Rafał Wojaczek

Wrocławskie ślady Rafała Wojaczka

Rafał Wojaczek mieszkał we Wrocławiu krótko, ledwie kilka lat, ale to wystarczyło, by powstała tam jego legenda. Dworzec, Podwale, Rynek, Ossolineum czy cmentarz przy ulicy Bujwida układają się w szlak, na którym burzliwa biografia awangardowego poety miesza się z atmosferą i historią miasta lat 60. ubiegłego wieku – pisze Jolanta PAWNIK

Rafał Wojaczek przyjechał do Wrocławia jako 19-latek w 1964 roku, po przerwaniu studiów polonistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Wcześniej było dzieciństwo w inteligenckiej rodzinie w Mikołowie, gdzie szybko zapracował na opinię trudnego i skonfliktowanego ze szkołą ucznia, matura zdana celująco w Kędzierzynie-Koźlu i krótka, bo trwająca tylko semestr, próba wejścia w studenckie tryby w Krakowie. Przyczyną przerwania studiów był konflikt z profesorem łaciny.

Skąd w życiu przyszłego poety wziął się Wrocław, nie do końca wiadomo. Mógł być w tym wątek praktyczny, bo mieszkał tam już jakiś czas starszy od niego o 12 lat brat Piotr. Niewykluczone też, jak sugerują biografowie, że magnesem było samo miasto, które w połowie lat 60. ubiegłego wieku miało wyjątkową renomę miejsca, gdzie działo się to, co w świecie artystycznym najważniejsze.

Tamtejsze środowiska literackie, teatralne i awangardowe nadawały ton polskiej literaturze i kulturze. Działał tam Teatr Laboratorium Jerzego Grotowskiego, Teatr Kalambur, działały modne i znane w całej Polsce kluby, redakcje i knajpy, które tworzyły inspirującą dla poszukujących swojego miejsca początkujących twórców atmosferę. Jak pisał Stanisław Srokowski w książce „Skandalista Wojaczek”, we Wrocławiu wypadało nie tylko bywać, ale być, mieszkać tam. Wojaczek, aspirujący do tytułu poety przeklętego, doskonale wpisywał się w ten klimat.

Pierwsze kroki w mieście były próbą znalezienia materialnej stabilizacji. Po przyjeździe Wojaczek znalazł pracę w Miejskim Przedsiębiorstwie Oczyszczania, gdzie pracował jako „dyspozytor samochodowy”. Niedługo później trafił do Wrocławskiej Kliniki Psychiatrycznej z powodu silnych stanów lękowych.

Doszukiwanie się szaleństwa i choroby psychicznej stało się jego obsesją i niejako sposobem na wyróżnienie się z tłumu. Od poetyckiego debiutu w grudniu 1965 roku na łamach miesięcznika „Poezja” Wojaczek budował wokół siebie aurę awanturnika, pijaka i kontestatora. Jego ojciec Edward, mikołowski nauczyciel, uważał, że umocnieniu takiego wizerunku sprzyjała zdiagnozowana u Rafała osobowość psychopatyczna. Matka nie miała wątpliwości, że swoim trybem życia syn dąży do samounicestwienia. Już jako kilkunastolatek Wojaczek regularnie podejmował próby samobójcze, tak też najprawdopodobniej zakończył swoje życie 11 maja 1971 roku we Wrocławiu.

Dobrze przyjęty przez krytyków i czytelników poetycki debiut Rafała Wojaczka, który zbiegł się z rozpoczęciem wydawania miesięcznika „Poezja” pod redakcją Tymoteusza Karpowicza, otworzył mu drogę do innych prestiżowych pism literackich. W 1969 roku wyszedł jego pierwszy tomik „Sezony”, rok później ukazał się zbiór „Inna bajka”, a dwa kolejne tomiki wydano już pośmiertnie. W kolejnych latach wychodziły też odnajdywane i opracowywane na nowo rozproszone zbiory i listy, ostatni zbiór „Listy miłosne i nie” pod redakcją Stanisława Beresia i Dagny Cichoń wydano we Wrocławiu w 2019 roku.

