Sztuczna inteligencja szuka zapomnianych historii amerykańskiej rewolucji
Srebrny dzbanek w muzealnej kolekcji, ogłoszenie w osiemnastowiecznej gazecie, nazwisko zapisane w dawnym dokumencie. Każdy z tych śladów przechowuje fragment czyjegoś życia. Smithsonian Institution wykorzystuje sztuczną inteligencję, aby odnajdywać związki między rozproszonymi zbiorami i lepiej poznać ludzi, którzy żyli w czasach powstawania Stanów Zjednoczonych.
W roku 250. rocznicy amerykańskiej niepodległości badacze sięgają do przedmiotów i dokumentów z lat 1770–1810. Ten okres obejmuje narastający konflikt brytyjskich kolonii z Londynem, wojnę o niepodległość oraz pierwsze dekady funkcjonowania nowego państwa. Pozostały po nim listy, gazety, portrety, wyposażenie domów i dokumenty urzędowe, przechowywane dziś przez różne instytucje.
Projekt Revolution Crossroads, prowadzony przez Smithsonian we współpracy z Biblioteką Kongresu, ma ułatwić wspólne przeszukiwanie tych materiałów. Sztuczna inteligencja pomaga wskazywać powtarzające się nazwiska, miejsca i możliwe powiązania. Historycy sprawdzają następnie, które z tych tropów rzeczywiście prowadzą do nowych ustaleń.
Jednym z przykładów jest niewielki dzbanek do śmietanki, wykonany około 1774 roku przez filadelfijskiego złotnika Daniela Dupuya. Przedmiot znajduje się w zbiorach Narodowego Muzeum Historii Amerykańskiej. Z pomocą AI badacze odnaleźli ogłoszenie prasowe tego rzemieślnika, dotyczące podobnego naczynia.
Takie zestawienie pozwala przyjrzeć się przedmiotowi poza muzealną gablotą. Ogłoszenie może dostarczyć informacji o działalności warsztatu, sposobie sprzedaży i klientach, do których kierowano ofertę. Samo podobieństwo naczyń wymaga jednak ostrożności: odnalezienie reklamy nie dowodzi, że przedstawia ona dokładnie ten egzemplarz, który przetrwał w kolekcji.
Opis dzbanka a w katalogu Smithsonian pokazuje również jego polityczny kontekst. Muzeum wiąże go z protestami przeciwko brytyjskiej polityce handlu herbatą. W 1773 roku przywileje przyznane Kompanii Wschodnioindyjskiej oraz utrzymany podatek od herbaty spotkały się ze sprzeciwem kolonistów. W grudniu tego roku uczestnicy protestu w Bostonie wyrzucili do wody ładunki herbaty. Według muzealnej interpretacji srebrne naczynie przypominało użytkownikom o bojkocie. Przedmiot codziennego użytku staje się w ten sposób źródłem wiedzy o przenikaniu polityki do domów, warsztatów i zwyczajów konsumpcyjnych. Połączenie go z prasą z epoki pozwala postawić kolejne pytania o ludzi, którzy go wytworzyli, kupowali i oglądali.
Zespół Smithsonian wytypował około 10 tysięcy obiektów związanych z ludźmi żyjącymi w badanym czterdziestoleciu. Część materiałów wymagała digitalizacji, a część ponownego opracowania, aby nadawały się do analizy komputerowej. Zdjęcie przedmiotu i krótki opis katalogowy nie zawsze wystarczają do znalezienia jego związku z dokumentem przechowywanym w innym miejscu.
Projekt korzysta także z historycznych gazet Biblioteki Kongresu oraz akt emerytalnych uczestników wojny o niepodległość, znajdujących się w amerykańskich Archiwach Narodowych. Ten ostatni zbiór obejmuje ponad 82 tysiące teczek i przeszło dwa miliony stron. Wnioski weteranów oraz ich rodzin zawierają informacje o służbie, małżeństwach, krewnych i świadkach potwierdzających opisane wydarzenia.
Przygotowanie takich zasobów do wspólnej analizy opiera się na wcześniejszej pracy archiwistów, katalogerów i osób odczytujących dokumenty. Jak wyjaśnia zespół odpowiedzialny za opracowanie danych, materiały powstawały w różnych systemach i wymagają uporządkowania z uwzględnieniem ich historycznego kontekstu. Cyfrowe narzędzia korzystają więc z wiedzy gromadzonej przez instytucje przez dziesięciolecia.
Jednym z celów przedsięwzięcia jest lepsze poznanie osób, których losy zachowały się jedynie we fragmentach. Rzemieślnik mógł pozostawić po sobie wyrób i reklamę. Żołnierz pojawia się w dokumentach służbowych, a wiele lat później we wniosku o świadczenie. O życiu jego rodziny mogą opowiadać załączone zeznania.
Zestawienie tych zapisów daje szansę na odtworzenie więzi między mieszkańcami, przebiegu pracy zawodowej czy zmian miejsca zamieszkania. Pozwala też przyglądać się powstawaniu lokalnych społeczności w okresie wielkich przemian politycznych. Nazwiska George’a Washingtona i Thomasa Jeffersona prowadzą do obszernych zbiorów, opracowań i biografii. Znacznie trudniej odnaleźć historię człowieka, o którym przetrwało kilka rozproszonych wzmianek. W takich poszukiwaniach możliwość szybkiego porównywania wielu katalogów może okazać się szczególnie przydatna.
Największym wyzwaniem pozostaje ocena proponowanych powiązań. Podobne nazwisko może należeć do różnych osób. Dawny przydomek może oznaczać kogoś dobrze znanego badaczom epoki. Słowo odczytane jako nazwa własna mogło mieć wówczas zwyczajne, powszechne znaczenie. W projekcie wyniki analizy przechodzą kontrolę historyków i kuratorów. To oni oceniają zgodność dat, miejsc i biografii oraz sprawdzają znaczenie dawnych określeń. Odpowiedzialność za ustalenia wymaga również zachowania dostępu do źródła, aby kolejna osoba mogła prześledzić drogę od dokumentu do wniosku.
Maciej Bzura
