Claude Lelouch. Co my wiemy o miłości…?
„Un homme et une femme” sygnowane Claude Lelouch to film o miłości, która nie zaczyna się od zapomnienia przeszłości, lecz od jej uznania – pisze Margot ROUSSEAU
Un homme et une femme Claude’a Leloucha zdobył dwa Oskary, a kobiety i mężczyźni chętnie nucą pod nosem tytułowy motyw. Nic dziwnego: ta spokojnie prowadzona opowieść miłosna ma dobrze zbudowaną dramaturgię i zagrana jest przez parę genialnych aktorów. Ale mimo dobrego osadzenia w filmowym mainstreamie i pozornie melodramatycznej opowieści jest to jeden z najciekawszych filozoficznie filmów XX wieku.
Przypomnijmy sobie zatem tę opowieść. Ona, Anne Gauthier, grana przez Anouk Aimée, i on, Jean-Louis Duroc (Jean-Louis Trintignant), spotykają się w Deauville, gdzie ich dzieci przebywają w szkole z internatem. Oboje przyjeżdżają z Paryża; jej uciekł pociąg, on zatem ją podwozi. Tak zaczyna się ich związek, który będzie rozwijał się w tej podróży i tak też będą wyglądać ich pierwsze randki. To wtedy właśnie poznajemy jej historię jako pracownicy przemysłu filmowego, scenarzystki i asystentki reżysera. Poznajemy jej męża, kaskadera – człowieka z ogromną brawurą i wyobraźnią. Przy tym romantycznie nieostrożnego, co pewnego dnia kończy się dla niego śmiertelnym wypadkiem. Tak, Anne jest wdową. A Jean-Louis? Kierowca rajdowy, również z zakochaną w nim żoną, kobietą, która poszłaby za nim wszędzie i obiecuje mu, że zawsze będzie obok. Pewnego dnia Jean-Louis ma wypadek. Żona, przekonana, że zginął, popełnia samobójstwo.
Pewnej niedzieli ich rytuał wzajemnych powrotów z Deauville zostaje zakłócony. Jean-Louis bierze udział w rajdzie. Anne mocno go wspiera i wysyła telegram, w którym wyznaje mu miłość. Zaraz po zawodach Jean-Louis wsiada w samochód i pędzi do ukochanej. Ta jednak wyjechała już do Deauville, gdzie w końcu spotykają się oboje. Kolacja, wzięcie pokoju na noc, seks. Anne w trakcie myślami jest jednak gdzie indziej. Ponowna bliskość z mężczyzną nie pozwala jej zapomnieć o mężu. Płacze. „Dlaczego?” – pyta Jean-Louis. Klasyczne pytanie, które zadaje sobie mężczyzna mający świadomość, że jego przyjemność nie współgrała z reakcją kobiety. Kobieta więc mówi, że to przez jej męża. „Ale on przecież nie żyje” – odpowiada bohater. „Nie, on żyje” – odpowiada Anne.
Kłopotliwa cisza i poranek. Anne postanawia wracać sama, pociągiem. Jean-Louis zapewne myśli, że kobieta okłamała go i że jej mąż żyje. Pyta więc o to Anne, a ta przyznaje, że on żyje – ale tylko dla niej, w myślach. Dlaczego? Ponownie pyta się Jean-Louis, ale pędzi na dworzec, by na stacji przesiadkowej odnaleźć Anne.
A zatem mamy schemat tej opowieści, którą inicjuje przypadkowe spotkanie i która rozwija się wraz z retrospekcjami w podróży. Ma pierwszy punkt przełomowy, gdy podczas rajdu Jean-Louis otrzymuje od Anne wiadomość, że ona go kocha, a drugi – gdy seks nie staje się jeszcze początkiem związku, ale jego kryzysem i prawdopodobnym, jak się wtedy wydaje, końcem. Zgodnie z dzisiejszymi schematami opowieść rozwija się tu zbyt długo, by dopiero w trzecim akcie mieć kulminację kryzysu, przy czym ten drugi pojawia się w przedostatniej scenie, a więc dość późno. Wydaje się wręcz, że to nie kryzys, ale zakończenie, po którym następuje dopiero właściwy koniec. Ta konstrukcyjna osobliwość działa jednak niezwykle mocno. Lelouch zaskakuje nas bowiem innym zakończeniem. Tak jakby na samym końcu mówił nam: nie, jednak zakończę to dobrze, nie pozwolę wam pozostać w tej melancholii niezrealizowanej miłości.
Powtórzę tę myśl raz jeszcze, nieco inaczej, aby być dobrze zrozumianym, bo w tym wypadku świadomość łamania konstrukcji fabularnej jest istotna interpretacyjnie. To właśnie w konstrukcji finału Claude Lelouch pozwala sobie na subtelne, ale bardzo znaczące odstępstwo od klasycznego schematu dramaturgicznego. W tradycyjnej strukturze opowieści kryzys relacji pojawia się zwykle na początku trzeciego aktu i otwiera drogę do rozwiązania konfliktu. Tutaj dzieje się inaczej.