Rafał Wojaczek pozostawił wiersze bardzo osobiste, pełne szczerości, samotności i szaleństwa. Poruszał tematy śmierci, zła, cierpienia i miłości. Ich pesymizm i katastrofizm świetnie pasowały do kreowanego przez autora wizerunku poety przeklętego. Wrocławianie zapamiętali go jako hulakę i awanturnika, który chętniej wychodził z lokalu „razem z drzwiami” czy wybijając szyby w witrynach. Wpisywały się w ten klimat alkoholowe ekscesy, choć jak po latach pisze w biografii „Rafał Wojaczek. Prawdziwe życie bohatera” jego najbliższy przyjaciel Bogusław Kierc, nigdy nie widział Wojaczka pijącego alkohol. Każdy, kto go znał, zapamiętał go na swój sposób i być może dlatego jego życie inspiruje kolejnych biografów; ostatnia biografia została wydana w 2020 roku.

Wrocławskie losy poety naznaczone są rozkwitem talentu, gorączkowym budowaniem dorobku, ale też układaniem sobie życia. Podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym w 1965 roku poznał Annę, która pracowała tam jako pielęgniarka, i ożenił się z nią. W czerwcu 1966 roku urodziła się ich córka Dagmara. Małżeństwo szybko się rozpadło, a córce nie było dane poznać ojca przed jego śmiercią.

We Wrocławiu często zmieniał adresy, przez pewien czas mieszkał przy ulicy Stolarskiej, później przy Śniadeckich, Przelot, Łaciarskiej. Ostatnim i najważniejszym adresem była willa przy Lindego 12, gdzie wynajmował pokój i gdzie zmarł w nocy z 10 na 11 maja 1971 roku. Według relacji świadków zostawił kartkę z nazwami i dawkami zażytych leków, jakby spodziewał się nadejścia pomocy. Choć część źródeł pisze o samobójstwie, inni wspominają, że znajomi dopuszczali możliwość tragicznego wypadku połączonego z eksperymentowaniem z lekami i alkoholem.

Dziś po Wrocławiu można przejść śladami Wojaczka. Szlak opracował Jacek Bierut; trasa prowadzi turystę przez miejsca związane z życiem, twórczością i miejską obecnością poety. Jednym z najważniejszych punktów na szlaku jest Dworzec Główny, gdzie w otwartej całą dobę restauracji „Bomba” poeta zwykle kończył swój nocny rajd po mieście. Spotykali się tam ludzie sztuki, którzy po północy nie mieli już dokąd pójść. Kolejny adres to okolice ulicy Kościuszki. „Pałacyk” przy Kościuszki 34, murek za nim, dawna „Cyganeria” czy Klub MPiK przy Placu Kościuszki to miejsca, gdzie regularnie widywano poetę zatopionego w rozmowach, czytającego swoje wiersze i wszczynającego awantury.

Ważnym miejscem na szlaku jest redakcja „Odry” mieszcząca się przy Podwalu, gdzie Wojaczek spotykał się z Tymoteuszem Karpowiczem, swoim promotorem i odkrywcą, ale także zabiegał o zlecenia i honoraria. Ważne jest też Ossolineum, które odważyło się wydać jego pierwsze tomiki poezji, a dziś jest depozytariuszem pamiątek po nim. Na szlaku są też miejsca teatralne: Teatr Laboratorium, którego spektakle Wojaczek oglądał i którego twórców znał, Teatr Kalambur przy Kuźniczej czy Klub Związków Twórczych na Rynku, gdzie spotykał się i dyskutował z innymi pisarzami i artystami Wrocławia. Są także adresy prywatne, jak mieszkanie przyjaciół Danuty i Bogusława Kierców, opisywane jako jedna ze spokojniejszych przystani poety.

Szlak Rafała Wojaczka prowadzi nie tylko przez miejsca, gdzie poeta mieszkał, pił, czytał wiersze, spotykał ludzi i bywał wyrzucany z lokali, ale także przez Wrocław, którego już prawie nie ma. Próżno już szukać dawnych klubów literackich, kawiarni czy redakcji. Trasa kończy się na Cmentarzu św. Wawrzyńca przy ulicy Bujwida. Grób Wojaczka do dziś przyciąga czytelników, młodych poetów i tych, którzy w jego biografii bardziej cenią legendę niż literaturę. W rocznicę śmierci, 11 maja, to miejsce bywało punktem spotkań i czytania jego wierszy.

Jolanta Pawnik

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Przedruk za zgodą redakcji.

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.07.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się