Zapory wodne. Klucz do dominacji nad Chinami
Nowoczesne (i ogromne) zapory wodne, generujące energię są od wielu lat ważnym filarem indyjskiej polityki energetycznej. Jawaharlal Nehru, pierwszy premier Indii, nazywał je niegdyś „świątyniami nowoczesnych Indii”, symbolizującymi postęp i technologiczne mistrzostwo. Zapory wodne są jednak w XXI wieku czymś więcej – okazją do osiągnięcia przewagi nad rywalami Indii.
Indie od dziesięcioleci rywalizują z Chińską Republiką Ludową. Walczą nie o swoje skromne miejsce pod słońcem, a o tytuł najpotężniejszego państwa w całej Azji. Te zmagania wielokrotnie kończyły się rozlewem krwi, ale równie często mają miejsce w świecie gospodarki i energetyki.
Indie ogłosiły plany budowy około 200 nowych zapór w dorzeczu Brahmaputry, na północnym wschodzie kraju. Wśród nowych projektów znajduje się projekt Upper Siang Multipurpose, który ma stać się największą zaporą w kraju, przewyższającą dotychczasowego rekordzistę, zaporę Tehri Dame. Ta konstrukcja mierzy 260 metrów, posiada gigantyczny zbiornik do nawadniania, zaopatruje całe miasto w wodę i generuje do 1000 megawatów (1 300 000 KM) energii wodnej. Nowa “świątynia nowoczesnych Indii” ma być jeszcze bardziej imponująca. Co więcej, jej budowa ma być symbolicznym zwycięstwem nad Chinami, które planują własną “megakonstrukcje”.
Komunistyczny rząd rozpoczął prace nad tym, co nazywa „projektem stulecia” – gigantyczną zaporą w Tybecie na rzece Yarlung Tsangpo (która po przekroczeniu granicy z Indiami nazywana jest Brahmaputrą). Skala projektu – jej moc hydroelektryczna wynosząca 60 GW to ponad pięć razy więcej niż indyjska zapora w Upper Siang – już zaniepokoiła indyjskich urzędników i polityków. Premier stanu Arunachal Pradesh, położonego najbliżej zapory, nazwał ją „chińską bombą wodną”.
Indie obawiają się, że nowa tama mogłaby umożliwić Chinom kontrolowanie przepływu Brahmaputry do północno-wschodnich Indii, gdzie miliony ludzi są uzależnione od jej wody, aby utrzymać się przy życiu. Projekty takie jak Upper Siang stały się zatem „strategiczną koniecznością”, twierdzą indyjscy urzędnicy.
Najbliższe lata będą więc swoistą “wojną zaporową”, podczas której obydwa państwa będą próbowały jak najszybciej ukończyć swój monumentalny projekt. Wiele wskazuje na to, że w tej walce wszystkie chwyty będą dozwolone – sabotaż planów przeciwnika, wysiedlanie ludności z terenów objętych budową i dewastacja środowiska naturalnego.
Maciej Bzura