Scena w hotelu – moment największej bliskości bohaterów – nie prowadzi do spełnienia, lecz do załamania. Anne płacze, przywołując pamięć zmarłego męża, a Jean-Louis po raz pierwszy uświadamia sobie, że w tej relacji nie jest jedynym mężczyzną obecnym w życiu kobiety. Wszystko wygląda tak, jakby historia właśnie się kończyła: ona wyjeżdża pociągiem, on zostaje sam. Kryzys nie otwiera więc aktu trzeciego – pojawia się niemal w ostatniej scenie i przez chwilę działa jak ostateczne zakończenie filmu. Dopiero później Claude Lelouch wykonuje jeszcze jeden ruch: Jean-Louis rusza za Anne na dworzec. Dzięki temu finał nie jest klasycznym rozwiązaniem konfliktu, lecz raczej nagłym odwróceniem emocjonalnego ciężaru opowieści. Widz zostaje najpierw pozostawiony w melancholii rozstania, a dopiero po chwili otrzymuje możliwość pojednania – jakby film chciał powiedzieć, że w historii tej miłości wszystko mogło się równie dobrze zakończyć w poprzedniej scenie.
Druga osobliwość polega na bliskości charakterologicznej Jean-Louisa do męża Anne. Schemat nakazywałby, by byli oni przeciwieństwami, a jednak Jean-Louis jako kierowca rajdowy, ze skłonnością do ryzyka, odbija charakterologiczne cechy wcześniejszego partnera Anne. Mimo to nie mamy wrażenia, że kobieta szuka tego samego mężczyzny ani że z Jean-Louisem chciałaby odtworzyć swój związek z nieżyjącym mężem.
Nie. Dojrzałość bohaterów i dojrzałość emocjonalna tego filmu polega na tym, że nic nie może być powtórką. Że to faktycznie powinno być nowe życie. Jeśli Anne czegoś się boi, to być może właśnie tego, że zdradą wobec jej męża byłoby związanie się z podobnym do niego mężczyzną.
Jeśli spojrzeć na film z perspektywy fenomenologii, szczególnie tej rozwijanej przez Maurice’a Merleau-Ponty’ego, scena ta przestaje być jedynie psychologicznym epizodem i ujawnia głębszą strukturę doświadczenia. W fenomenologii pamięć nie jest archiwum zamkniętych wydarzeń, lecz sposobem obecności przeszłości w teraźniejszości. To, co minione, nie znika, lecz pozostaje wpisane w sposób, w jaki człowiek przeżywa świat i relacje z innymi. W tym sensie zdanie Anne – że jej mąż „żyje” – nie jest metaforą ani oznaką niemożności rozpoczęcia nowego życia. Jest raczej wyrazem prawdy o ludzkim doświadczeniu: przeszła miłość nie zostaje wymazana przez kolejną, lecz pozostaje jedną z warstw obecności. Dlatego kryzys pojawia się dopiero w chwili największej bliskości – kiedy teraźniejszość próbuje zająć miejsce przeszłości. Dopiero gdy Jean-Louis potrafi przyjąć tę współobecność pamięci, nowa relacja staje się możliwa. Lelouch pokazuje więc miłość nie jako zerwanie z przeszłością, lecz jako zgodę na to, że w każdej prawdziwej relacji obecne są także cienie tych, którzy byli wcześniej.
To zresztą film dojrzały i o dojrzałości. Powstaje dokładnie w tym samym czasie, gdy Godard mierzy się z kolejnymi partnerkami swoich bohaterów na planie i za każdym razem pokazuje toksyczny związek, w którym kobieta, choć wolna i rewolucyjna, ma grać tak, jak jej narcystyczny partner pragnie. Albo w tym samym czasie Truffaut snuje swoją rozpisaną na kilka filmów historię Antoine’a Doinela, który wciąż poszukuje idealnej partnerki. Albo Chabrol, który śledzi miłość jako obsesję. To właśnie w tym momencie historii kina pojawia się Lelouch, który opisuje miłość, która ma być wszystkim – tylko nie obsesją. Pokazuje, że można uwolnić się od toksycznej zależności od drugiej osoby i zbudować dojrzały związek.
W opisach znajdziecie więc informację, że to film o tym, jak trudno pokochać po stracie. Jest w tym wiele prawdy. Ale dla mnie przede wszystkim to film o tym, że prawdziwa miłość pojawia się wtedy, gdy strata zostanie przepracowana, a nowy i dojrzalszy związek pojawi się wtedy, gdy związanie – oczywiście oprócz seksualnej atrakcji, która jest tu istotna – nie będzie zależnością. Jean-Louis musi zaakceptować, że Anne miała męża i że on w pewnym sensie cały czas jest razem z nią. Bierze ją taką, jaka jest, z jej przeszłością i lękami. Podobnie ona – jego.
Claude Lelouch pokazuje miłość nie jako zerwanie z przeszłością, lecz jako doświadczenie, w którym przeszłość pozostaje obecna i zostaje uznana przez drugiego człowieka.
Tekst pierwotnie opublikowany na „Wszystko co Najważniejsze” [LINK]. Przedruk za zgodą redakcji.
Margot ROUSSEAU
Filozof i historyk kina. Żyje między Paryżem a Aix-en-Provance. Swoje przemyślenia publikuje na Instagramie, tworząc unikalny esej wizualny. Autorka Cinema Margot.
