nowy rok

Chiński nowy rok. Na co warto zwrócić uwagę?

Nowy rok to okazja do podsumowań i prognoz. Nie inaczej jest w Chinach, które rozpoczną nowy rok 10 lutego – Rok Smoka. Sporo zatem mówi się o gospodarce; to temat numer jeden nie tylko w Państwie Środka, ale i na świecie. Miniony rok 2023 nie był ani tak zły, jak niektórzy na Zachodzie przewidywali, ani też tak dobry, jak chciałby pokazać Pekin. Chiny mają po prostu swoje wyzwania, z którymi muszą się mierzyć.

Gdy od stycznia roku 2020 aż do grudnia roku 2022 Chiny mierzyły się z pandemią COVID i szokowały świat swoją polityką izolacji, władze w Pekinie pracowały nad pomysłem na rozwój gospodarczy. Efektem tych prac był koncept „podwójnego obiegu”, który zakładał rozwój popytu wewnętrznego i handlu zagranicznego. To był swego rodzaju przewrót kopernikański, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Państwo Środka do tej pory stawiało na model „obiegu międzynarodowego”, który zakładał rozwój poprzez produkcję skierowaną na eksport.

Ten nowy model nie wynikał jedynie z doświadczeń pandemii, ale był odpowiedzią na działania największego chińskiego rywala, Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza na zapoczątkowaną przez prezydenta Donalda Trumpa, a kontynuowaną przez prezydenta Joe Bidena politykę w odniesieniu do Chin, którą czasami określa się mianem small yard, high fence, czyli „mały obszar, wysoki płot”. Płotem są nakładane na Chiny ograniczenia związane z zaawansowanymi technologiami, a małe pole oznaczać ma niewielki wycinek gospodarki objęty sankcjami. Jakkolwiek ten wycinek może wydawać się mały, to jednak bez niego współczesna produkcja nie jest możliwa; mówimy tu o półprzewodnikach, które wykorzystywane są nie tylko w rosnącej liczbie produktów, ale i w maszynach czy liniach produkcyjnych zakładów przemysłowych.

Mimo tych tarć chińska gospodarka radziła sobie nie najgorzej (wzrost PKB o 5,2 proc., wzrost konsumpcji o 7,2 proc.). Nie można nie wspomnieć o obszarach, których rozwój zaskoczył niektórych obserwatorów chińskiej gospodarki. Jednym z nich jest sektor motoryzacyjny związany z samochodami elektrycznymi. Warto tu dodać – o czym wielu obserwujących Chiny nie wie – że nie była to zmiana, która dokonała się nagle i w wyniku jakiegoś szczęśliwego przypadku. Ta rosnąca pozycja Chin w tym obszarze to efekt planowania i realizowania strategii, której efektem są nie tylko baterie i samochody elektryczne, ale i chiński statek kosmiczny Shenzhou (Boski Statek), superkomputer Tianhe (Niebiańska Rzeka/Droga Mleczna) czy procesor Longxin (Smoczy Rdzeń).

Dobrze w tym roku radził sobie obszar, który w wyniku chińskich restrykcji covidowych najbardziej ucierpiał – sektor HoReCa (Hotele/Restauracje/Catering), a razem z nim sektor transportowy. W 2023 roku widać już było odbicie – restauracje znowu były pełne, ludzie zaczęli jeździć nie tylko w celach biznesowych, ale i turystycznych.

Chinom pomaga to, że ich gospodarka w roku 2023 była stabilna. Nie mierzyły się z problemem inflacji, jaki mieliśmy (i dalej mamy) w Polsce. Warto również wiedzieć, o czym mówią niektórzy analitycy, że do 2025 roku w Chinach ma być 200 milionów gospodarstw domowych z dochodami powyżej średniej (roczny dochód minimum 160 tysięcy juanów, czyli niemal 89 tysięcy złotych), a do roku 2030 ich liczba ma się zwiększyć do 260 milionów. Obecnie (dane za 2022 rok) jest ich około 150 mln.

Jak będzie wyglądał zatem rok 2024? Wielu ekspertów twierdzi, że w kolejnych latach konsumpcja powinna rosnąć za sprawą m.in. wciąż postępującej urbanizacji i wzrastających dochodów ludności, niemniej – podobnie jak w przypadku wzrostu PKB – można stwierdzić, że zakończyły się wzrosty dwucyfrowe. Konsumpcja w tym roku ukształtuje się zapewne w okolicach 4–5 proc.; o niewiele mniej zwiększy się chiński PKB.

Tematem spędzającym wielu sen z powiek jest sektor budowlany, a dokładniej mieszkaniowy. Posiadanie mieszkania jest pewnego rodzaju oczekiwaniem każdego Chińczyka (ponad 90 proc. chińskich gospodarstw domowych posiada własne mieszkanie), społecznym oczekiwaniem marzącego o ożenku mężczyzny – nie można wstąpić w związek małżeński, nie mając dachu nad głową. Nie dziwi zatem rozwój sektora budowlanego, który w ostatnich dziesięcioleciach był ważny w chińskiej gospodarce, a który dzięki rosnącym cenom pozwalał dziesiątkom milionów Chińczyków bogacić się. Żadna inwestycja nie dawała takich wzrostów, jak inwestycja w nieruchomości. Jednak między innymi COVID przyspieszył coś, co stać się musiało – dotychczasowy model zarabiania na nieruchomościach już się wyczerpuje. Ludzie, mając obawy co do przyszłości, nie inwestują w mieszkania w takim stopniu, w jakim robili to do tej pory. Władze różnych prowincji starają się jakoś tę sytuację poprawić, np. rozluźniając wymogi dotyczące wkładu własnego czy kupna drugiego mieszkania, ale na razie nie widać efektów tych działań.

