Sędziowie czy kapłani?
Czy władza sędziów jest w dzisiejszej Europie formą świeckiej władzy kapłańskiej, zdolnej nauczać i decydować o tym, czy księgi objawione, w których Boską moc wierzą miliony chrześcijan, żydów i muzułmanów, mówią prawdę, czy też kłamią? – pyta Jan ROKITA
Przypadek skazania w Finlandii za przestępstwo „podżegania do nienawiści” jednej z czołowych postaci tamtejszej sceny politycznej jest wart uważnego przyjrzenia się z kilku powodów.
Najpierw dlatego, iż chodzi tu wyrok przełomowy, wydany przez fiński Sąd Najwyższy, obalający całe wcześniejsze orzecznictwo tamtejszego wymiaru sprawiedliwości. Oto pani Päivi Maria Räsänen – lekarz, poseł, była szefowa fińskiej chadecji i minister spraw wewnętrznych Finlandii – została prawomocnie uznana za przestępcę, a to z powodu podtrzymywanego przez nią poglądu, wedle którego zjawisko homoseksualizmu nie jest normą, ale – wedle jej określenia – czymś w rodzaju „zaburzenia rozwojowego”.
Pani Räsänen była już ścigana przez fiński wymiar sprawiedliwości od dawna, także dlatego, że publicznie cytowała fragmenty Pawłowego Listu do Rzymian, zawierającego (jak powszechnie wiadomo) fundamenty chrześcijańskiej nauki o zbawieniu przez wiarę. Ale jak dotąd, w najróżniejszych instancjach sądowych uniewinniano ją na podstawie konstytucyjnych gwarancji wolności słowa i swobody wyznania.
Warto tu zaznaczyć, że pani Räsänen jest luteranką i co istotne, jako motywy swoich przekonań wskazuje teksty biblijne, w szczególności nauczanie św. Pawła oraz moralne nauki Marcina Lutra. W poglądach i wypowiedziach fińskiej polityk nie może być cienia podejrzeń, iż jej intencją jest zaprowadzenie jakichś przepisów dyskryminujących homoseksualistów.
Jednak fiński Sąd Najwyższy, stosunkiem głosów 3:2, orzekł, iż pani Räsänen dopuściła się przestępstwa „podżegania do nienawiści”. Skazana nie ma wprawdzie iść do więzienia, ale ma zapłacić dotkliwie wysoką grzywnę, nie wspominając już o wszystkich konsekwencjach, jakie prawomocne skazanie za przestępstwo mieć będzie dla jej dalszej kariery politycznej.
Ta nieoczekiwana i radykalna zmiana fińskiego orzecznictwa sądowego bierze się stąd, iż w przeciwieństwie do wcześniej orzekających sędziów trójka sędziów Sądu Najwyższego uznała, iż jest władna dokonać wiążącego rozstrzygnięcia światopoglądowego sporu o to, czy skłonność seksualna ku własnej płci jest „normą”, czy też „anomalią” ludzkiego rozwoju. Wedle twierdzeń fińskiej prokuratury Sąd Najwyższy dokonać miał przy okazji tego wyroku „szczegółowej analizy przestrzegania w Finlandii praw podstawowych” i to na tej podstawie miał rozstrzygnąć ów spór światopoglądowy.
Nie znam – rzecz jasna – szczegółowego uzasadnienia wyroku, niemniej trudno nie postawić fundamentalnego pytania: jak to w ogóle możliwe, aby to akurat sędziowie, w przeciwieństwie do wszystkich innych ludzi, posiedli łaskę i moc ostatecznego rozstrzygania tego rodzaju dylematów?Czy władza sędziów jest w dzisiejszej Europie formą świeckiej władzy kapłańskiej, zdolnej nauczać i decydować o tym, czy księgi objawione, w których Boską moc wierzą miliony chrześcijan, żydów i muzułmanów, mówią prawdę, czy też kłamią?
Istota tej sprawy tkwi bowiem w tym, że pani Räsänen nie mówi niczego ponad to, co stoi w Natchnionych Księgach. A przestępstwo zdefiniowane przez fiński Sąd Najwyższy nie jest przecież żadną formą „podżegania” kogokolwiek przeciw komukolwiek, ale po prostu jawnym zakazem głoszenia prawdy religijnej.
Pani Räsänen powołuje się na luterańską interpretację Pisma Świętego, ale w tej kwestii biblijna hermeneutyka katolicka w niczym się nie różni. Znany list Kongregacji Nauki Wiary z 1986 roku Homosexualitatis problema, podpisany przez Josepha Ratzingera i zatwierdzony przez papieża, ujmuje tę rzecz w kategoriach „obiektywnego nieuporządkowania” natury ludzkiej, które może, choć nie musi prowadzić do czynienia zła i popełniania grzechu. W gruncie rzeczy ten sam pogląd głosi luteranka pani Räsänen.
Narzuca się zatem kolejne, już ściśle polityczne pytanie: czy po obecnym wyroku Sądu Najwyższego w Finlandii będzie wolno głosić religię rzymsko-katolicką, czy też głoszenie niektórych prawd wiary narażone będzie odtąd na represje karne?
Sama skazana mówi, że wyrok jest dla niej wstrząsem i zapowiada skargę do strasburskiego Trybunału Praw Człowieka. Nie wróżę jej tam sukcesów, bo ów europejski sąd dawno już porzucił swoją pierwotną misję i z ideologicznym entuzjazmem zajmuje się przymusowym wdrażaniem tzw. „postępu”.
Ale co ciekawe, na wyrok źle reagują również członkowie fińskiego rządu. Wywodząca się z nacjonalistycznej Partii Finów minister sprawiedliwości Leena Meri mówi, że obywatelom jej kraju „coraz trudniej wiedzieć, co jest zakazane, a co dozwolone” w Finlandii. Choć premier Petteri Orpo, pytany o swój punkt widzenia, wyłgał się znanym i niemądrym przesądem, wedle którego nie należy ponoć komentować wyroków sądowych.
Niezależnie jednak od tego, jak dalej potoczy się sprawa przestępstwa popełnionego ponoć przez panią Räsänen, wyrok fińskiego Sądu Najwyższego i tak pozostanie prawniczym kamieniem milowym, gdy idzie o dwie kluczowe tendencje ustrojowe współczesnej Europy. W jakimś sensie są to zresztą tendencje wzajemnie wobec siebie symetryczne. Z jednej strony następuje bowiem zawężanie sfery wolności religijnej, a głoszenie niektórych prawd wiary okazuje się przestępstwem. Z drugiej zaś – to sędziowie, po tym, jak zdobyli już na całym demokratycznym Zachodzie spory udział we władzy politycznej, teraz próbują zyskać również kawałek władzy kapłańskiej, gdyż to oni mają wiążąco rozstrzygać o prawdzie i wykładni Natchnionych Ksiąg.
Tekst pierwotnie ukazał się na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Przedruk za zgodą redakcji.
Jan ROKITA
Filozof polityki. Absolwent prawa UJ. Działacz opozycji solidarnościowej, poseł na Sejm w latach 1989-2007, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wykładowca akademicki. Autor felietonów "Luksus własnego zdania", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".
