Stéphane Ratti

Wodzowie i politycy, odsunięci od władzy w starożytnej Grecji i Rzymie

Stéphane Ratti jest francuskim historykiem i autorem książek, m.in. „Histoire Auguste et autres historiens païens”. W tekście opinii w dzienniku „Le Figaro” zwraca uwagę na historię polityków i wodzów w starożytnej Grecji i Rzymie, zmuszonych do dymisji, obalonych bądź odsuniętych od władzy.

„W Grecji nie było dożywotnich cesarzy, lecz wybieralni urzędnicy, był to system, który nie wykluczał jednak możliwości długich rządów. Wielki Perykles został wybrany na stanowisko stratega piętnaście razy, od 443 r. p.n.e. aż do swojej śmierci w 429 r. p.n.e.” – tłumaczy Stéphane Ratti w „Le Figaro”.

„Prestiż i chwała, sukcesy militarne czy dyplomatyczne w żadnym razie nie gwarantowały trwałości władzy ani nie chroniły przed odwróceniem losu. Przypadek Temistoklesa jest tu szczególnie znamienny. Rola, jaką odegrał w przebiegu drugiej wojny perskiej w latach 480-479 p.n.e. i jego wkład w tworzenie potęgi morskiej Aten poświadczone są przez liczne źródła, spośród których na pierwszym miejscu należy wymienić relację Herodota i pochwałę, jaką wygłosił Tukidydes o zwycięzcy spod Salaminy – pisze Claude Mossé. Lud Aten uznał jednak, że jego niepohamowana ambicja i jego żądza bogactwa usprawiedliwiały, pomimo jego zasług, zastosowanie wobec niego procedury ostracyzmu. Pogromca Persów znalazł wówczas schronienie u Artakserksesa, króla…Persów” – zauważa historyk.

„W starożytnym Rzymie natomiast, przypadek Sulli jest nie mniej pouczający (…). Sulla sprawował pełnię władzy, posiadając legalny tytuł dyktatora. W polityce zewnętrznej był znany jako pogromca króla Mitrydatesa, a w polityce wewnętrznej jako zwycięzca wojny domowej z Mariuszem. A jednak w 79 r. p.n.e. zrezygnował z władzy i wycofał się z życia publicznego. Powody tej dobrowolnej rezygnacji wydały się niejasne już osobom współczesnym Sulli, ale doskonale wyjaśnił je Jérôme Carcopino w monografii Sylla ou la monarchie manquée. Na podstawie jego analiz można przedstawić motywacje tego politycznego samobójstwa następująco: Nie, nie ugnie się przed wotum nieufności, które zepchnęłoby go do anonimowej roli prowincjonalnego urzędnika. Będąc wszystkim, nie zniży się do ponownego stania się tylko kimś. Zamiast tego upokorzenia wolałby być nikim w Republice. Jednak to wycofanie się z dala od klik i ustawionych głosowań nie było całkiem bezinteresowne. Czy Sulla myślał o przyszłości, podobnie jak mógłby myśleć odsunięty od władzy premier, poza wszelkim zasięgiem, ponad partiami i prawem, w nietykalnym odosobnieniu? Oddajmy głos historykowi: Z takiej pozycji, w momencie wystąpienia pierwszych konfliktów między dzisiejszymi sojusznikami, zawsze mógłby powrócić i jak dawniej dyktować światu swoją wolę. Ustąpić po to, by nie musieć się podporządkować? Zawsze mniej upokarzające jest słuchanie samego siebie i zachowanie choćby złudzenia wolnego wyboru niż podporządkowanie się woli innych” – stwierdza.

„W czasach Imperium Rzymskiego znany jest tylko jeden przykład abdykacji, cesarza Dioklecjana w 305 r. Twórca oryginalnego ustroju, który dzielił władzę pomiędzy cztery osoby, Tetrarchię, a ściślej dwóch augustów i dwóch podporządkowanych im cezarów, Dioklecjan podjął nieoczekiwaną i bezprecedensową decyzję o ustąpieniu ze swojego urzędu, a także o wycofaniu się jego współrządcy, Maksymiliana, również augusta, aby umożliwić dwóm cezarom objęcie funkcji augustów i zapewnić tym samym trwałość systemu, pomyślanego tak, aby uniknąć wojny domowej w momencie każdej zmiany władzy. Ta decyzja również jest trudna do wyjaśnienia inaczej niż przez zmęczenie, wiek i chorobę Dioklecjana. Takie wyjaśnienie byłoby jednak uproszczeniem. Dioklecjan był, jak większość cesarzy w III wieku, na przykład Decjusz czy Galien, poganinem, głęboko przekonanym, że na ziemi jest wcieleniem Jowisza, tak jak jego współrządca Maksymilian miał być wcieleniem Herkulesa. W jego wizji obaj augustowie działali zgodnie z boskimi prawami i pod natchnieniem bóstw. (…) Nie sposób więc pominąć w postawie Dioklecjana, a może również w postawie współczesnych nam polityków, mistycznego wymiaru decyzji, podjętej przez umysł religijny w przekonaniu, że przemawia do niego głos boski” – tłumaczy Stéphane Ratti.

„Zapewne Dioklecjan miał też w pamięci losy wszystkich tych autokratów, którzy w Rzymie, od Kaliguli, przez Nerona i jego trzech następców: Galbę, Othona i Witeliusza, aż po Kommodusa, opuścili władzę wyłącznie siłą, wleczeni po ulicach Rzymu na rzeźnickim haku i wrzuceni do Tybru. Koszmar, którego powtórki chciał za wszelką cenę uniknąć” – dodaje.

oprac. JD

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się