To oczywisty problem dla władz, bo oznacza mniejsze przychody budżetowe, a trzeba wiedzieć, że rynek budowlany z otoczeniem to 20–25 proc. chińskiej gospodarki; nieruchomości to 70 proc. bogactwa przeciętnego gospodarstwa. Większość ekspertów ocenia, że Państwu Środka mimo wszystko nie grozi wywrócenie gospodarki nawet w sytuacji słabego rynku mieszkaniowego.

Kolejne wyzwania to praca i bezrobocie. Zacznijmy od pracy – tej, wydawałoby się, nigdy nie brakowało; takie wrażenie mogą mieć szczególnie osoby w wieku 30–50 lat, dla których praca była zawsze – w związku z rolą Chin jako fabryki świata. Młodsi Chińczycy z obawą i (czasami) zniechęceniem obserwują, jak ten paradygmat ulega zmianie – stąd też dyskutowanym przez Chińczyków w ostatnim roku tematem było bezrobocie wśród młodych. To problem dla Pekinu, o czym świadczy chociażby zawieszenie w połowie 2023 roku publikacji oficjalnych danych (obecnie ich publikację przywrócono, choć w zmienionej formule obliczania), co oczywiście od razu spowodowało na Zachodzie wysyp artykułów stwierdzających, że Chiny mają problem większy, niż chcą przyznać. Choć nie zgadzam się z demonizowaniem tej sprawy, to jednak rozumiem taką narrację – mówi się głośno o tym chińskim problemie, bo Państwo Środka jest na świeczniku. Natomiast jeśli chodzi o pracę dla młodych ludzi na miarę ich oczekiwań – a są to oczekiwania ludzi z wyższym wykształceniem, niekoniecznie zainteresowanych pracą w fabrykach – to jest to jedno z większych wyzwań. W roku 2024 będziemy mieć do czynienia z apogeum problemu, bo na rynek trafi rekordowa liczba absolwentów, niemal 11,8 mln, by w kolejnych latach już spadać (to też efekt malejącej liczby ludności w Chinach). Tych młodych ludzi chińska gospodarka musi zagospodarować, a w stabilnej, ale nierosnącej wystarczająco szybko gospodarce będzie o to trudno i nie pomogą tutaj stanowiska w administracji czy chińskie inwestycje poza granicami Chin (np. w Afryce). Być może część z tych młodych zdecyduje się na dalszą naukę, a może postanowi zostać „pełnoetatowymi dziećmi”, które pomagają swoim rodzicom, zarabiając na swoje utrzymanie. Bo i taki fenomen się pojawił, szczególnie w miastach, gdzie młodzi porzucają swoje ambicje.

Co jeszcze może przynieść rok 2024? Dalsze zmagania na linii USA-Chiny, ale i próby wypracowania modelu relacji między Chinami a Europą, którego efektem będzie „de-risking”, po zarzuceniu pomysłu promowanego przez krótki czas, czyli „decouplingu”. Zarzuceniu, bo świat zachodni przekonał się, że jego uzależnienie od Chin jest tak duże, że nie ma szansy na odcięcie się od Państwa Środka. W związku z tym nastąpiła zmiana modelu na bardziej wyważony, czyli właśnie owo „ograniczanie ryzyka”, a nie zrywanie współpracy. Będziemy mieć tutaj do czynienia z dwoma modelami:

Podsumowując te obserwacje, które siłą rzeczy nie obejmują wszystkich wyzwań, mimo wszystko pokuszę się o prognozę. Chiny mimo trudności będą radziły sobie wcale nie najgorzej, szczególnie w odniesieniu do innych gospodarek światowych. Warto będzie obserwować Państwo Środka, nie tylko jako w dalszym ciągu olbrzymią fabrykę, na której polegamy, ale i kraj, który nie raz jeszcze nas zaskoczy. Wypada jedynie mieć nadzieję, że bez względu na doświadczenia ostatnich lat będziemy spoglądać na Chiny z otwartością, ale i ostrożnością. Czymś najgorszym bowiem, co moglibyśmy zrobić, byłoby zupełne odcięcie się od Chin – a to niestety widać w jakości informacji dotyczących Państwa Środka, jakie można znaleźć w naszych mediach.

Zdjęcie autora: Wojciech SZYMCZYK

Wojciech SZYMCZYK

Od roku 2005 nieprzerwanie mieszkający w Chinach manager z doświadczeniem w zarządzaniu łańcuchami dostaw, pracujący obecnie dla globalnej grupy z siedzibą w Londynie. Od czasów studiów (AE w Krakowie i UJ) zafascynowany Dalekim Wschodem, z którym postanowił związać się nie tylko zawodowo, ale i prywatnie. Autor (prawdopodobnie) najdłużej prowadzonego bloga poświęconego Chinom w polskojęzycznym internecie: Zapiski z Państwa Środka (szymczyk.foxnet.pl).

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się