wybory w Saksonii-Anhalt 2026

Saksonia-Anhalt liczy dziś głosy, które mogą zmienić Niemcy

Saksonia-Anhalt wybierze 6 września 2026 r. nowy parlament, a AfD wchodzi w ostatnie godziny kampanii z poparciem sięgającym 41–42 proc. O pierwszym regionalnym rządzie tej partii może zdecydować pięcioprocentowy próg, przy którym balansują Zieloni, BSW i FDP. Wynik głosowania będzie zarazem testem dla CDU, kanclerza Friedricha Merza i całej strategii izolowania Alternatywy dla Niemiec.

Na mapie Republiki Federalnej jest 16 krajów związkowych, lecz 6 września uwaga całego państwa skupi się na jednym z nich. W wyborach w Saksonii-Anhalt uprawnionych jest około 1,69 mln osób, a najnowsze badania pozostawiają niewiele wątpliwości co do kolejności ugrupowań. Wielką niewiadomą nie jest pierwsze miejsce, tylko liczba mandatów, którą przyniesie rezultat AfD oscylujący wokół 41–42 proc.

W tym głosowaniu lokalne problemy spotykają się z kryzysem niemieckiego centrum. Stawką pozostaje nie tylko urząd premiera w Magdeburgu, lecz także pierwszy przypadek objęcia władzy wykonawczej w kraju związkowym przez Alternatywę dla Niemiec. Taki wynik zmieniłby relacje między AfD a jej konkurentami znacznie bardziej niż kolejne wysokie notowanie sondażowe.

42 procent poparcia i wciąż brak pewności

Najświeższa projekcja Forschungsgruppe Wahlen, przygotowana na podstawie 1044 rozmów przeprowadzonych od 1 do 3 września, wskazuje 41 proc. dla AfD i 23 proc. dla CDU. Kolejne miejsca zajmują Die Linke z 11,5 proc., SPD z 8,5 proc. oraz Zieloni z 6 proc. BSW otrzymuje 4 proc., FDP 3 proc., a pozostałe komitety łącznie również 3 proc. Margines błędu wynosi około 3 punktów przy wyniku zbliżonym do 40 proc. i około 2 punktów przy poparciu rzędu 10 proc.

Badanie Infratest dimap z 24 i 25 sierpnia, obejmujące 1511 respondentów, przyniosło bardzo podobny obraz. AfD uzyskała w nim 42 proc., CDU 22 proc., Die Linke 11 proc., SPD 8 proc., Zieloni 6 proc., BSW 4 proc., FDP 3 proc., a inne listy razem 4 proc. Dwie różne pracownie potwierdziły zatem przewagę AfD wynoszącą od 18 do 20 punktów procentowych.

Trend jest przy tym stabilny. We wrześniu 2025 r. Infratest dimap dawał AfD 39 proc. i CDU 27 proc.; w maju 2026 r. proporcja zmieniła się na 41 do 26, pod koniec lipca na 41 do 24, a pod koniec sierpnia na 42 do 22. W ciągu niespełna roku przewaga Alternatywy wzrosła z 12 do 20 punktów, choć jej własne notowania podniosły się tylko o 3 punkty. Za połowę zwiększenia dystansu odpowiada więc nie nowy przypływ wyborców AfD, ale odpływ poparcia od chadeków.

Rachunek mandatów zaczyna się od progu

Ustawowy skład parlamentu obejmuje 83 deputowanych. W 41 okręgach wybierani są zwycięzcy głosowania na kandydatów, natomiast co najmniej 42 pozostałe miejsca obsadza się z list partyjnych. Pierwszy głos służy do rozstrzygnięcia rywalizacji personalnej w okręgu, a drugi wyznacza proporcje między ugrupowaniami. Partie z wynikiem poniżej 5 proc. nie uczestniczą w zwykłym podziale mandatów.

Według projekcji ZDF pięć formacji przekracza barierę wejścia, a ich łączny wynik to 90 proc. Po przeliczeniu poparcia wyłącznie między nimi 41 proc. AfD odpowiada około 45,6 proc. głosów reprezentowanych w landtagu. Taki układ powinien dać partii mniej więcej 38 miejsc w bazowym parlamencie, podczas gdy do samodzielnego wyboru premiera potrzeba co najmniej 42 mandatów.

Sytuacja staje się znacznie bardziej napięta, jeżeli Zieloni spadną poniżej wymaganej granicy. Przy 15 proc. głosów oddanych łącznie na komitety bez reprezentacji większość mandatów wymagałaby przekroczenia około 42,5 proc. wszystkich ważnych drugich głosów. Wynik AfD z górnej części sondażowego przedziału znalazłby się bardzo blisko tej wartości. Los gabinetu może więc zależeć od dziesiątych części punktu zdobytych nie przez lidera, lecz przez ugrupowania walczące o polityczne przetrwanie.

