Wichrowe Wzgórza w reżyserii Emerald Fennell. Kontrowersyjna eksplozja kolorów
Wichrowe Wzgórza, ekranizacja słynnej powieści Emily Bronte, wzbudzała kontrowersje jeszcze przed premierą. Czy warto obejrzeć ten romans?
W kręgu kultury anglosaskiej z trudem szukać powieści tak kultowej Wichrowe Wzgórza. Ta opowieść o obsesyjnej miłości, skandalu i nienawiści pośród brytyjskich wzgórz od lat pozostaje klasykiem literatury romantycznej. Gdy ogłoszono, że Emerald Fennell, znana z filmów takich jak Saltburn i Obiecujące młode kobiety wyreżyseruje nową ekranizację tej historii, wiele osób miało spore oczekiwania.
Potem pojawiły się medialne doniesienia, które napawały obawą niektórych fanów twórczości Emily Bronte. Muzyka w ekranizacji kultowego romansu miała powstać we współpracy z Charli XCX, popularną artystką z kręgu popu i muzyki techno, co wzbudziło kontrowersje. Wszystko wskazywało na to, że nowe Wichrowe Wzgórza będą bardziej nowoczesne, inne, dostosowane do dzisiejszych trendów.
Ogłoszenie obsady filmu Emerald Fennell również nie pozostało bez echa. Jacob Allordi, znany między innymi z roli Elvisa Presley w filmie Priscilla został wybrany do roli Heathcliffa, głównej postaci męskiej. A to nie spodobało się części fanów, zwłaszcza tych o bardziej lewicowej wrażliwości. Internet zaroił się od dyskusji i gniewnych komentarzy tłumaczących, że w Heathcliff był w powieści Bronte mężczyzną o ciemniejszej karnacji, która często była tematem rozmów bohaterów książki. Dla najbardziej radykalnych osób pominięcie tego wątku zasługiwało wręcz na całkowity bojkot filmu.
Czy ten film zasłużył jednak na krytykę? Jaka faktycznie jest ekranizacja tej kultowej powieści.
Racje na pewno miały te osoby, które przewidywały, że nowe Wichrowe Wzgórza będą nowoczesną wersją starej powieści. Wszystko, od ścieżki dźwiękowej (którą należy uznać za fenomenalną decyzje reżyserki), strojów, scenografii i zdjęć, jest na wskroś nowoczesne, barwne i wyraziste. Pod tym względem filmowi trudno cokolwiek zarzucić. Niemal każda scena wygląda jak dokładnie zaplanowany obraz lub teatralna inscenizacja.
Co więcej, ahistoryczna sceneria, która zdaniem wielu jest wadą tego filmu, w ocenie autora tego tekstu jest niewątpliwie zaletą. Wichrowe Wzgórza ogląda się bowiem jak dziwną, przesyconą, surrealistyczną, gorączkową wizję, a ten nastrój odpowiada przedstawionej w filmie (i książce historii).
Wichrowe Wzgórza nie są wierną adaptacją powieści. To jest niepodważalne. Ale wiele decyzji artystycznych jest absolutnie zrozumiałych, i co więcej, odejścia od oryginału wydają się celową, przemyślaną decyzją, a nie zwyczajnym niezrozumieniem dzieła. Warto je zobaczyć, nawet po to, by samemu wykształcić opinie na ten temat, a nie powtarzać oceny anonimowych, internetowych krytyków.
Maciej Bzura
