyczą sposobu identyfikowania celów. W przypadku części ataków nie przedstawiono publicznie pełnych dowodów potwierdzających, że wszyscy zabici byli członkami karteli lub uczestnikami przemytu. Zwolennicy operacji przekonują, że klasyczne działania policyjne są niewystarczające wobec organizacji dysponujących bronią wojskową i strukturami działającymi w kilku państwach. Krytycy obawiają się natomiast przenoszenia wojskowych zasad użycia siły do walki z przestępczością.
Waszyngton rozszerza również współpracę z nowym rządem Kolumbii. Prezydent Abelardo de la Espriella zgodził się na zwiększenie zakresu amerykańskich operacji prowadzonych wspólnie z kolumbijskimi siłami przeciw organizacjom określanym jako narkoterrorystyczne. Kolumbia ma w tym przypadku szczególne znaczenie. Od początku XXI wieku pozostaje jednym z najważniejszych partnerów wojskowych USA w Ameryce Południowej. W ramach Plan Colombia Waszyngton przeznaczył około 10 mld dolarów na walkę z kartelami, produkcją kokainy oraz lewicową partyzantką.
Rezultaty tego programu są do dziś przedmiotem sporów. Kolumbijskie państwo odzyskało kontrolę nad częścią terenów zajmowanych wcześniej przez rebeliantów, a FARC zostało poważnie osłabione i ostatecznie podpisało porozumienie pokojowe. Nie udało się jednak trwale zlikwidować produkcji kokainy. Plan Colombia miał też ciemną stronę. Kolumbijskie siły zbrojne były uwikłane w skandal tzw. false positives, czyli zabijania cywilów i przedstawiania ich następnie jako poległych partyzantów, aby poprawiać statystyki operacyjne. Amerykańscy żołnierze przebywający w kraju byli również oskarżani o przestępstwa seksualne oraz udział w przemycie narkotyków i broni.
Historia amerykańskiej obecności wojskowej w regionie jest znacznie dłuższa. W czasie zimnej wojny Stany Zjednoczone wspierały rządy i siły zbrojne walczące z ugrupowaniami lewicowymi, także wtedy, gdy dopuszczały się one poważnych naruszeń praw człowieka. Waszyngton prowadził również bezpośrednie operacje wojskowe, między innymi na Grenadzie w 1983 roku i w Panamie w 1989 roku. Obecna sytuacja różni się jednak od czasów zimnej wojny. Większość współpracy odbywa się za zgodą rządów państw regionu, a głównym oficjalnym przeciwnikiem nie są ruchy komunistyczne, lecz kartele, gangi transnarodowe i organizacje zajmujące się przemytem.
Problemem jest skala tych struktur. Największe organizacje przestępcze dysponują dziś dronami, ciężką bronią, własnymi sieciami wywiadowczymi i pieniędzmi porównywalnymi z budżetami niewielkich państw. W niektórych częściach Meksyku, Ekwadoru, Kolumbii czy Ameryki Środkowej są w stanie kontrolować całe lokalne gospodarki i skutecznie korumpować administrację. Administracja Trumpa chce więc przesunąć ciężar walki z nimi z policji i wymiaru sprawiedliwości częściowo w stronę wojska. Dotyczy to zarówno amerykańskich sił, jak i armii państw należących do nowej koalicji.
Może to oznaczać również wzrost wydatków obronnych. Waszyngton oczekuje od partnerów większego finansowania wojska, ochrony granic, systemów obserwacji i wspólnych operacji. Dla części państw regionu będzie to oznaczało trudne decyzje budżetowe, szczególnie tam, gdzie finanse publiczne są już napięte. Osobnym problemem pozostaje suwerenność. Im większą rolę w lokalnych operacjach odgrywa amerykańskie dowództwo, tym większe staje się znaczenie Waszyngtonu przy ustalaniu priorytetów bezpieczeństwa. Dla rządów blisko współpracujących z USA jest to cena za dostęp do wywiadu, sprzętu, pieniędzy i technologii. Dla ich przeciwników może wyglądać jak powrót do okresu, gdy Stany Zjednoczone miały nieproporcjonalnie duży wpływ na politykę regionu.
Nowa strategia ma także wyraźny wymiar geopolityczny. Chiny są dziś jednym z najważniejszych partnerów handlowych Ameryki Południowej, inwestują w porty, energetykę, górnictwo i infrastrukturę, a część państw regionu próbuje utrzymywać dobre relacje zarówno z Pekinem, jak i Waszyngtonem. Stany Zjednoczone chcą ten trend ograniczyć. Walka z kartelami jest więc tylko jednym elementem większej strategii odzyskiwania wpływów w zachodniej hemisferze.
To, czy zwiększona obecność wojskowa rzeczywiście ograniczy przemyt narkotyków, pozostaje otwartym pytaniem. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że likwidacja jednego szlaku lub organizacji często prowadzi do pojawienia się nowych. Rynek narkotykowy szybko dostosowuje się do presji, a grupy przestępcze przenoszą produkcję, transport i działalność do innych państw. W 2026 roku kierunek amerykańskiej polityki jest jednak wyraźny. Waszyngton chce ponownie odgrywać znacznie większą rolę w bezpieczeństwie Ameryki Łacińskiej, a armia ma być jednym z podstawowych narzędzi tej polityki.
Maciej Bzura