Do obliczeń trzeba dodać mechanizm mandatów nadwyżkowych i wyrównawczych. Gdy jedna partia wygrywa więcej okręgów, niż wynikałoby z jej proporcjonalnego udziału, zachowuje dodatkowe miejsca, a rywale otrzymują mandaty kompensacyjne. Z tego powodu izba licząca nominalnie 83 osoby ma obecnie 97 członków.

Od przewagi CDU do przewagi AfD

Pięć lat temu 1 788 930 uprawnionych oddało 1 079 045 głosów, co przełożyło się na frekwencję 60,3 proc. Ważnych drugich głosów było 1 063 697. CDU poparło 394 810 wyborców, czyli 37,1 proc., natomiast AfD otrzymała 221 487 głosów i 20,8 proc. Różnica między obiema partiami wyniosła dokładnie 173 323 głosy oraz 16,3 punktu procentowego.

Die Linke zakończyła poprzednie wybory z 11 proc. i 116 927 głosami. Na SPD przypadło 89 475 głosów, czyli 8,4 proc.; FDP zdobyła 6,4 proc., a Zieloni 5,9 proc. Ugrupowania, które nie weszły do izby, zebrały razem 10,4 proc.

Przeliczenie głosów dało CDU 40 mandatów, AfD 23, Die Linke 12, SPD 9, FDP 7 i Zielonym 6. CDU zwyciężyła wtedy aż w 40 z 41 jednomandatowych okręgów, podczas gdy AfD wygrała tylko jeden. Powstało łącznie 14 miejsc nadwyżkowych i wyrównawczych, dlatego ostateczna liczebność parlamentu wzrosła z 83 do 97 deputowanych.

Koalicja CDU, SPD i FDP dysponowała po wyborach 56 głosami, a więc przewagą siedmiu mandatów nad granicą większości w 97-osobowej izbie. Dzisiaj wszystkie trzy partie uzyskują razem zaledwie 34,5 proc. w sondażu ZDF. Utrata około 17,4 punktu względem ich łącznego rezultatu sprzed pięciu lat pokazuje skalę rozpadu zaplecza dotychczasowych rządów.

335 tysięcy pakietów przed dniem głosowania

Jeszcze przed otwarciem lokali duża część elektoratu otrzymała możliwość oddania głosu pocztą. Do 25 sierpnia wydano około 335 tys. kompletów dokumentów, czyli pakiety trafiły do mniej więcej 20 proc. wszystkich uprawnionych. Sama liczba przekazanych zestawów przekroczyła już 313 991 głosów korespondencyjnych faktycznie oddanych w 2021 r.

Pięć lat temu głosujący pocztą stanowili około 29 proc. uczestników wyborów. Nie wiadomo jeszcze, ile z tegorocznych 335 tys. pakietów wróci prawidłowo i zostanie uwzględnionych, jednak skala zainteresowania ogranicza możliwość gwałtownego zwrotu wywołanego wyłącznie ostatnimi godzinami kampanii. Jednocześnie 26 proc. respondentów najnowszego Politbarometru nie było pewnych, na kogo zagłosuje ani czy w ogóle pójdzie do urn.

Sondaże w Saksonii-Anhalt potrafiły już mylić się w kluczowym momencie. Przed wyborami z 2021 r. część pomiarów sugerowała niemal remis CDU z AfD, tymczasem przewaga chadeków przekroczyła w głosowaniu 16 punktów. Tym razem odstęp między liderem a drugim miejscem jest większy niż wówczas, ale niepewność dotycząca frekwencji i partii progowych pozostaje realna.

Gospodarka regionu opisana liczbami

Saksonia-Anhalt liczyła pod koniec 2025 r. 2 120 252 mieszkańców, o 15 345 mniej niż rok wcześniej. Spadek o 0,7 proc. pogłębia trudności z zapewnieniem pracowników, utrzymaniem sieci szkół, opieką zdrowotną i transportem poza największymi miastami. W Magdeburgu mieszka 244 494 osób, w Halle 226 186, a w Dessau-Roßlau 75 035.

Wartość regionalnego PKB osiągnęła w 2025 r. 81,8 mld euro, co stanowiło 1,8 proc. gospodarki Niemiec. Po uwzględnieniu zmian cen produkt krajowy brutto zmniejszył się jednak o 0,2 proc., gdy w całym państwie wzrósł o 0,2 proc. Produkcja bez budownictwa skurczyła się realnie o 2,7 proc., przetwórstwo przemysłowe o 1,8 proc., a budownictwo o 3 proc.; sektor usług urósł natomiast o 0,9 proc.

W sierpniu 2026 r. bez pracy pozostawało 90 709 osób. Stopa bezrobocia wyniosła 8,2 proc., o 0,2 punktu więcej niż dwanaście miesięcy wcześniej. Urzędy pracy miały 16 647 ofert, a pracodawcy zgłosili w ciągu miesiąca 3506 nowych wakatów. Jednocześnie inflacja w regionie przyspieszyła do 3,2 proc., po 2,7 proc. w lipcu.

