Nowa ofensywa przeciwko bojownikom Huti
Władze Jemenu ogłosiły rozpoczęcie operacji wojskowej przeciwko Huti. Wspierany przez Arabię Saudyjską obóz rządowy zamierza odzyskać kontrolę nad terytoriami zajętymi przez rebeliantów. Walki mają znaczenie dla bezpieczeństwa żeglugi na Morzu Czerwonym, a ich nasilenie pogłębia kryzys żywnościowy w kraju. Huti poinformowali tymczasem o uderzeniach na saudyjskie instalacje naftowe.
Rozpoczęcie ofensywy ogłosił 4 października Raszad al-Alimi, przewodniczący jemeńskiej Prezydenckiej Rady Przywódczej. W telewizyjnym wystąpieniu zapowiedział przywrócenie władzy państwowej na obszarach pozostających pod kontrolą Huti. Według jego oceny dotychczasowe próby ograniczenia konfliktu wyczerpały się, a rebelianci wykorzystali ten czas do dalszej mobilizacji.
Deklaracja nastąpiła po doniesieniach o przygotowaniach do wspólnej operacji Arabii Saudyjskiej i sprzymierzonych z nią formacji jemeńskich. Reuters informował, że zadaniem Rijadu mają być przede wszystkim działania lotnicze, podczas gdy oddziały jemeńskie poprowadzą natarcie na lądzie.
W dniu ogłoszenia ofensywy Huti przekazali, że wystrzelili pociski balistyczne i drony w kierunku obiektów koncernu Aramco w Rijadzie oraz w rejonie Churajs. Rzecznik wojskowy ugrupowania Jahja Sari przedstawił te działania jako odpowiedź na saudyjskie bombardowania Jemenu.
Według komunikatu rebeliantów koalicja pod przywództwem Arabii Saudyjskiej miała w ciągu poprzednich dwunastu godzin przeprowadzić 50 uderzeń lotniczych i rakietowych. Huti utrzymywali również, że trafienia w saudyjskie instalacje wywołały duże pożary. W chwili publikacji przywołanej depeszy Reutersa Rijad nie potwierdził tych informacji. Skala ewentualnych uszkodzeń pozostawała więc nieznana.
Ataki na infrastrukturę energetyczną pozwalają Huti przenosić koszty wojny poza granice Jemenu. Dla Arabii Saudyjskiej oznacza to konieczność równoczesnego wspierania ofensywy i ochrony własnych obiektów przemysłowych. Bez niezależnego potwierdzenia skutków niedzielnych uderzeń nie można jednak ocenić ich wpływu na wydobycie ani eksport ropy.
Obecna eskalacja następuje po wrześniowych postępach Huti na wybrzeżu Morza Czerwonego i zajęciu strategicznych wysp w rejonie Bab al-Mandab. Umocnienie pozycji w tej części kraju zwiększyło możliwości ugrupowania w zakresie zakłócania ruchu statków. Cieśnina łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. Przepływają przez nią jednostki korzystające z trasy między Oceanem Indyjskim a Kanałem Sueskim. Jej znaczenie obejmuje przewóz ropy, paliw, gazu oraz towarów transportowanych w kontenerach.
Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej wskazuje, że ataki Huti na statki handlowe, rozpoczęte w listopadzie 2023 roku, skłoniły część armatorów do kierowania jednostek wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Taka trasa omija Morze Czerwone i Kanał Sueski, ale wydłuża podróż oraz podnosi koszty transportu. Kolejne walki w pobliżu cieśniny zwiększają niepewność dotyczącą bezpieczeństwa tego szlaku.
Dla samego Jemenu dostęp do portów i drożność dróg prowadzących w głąb kraju mają bezpośrednie znaczenie dla zaopatrzenia ludności. Uszkodzenia infrastruktury i przesuwanie się frontu utrudniają zarówno handel, jak i dostarczanie pomocy.
Równolegle z działaniami militarnymi Arabia Saudyjska zapowiedziała przekazanie uznawanym międzynarodowo władzom Jemenu kolejnej transzy wsparcia, wynoszącej około 60 mln dolarów. Środki mają pomóc w finansowaniu wydatków publicznych oraz zapewnieniu regularniejszych wypłat.
Według saudyjskiej agencji SPA łączna wartość wsparcia udzielonego Jemenowi przez królestwo w latach 2012–2026 przekroczyła 12,6 mld dolarów. Najnowsza pomoc ma znaczenie dla władz, które oprócz prowadzenia wojny muszą utrzymywać administrację i podstawowe usługi na kontrolowanych przez siebie terenach.
Obóz przeciwników Huti pozostaje przy tym politycznie zróżnicowany. Jak przypomina Reuters w opracowaniu dotyczącym uczestników konfliktu, wspierana przez Zjednoczone Emiraty Arabskie Południowa Rada Przejściowa dąży do oddzielenia południa kraju. Inne formacje opowiadają się za zachowaniem jedności Jemenu. Wspólna walka z Huti wymaga więc współpracy ugrupowań mających odmienne plany dotyczące przyszłości państwa.
Te różnice będą istotne także w razie powodzenia ofensywy. Odzyskanie terytorium wymaga późniejszego ustalenia, kto będzie nim zarządzał, zapewniał bezpieczeństwo i finansował działanie instytucji.
Huti zajęli Sanę w 2014 roku. W kolejnym roku Arabia Saudyjska stanęła na czele koalicji interweniującej po stronie uznawanego międzynarodowo rządu. Konflikt utrwalił podział kraju i doprowadził do głębokiego osłabienia jego gospodarki.
Rozejm wynegocjowany pod auspicjami ONZ wszedł w życie w kwietniu 2022 roku i był dwukrotnie przedłużany. Przyniósł wyraźne ograniczenie walk. W tym samym miesiącu ówczesny prezydent Abd Rabbuh Mansur Hadi przekazał swoje uprawnienia Prezydenckiej Radzie Przywódczej. Organizacja Narodów Zjednoczonych wiązała z tymi zmianami nadzieję na szersze porozumienie polityczne. Spadek intensywności wojny nie doprowadził jednak do trwałego rozwiązania sporu. Wrześniowe zdobycze Huti i ogłoszona teraz kontrofensywa ponownie stawiają w centrum wydarzeń próbę zmiany układu sił za pomocą działań wojskowych.
Skutki ostatniej eskalacji są już widoczne w danych humanitarnych. Światowy Program Żywnościowy poinformował 2 października, że w dostępnych dla jego monitoringu obszarach 74 proc. gospodarstw domowych nie było w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb żywnościowych. Organizacja oszacowała liczbę osób dotkniętych ostrym brakiem bezpieczeństwa żywnościowego w całym Jemenie na 18,3 mln.
Kraj sprowadza z zagranicy około 90 proc. żywności. Zakłócenia w żegludze, utrudnienia w dostępie do portów i zamykanie dróg szybko przekładają się więc na dostępność produktów oraz ceny. W części prowincji Ta’izz mąka pszenna podrożała o 10 proc. w ciągu dwóch tygodni.
Według przywołanych przez WFP danych Międzynarodowej Organizacji do spraw Migracji wznowione walki zmusiły do opuszczenia domów ponad 149 tys. osób. Część z nich była przesiedlana już wcześniej. Działania wojenne odcięły również dostęp do obszarów, na których około 350 tys. ludzi korzystało z pomocy WFP i jego partnerów. Dalsze rozszerzanie ofensywy grozi pogłębieniem tych problemów, zwłaszcza tam, gdzie rodziny utraciły dochody i są zależne od dostaw z zewnątrz.
Maciej Bzura
