kryzys migracyjny
Fot. Borja SUAREZ / Reuters

Hiszpania na razie umieszcza migrantów w czterogwiazdkowych hotelach i luksusowych spa, ale jest nowy pomysł

Nie tylko mieszkańcy naszej miejscowości, do której ciągną statki z Afryki Zachodniej, ale cała Europa ma nadzieję, że miliony, które na kredyt wydajemy na hotele dla migrantów, okażą się rozwiązaniem tymczasowym, od którego za chwilę uwolni nas ich relokacja do Europy Środkowej.

W ostatnich dniach Europą obiegła informacja, że Hiszpania lokuje nielegalnych migrantów w czterogwiazdkowych hotelach i luksusowych SPA. Pojawiły się zdjęcia i nagrania wideo. I owszem, jest to informacja jak najbardziej prawdziwa, a nagrania i fotografie są autentyczne. Ale wyjaśnijmy, skąd się ten problem wziął i co za tym stoi.

Kryzys migracyjny nie zaczął się wczoraj

Problem nie jest nowy. Narastał latami. Nieustanny napływ nielegalnych migrantów do Europy nie zaczął się w 2015 roku sławnym „Herzlich Willkommen” Angeli Merkel, ale już w roku 1988, kiedy kryzys w Maroku doprowadził do pierwszych masowych szarż nielegalnych migrantów na granice Ceuty i Melilli.

W 1992 roku sytuacja jest już tak poważna, że Hiszpania podpisuje z Marokiem umowę o deportacji. Problem jednak ciągle narasta. W latach 1995 i 1998 w Ceucie i Melilli stopniowo wzmacniane są potężne zapory lądowe. Powstaje płot sięgający 10 metrów, zakończony potężnymi zwojami drutu kolczastego. Teren patrolują uzbrojeni strażnicy. Desperacja migrantów i marzenie o luksusach Europy jest jednak silniejsze. Szturmy migrantów lądem i wodą nie ustają.

Nadchodzi rok 2008 i nastaje „crisis de los cayucos”. Na małych łodziach rybackich, w Afryce Środkowej zwanych „cayuco”, dziesiątki tysięcy nielegalnych migrantów ruszają najniebezpieczniejszym szlakiem migracyjnym – z Senegalu, przez Atlantyk, na Wyspy Kanaryjskie. Tysiące toną po drodze. Ocean czasem wyrzuca zwłoki na plaże pełne turystów. W przełomowym roku 2008 władze Hiszpanii oficjalnie informują, że w kraju przebywa 92 730 nielegalnych migrantów. Podjęte środki nie działają. Haracze płacone krajom afrykańskim za powstrzymanie migracji nie przynoszą efektu. Do Europy płyną kolejne setki tysięcy…

Herzlich willkommen!

Nadchodzi 31 sierpnia 2015 roku – Berlin, konferencja prasowa i sławne „Wir schaffen das” („Damy radę”), otwarte wręcz zaproszenie „cioci Merkel” – jak nazywają Angelę Merkel sami migranci.

Od tego momentu szturm rusza z podwójną siłą. Mniejsze i większe kryzysy w Afryce Północnej i Środkowej prowadzą nas do współczesności. Pandemia, rosnące rosyjskie wpływy, pełnoskalowa wojna na Ukrainie, kolejne widmo głodu… O tym, że nadchodzi nowa potężna fala migracji, wiedzieliśmy od miesięcy. O tym, że nie mamy środków, by ją powstrzymać, również.

Kolejne policyjne samoloty wysyłane na wybrzeże Senegalu to tylko ruchy pozorowane, które przy szykujących się do drogi setkach tysięcy Senegalczyków, Kongijczyków, Nigeryjczyków… nie miały prawa zadziałać. Kolejne uleganie szantażom Maroka – również nie. Szturm, stosunkowo niewielki, ruszył – na silnie chronione lądowe granice Hiszpanii. Co więc stanowi problem?

Wyspy Kanaryjskie – osiem hiszpańskich wysp na Oceanie Atlantyckim, na wysokości Sahary Środkowej – i dwa szlaki migracyjne. Krótszy z Maroka, prowadzący do wysp Lanzarote i Fuerteventura, i dłuższy, uznawany za najniebezpieczniejszy na świecie – z Senegalu do El Hierro. To maleńka wyspa, zaledwie 11 000 mieszkańców, na którą codziennie zaczęły przypływać tysiące nielegalnych migrantów. Jeden szpital, 32 łóżka – już po trzech dniach musiał odwołać zabiegi planowe. Wszystkie siły skierowano do portu, by ratować przybyszów odwodnionych po długiej podróży przez ocean.