Te wskaźniki tłumaczą, dlaczego gospodarka znalazła się w samym centrum rywalizacji. W badaniu Forschungsgruppe Wahlen 22 proc. respondentów wskazało sytuację ekonomiczną jako najważniejszy problem landu, po 17 proc. wymieniło bezrobocie oraz edukację. Zakłady chemiczne w Leunie, energochłonny przemysł i przedsiębiorstwa zależne od dużych koncernów szczególnie odczuwają ceny energii oraz słabą koniunkturę.

Dwie partie i dwóch nieoczywistych kandydatów

Sven Schulze objął stanowisko premiera 28 stycznia 2026 r., zastępując Reinera Haseloffa po kilkunastu latach jego rządów. Z działalności nowego szefa rządu zadowolonych było w sierpniowym badaniu ARD 30 proc. ankietowanych, a niezadowolonych 46 proc. W czerwcu 2021 r. pozytywnie oceniało Haseloffa 67 proc. wyborców, czyli ponad dwukrotnie więcej.

Ulrich Siegmund zasiada w landtagu od 2016 r., a od 2022 r. kieruje klubem AfD. Jego pracę dobrze ocenia 37 proc. badanych, źle 35 proc.; kandydat AfD z 2021 r. Oliver Kirchner osiągał przed tamtymi wyborami jedynie 13 proc. pozytywnych ocen. Siegmund zbudował więc osobisty kapitał, którym jego poprzednik nie dysponował.

Popularność liderów nie pokrywa się jednak z wynikiem ich ugrupowań. W najnowszym pomiarze ZDF bezpośredni wybór między kandydatami zakończyłby się rezultatem 48 proc. dla Schulzego i 34 proc. dla Siegmunda. Zapytani o preferowany profil gabinetu mieszkańcy wskazali rząd pod kierownictwem CDU w 50 proc. przypadków, natomiast wariant prowadzony przez AfD wybrało 37 proc.

Arytmetyka dopuszcza większość, polityka ją blokuje

Jeśli do parlamentu dostaną się AfD, CDU, Die Linke, SPD i Zieloni, cztery ostatnie formacje będą miały łącznie przewagę nad AfD. Matematycznie możliwy stanie się szeroki gabinet od chadecji po lewicę. Politycznie będzie to jednak konstrukcja wyjątkowo trudna, ponieważ CDU obowiązuje uchwała wykluczająca współpracę zarówno z AfD, jak i z Die Linke.

Innym rozwiązaniem byłby rząd mniejszościowy z premierem należącym do CDU, tolerowany przez lewicę albo wspierany zmiennymi większościami. Taki gabinet musiałby negocjować budżet i najważniejsze ustawy oddzielnie, pozostając przez całą kadencję zależnym od opozycji. AfD mogłaby wówczas twierdzić, że cztery partie połączyły się wyłącznie po to, aby odsunąć zwycięzcę wyborów od urzędu.

Najprostszy instytucjonalnie wariant powstałby po uzyskaniu przez AfD ponad połowy miejsc. Siegmund nie potrzebowałby wtedy partnera, a deklaracje konkurentów nie miałyby wpływu na wybór szefa rządu. Jeżeli zabraknie mu kilku deputowanych, ugrupowanie pozostanie największym klubem, lecz bez oczywistej drogi do powołania gabinetu.

Magdeburg jako test przed 2029 rokiem

Rząd kraju związkowego kontroluje resorty odpowiedzialne między innymi za policję, szkoły, kulturę, administrację i znaczną część polityki medialnej. Reprezentuje też land w Bundesracie, gdzie Saksonia-Anhalt ma cztery spośród 69 głosów. Wejście AfD do rządu dałoby jej zatem zasoby wykonawcze i kadrowe, których nie zapewnia nawet bardzo duża frakcja opozycyjna.

Rezultat będzie również bilansem strategii izolowania Alternatywy. Według przywoływanych w analizach badań zadowolenie z federalnego gabinetu Friedricha Merza spadło w regionie do 13 proc. Jeżeli partia uznawana dotąd za niezdolną do zdobycia partnerów uzyska samodzielną większość, polityczna zapora przestanie być skutecznym narzędziem powstrzymywania jej przed władzą.

Głosowanie w Magdeburgu poprzedzi o 14 dni wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim oraz Berlinie. Seria trzech regionalnych rozstrzygnięć będzie najważniejszym tegorocznym pomiarem nastrojów przed federalną kampanią w 2029 r. Niezależnie od składu przyszłego gabinetu 6 września pokaże, czy ponad 40-procentowe poparcie AfD było sufitem, czy początkiem następnego etapu przebudowy niemieckiego systemu partyjnego.

Sebastian Nizio

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.12.2026.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się