Wzrost liczby chrztów osób dorosłych we Francji jest odzwierciedleniem duchowych pragnień u tych, którzy nic nie otrzymali od poprzedzających ich pokoleń
Thierry-Dominique Humbrecht jest francuskim teologiem, dominikaninem, autorem książek, m.in. „Dieu ou comment s’en débarrasser”. W wywiadzie dla dziennika „Le Figaro” analizuje zjawisko powrotu młodych Francuzów do Kościoła, objawiające się m.in. wzrostem liczby chrztów osób dorosłych.
„Potępianie poszukiwania tożsamości jest przejawem obłudnego puryzmu. Okazują je zwolennicy dekonstrukcji, którzy sami otrzymali już kulturę i wygodnie się w niej zadomowili, ale innym chcieliby jej odmówić. Wszyscy zatem mają prawo do swojej tożsamości, z wyjątkiem chrześcijan?” – stwierdza Thierry-Dominique Humbrecht w „Le Figaro”.
Jak ocenia Thierry-Dominique Humbrecht, widoczny od kilku lat wzrost liczby osób dorosłych przyjmujących we Francji chrzest jest odzwierciedleniem „duchowych pragnień u tych, którzy nic nie otrzymali od poprzedzających ich pokoleń, pokoleń, które były chrześcijańskie, a nie podjęły misji przekazania wiary”. „W pewnym sensie zjawisko wzrostu liczby chrztów jest radosne. Dlaczego mielibyśmy z tego rezygnować? Z drugiej jednak strony 20 000 chrztów to minimum, jeśli zestawimy tę liczbę z całą populacją. Aby odwrócić postępujący spadek religijności w naszym kraju, potrzeba by było każdego roku dodatkowego miliona chrztów” – zauważa.
„Katoliccy uczniowie w szkołach, państwowych, a czasami katolickich, postrzegają swoją sytuację jako mniejszościową i naznaczoną piętnem. We Francji istnieje dyskryminacja katolików, a młodzi ludzie odczuwają ją tym silniej, że są jej ofiarami. Reagują z odwagą. Sytuacja zmusza ich do tego, by mieli świadomość, kim są, ponieważ ich rodzice, dziadkowie i wychowawcy uchylili się od odpowiedzialności. Czy jest to religijne przebudzenie czy raczej poszukiwanie tożsamości? Trochę jedno i drugie, ale czemu nie? To normalne, że religia niesie ze sobą kulturę i ją tworzy. Nienormalne jest natomiast piętnowanie kultury chrześcijańskiej, która jest naszą kulturą od wieków. Jeśli dodać do tego dramatyczny spadek poziomu w szkołach, zwłaszcza w obszarze literatury, historii i muzyki, nie dziwi, że młodzi chrześcijanie zwracają się ku kulturze przenikniętej chrześcijaństwem, którą znali równie słabo co samą religię. Potępianie poszukiwania tożsamości jest przejawem obłudnego puryzmu. Okazują je zwolennicy dekonstrukcji, którzy sami otrzymali już kulturę i wygodnie się w niej zadomowili, ale innym chcieliby jej odmówić. Wszyscy zatem mają prawo do swojej tożsamości, z wyjątkiem chrześcijan? Trzeba skończyć z tego rodzaju ideologią. Oczywiście powody religijnego zaangażowania nie zawsze są jasno uświadomione: potrzeba zatem tych, którzy nauczą właściwego porządku rzeczy. Oddania Bogu tego, co należy do Boga, a Cezarowi tego, co należy do Cezara. Nowe pokolenia nie znają ani Boga, ani Cezara. Nie chodzą na mszę, ale prawie też już nie głosują w wyborach” – stwierdza.
Jak ocenia Thierry-Dominique Humbrecht, „tym, którzy nazywają się chrześcijanami, nie brak gorliwości, lecz raczej środków do działania: dojrzałej wiary, życia modlitewnego, mocnego słowa, twórczego działania; prawa do bycia chrześcijaninem w społeczeństwie, które coraz mniej ich toleruje, oraz odwagi, by stawiać opór zamiast się uginać; a także tej swobody i ironii właściwej każdemu Francuzowi wobec publicznego fałszu”.
oprac. JD