Stan krytyczny i rozwiązanie, na tę chwilę właściwie jedyne

Rozumieliśmy to. Ludzkie życie trzeba ratować. Ale dzień, dwa, miesiąc? Łódź za łodzią, tysiąc za tysiącem – zwożone do hotspotu w północnej części większej Teneryfy. Po ślicznym uniwersyteckim miasteczku La Laguna zaczęły się snuć bez celu tysiące przybyszów, nie pozwalając przejść mieszkańcom i turystom. Migranci od rana oparci o witryny barów i sklepów zaczęli budzić niepokój właścicieli…

Wszystkim odżył w pamięci niedawny przypadek nielegalnego 25-letniego migranta z Maroka, który w kilka godzin po przybyciu na Teneryfę tak brutalnie zgwałcił i skatował 60-letnią kobietę idącą do pracy, że okoliczni mieszkańcy na rękach nieśli ją do szpitala – stan krytyczny. Tydzień temu skończyły się już nawet naprędce zaimprowizowane miejsca w hotspocie. Setki nowych migrantów spędziły noc na betonowym nabrzeżu portu w Los Cristianos. Tego samego portu, z którego turyści wypływają, by oglądać delfiny i zwiedzać sąsiednią La Gomerę.

Teneryfa żyje z turystyki. Wyjścia nie było. Władze wysp pod presją nie tyle samych mieszkańców, ile przedsiębiorców podjęły desperacką decyzję. Forsując rząd centralny, zapakowały tysiące migrantów w wyczarterowane samoloty i przewiozły ich do Hiszpanii lądowej. I tu dochodzimy do hoteli i SPA, od których zaczęliśmy. Tych ludzi trzeba było po prostu gdzieś umieścić. Ośrodki? Nie ma w nich miejsca od lat. Ulica? Prędzej czy później na nią trafią. Koszty? Owszem, potężne. Ale tu dla władz Hiszpanii pojawiło się światełko w tunelu. Zmiana rządu w Polsce. Dotychczasowy stawiał blokadę relokacji. Cała Europa ma nadzieję, że zmiana otworzy drogę, a miliony, które na kredyt wydajemy na hotele dla migrantów, to rozwiązanie tymczasowe, od którego za chwilę uwolni nas relokacja do Europy Środkowej.

Odkłammy jeszcze kilka mitów

1. Nielegalni migranci chcą do Niemiec i Francji. Mit. Większości afrykańskiej migracji jest wszystko jedno, w którym kraju wylądują. Najczęściej w ogóle nie odróżniają krajów, dla nich mekką jest Europa jako taka.

2. Nielegalni migranci są wykształceni. Mit. Analfabetyzm w Środkowej Afryce wynosi od 40 do 60 proc. W regionach wiejskich, z których pochodzi większość migrantów, sięga 90 proc.

3. W razie problemów można ich deportować. Mit. Większość nielegalnych migrantów właśnie z obawy przed deportacją lub własną przestępczą przeszłością niszczy dokumenty lub w ogóle nie posiada żadnych dokumentów. Siłą rzeczy – potwierdzenie ich tożsamości staje się niemożliwe. Bez potwierdzenia tożsamości, często nawet kraju pochodzenia, deportacja jest niemożliwa.

4. Nielegalni migranci dostają zasiłki. Mit częściowy. Brak dokumentów i legalizacji wyklucza możliwość starania się o zasiłek jako taki. Sytuacja jednak zmienia się w przypadku tych, którzy dokumenty zachowali i składają wniosek azylowy. Instytucje w teorii mają sześć miesięcy na jego rozpatrzenie, w praktyce trwa to ok. roku. Przez ten czas migranci oczekujący na rozpatrzenie wniosku mają prawo do kompleksowej pomocy, a utrzymanie migranta czekającego na rozpatrzenie wniosku całościowo kosztuje ok. 4600 euro miesięcznie. Po sześciu miesiącach – do roku – ponad 80 proc. wniosków azylowych jest rozpatrywanych negatywnie. W teorii tacy nielegalni migranci powinni być natychmiast deportowani. W praktyce system nie działa. Lądują poza nim. Trafiają na ulice – bez dokumentów, bez możliwości podjęcia jakiejkolwiek pracy, bez zasiłków, mieszkania. Stają się ofiarami handlarzy ludźmi, mafii narkotykowych, przestępcami.

Puenty nie będzie. Relacjonując rzeczywistość, z którą tu na Teneryfie się mierzymy, właśnie patrzę, jak pomarańczowy patrolowiec Straży Wybrzeża holuje do portu w Los Cristianos kolejną łódź z migrantami…

Renata Acosta z Los Cristianos (Wyspy Kanaryjskie)

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się