AI

Dziennikarstwo przetrwa, ale tylko wartościowe, wysokojakościowe, z chęcią prenumerowane

27 stycznia 2024, Joanna TALARCZYK
Temat tygodnia

Na początku stycznia Instytut Reutersa wraz z Uniwersytetem Oksfordzkim opublikował opracowany przez Nica Newmana raport z prognozami dot. wpływu technologii na media i dziennikarstwo w 2024 roku. Jaka jest przyszłość dziennikarstwa w świecie pędzącego rozwoju technologicznego?

Sztuczna inteligencja i tradycyjne tworzenie mediów – kto wygra?

W wojnie papieru z ekranem dawno już wygrał ekran. Przynajmniej jeśli chodzi o ilość. Możemy narzekać na postępującą digitalizację mediów oraz czytelnictwa w ogóle, ale do starych dobrych czasów nie cofniemy i jedyne, co nam zostało, to dostosować się do trendów teraźniejszości. Że jednym z tych trendów okazuje się być coraz większy udział sztucznej inteligencji w kolejnych dziedzinach życia – tak jest, na to też wskazują badania.

W branżach stricte kreatywnych o AI mówi się głównie z wrogością i niepokojem. Ustawiamy się na barykadach wojny człowieka z maszyną i mimo że perspektywa zwycięstwa staje się z każdym miesiącem coraz bardziej nikła, nie złożymy broni. Awantura o sztuczną inteligencję w sztuce trwa już przeszło rok, a na froncie bez zmian. Protestujący artyści dalej prowadzą wojnę podjazdową, przepuszczając swoje dzieła przez programy typu Glaze (by uniemożliwić sztucznej inteligencji uczenie się na nich) i Nightshade (by „zatruć” obraz w taki sposób, aby skonfundował uczący się na nim algorytm i potencjalnie zaburzył przyszłe wyniki), koncerny technologiczne bynajmniej nie wycofują się z wprowadzania na rynek nowych wynalazków, a coraz więcej firm korzysta z AI do generowania treści, tworzenia animacji, gier komputerowych i innych. Rządy oraz organizacje międzynarodowe średnio pałają się do uregulowania tego nowopowstałego rynku, bo zrodzone przezeń dylematy etyczne i prawne są zawiłe, skomplikowane oraz przede wszystkim wzbudzają wiele emocji.

Wydaje się, że dziennikarstwo stoi trochę obok tej potyczki: jedną nogą w obozie artystów, a drugą zupełnie poza polem bitwy. Media są dziedziną, która jest dość otwarta na nowości technologiczne, zwłaszcza w ostatnich latach. Redakcje nauczyły się wykorzystywać platformy społecznościowe, algorytmy i SEO, a indywidualnie dziennikarze budują swoją pozycję coraz częściej wyłącznie w internecie; publikuje się podcasty, filmy na YouTube, wideorelacje na Instagramie, tweety. Przegrana ekranu z papierem jest oczywiście mieczem obusiecznym, bo od czasu upowszechnienia się internetu dziennikarzem może zostać każdy i furtka do zawodu nigdy nie była otwarta tak szeroko – ale jednocześnie spada jakość, rośnie sensacyjność, teksty są coraz krótsze i stają się więźniami „klikalności”. Balans jest w tej materii bardzo delikatny i trudny do znalezienia.

Raczej nie dziwi więc, że mimo oczywistych korzyści, jakie płyną z rozwoju technologii, wielu dziennikarzy zadaje sobie dziś pytanie, czy sztuczna inteligencja ten balans bezpowrotnie zaburzy.

Powrót do prenumeraty

W raporcie Nica Newmana już pierwszy akapit nie pociesza: „Według jednej z prognoz do 2026 r. znaczna większość treści publikowanych w internecie będzie produkowana sztucznie”. Także sposób dystrybucji tych treści może być zagrożony – łatwiej jest poprosić ChatGPT o krótkie wyjaśnienie obecnej sytuacji na Kanale Sueskim, niż szukać na ten temat artykułów. Raport wymienia również wprowadzane przez Google Search Generative Experiences (SGE), w wolnym tłumaczeniu „generatywne doświadczenia w wyszukiwaniu”, czyli wspomaganie wyników wyszukiwania sztuczną inteligencją, by m.in. nadać im kontekst oraz opowiedzieć o nich „własnym” językiem zamiast bezpośrednich cytatów ze stron internetowych.

Rozwiązaniem, a przynajmniej próbą zmitygowania tej sytuacji ze strony redakcji, ma być zmiana modelu biznesowego. Skoro już zgłaszany jest spadek liczby wyświetleń artykułów przez hiperlinki udostępnione na mediach społecznościowych, model oparty na dochodzie z reklam przekształci się zapewne w model subskrypcyjny, co zresztą już ma miejsce.

Czego więc możemy spodziewać się w mediach tym roku? Więcej paywalli (blokad płatnych treści), ostrzejszej walki prawnej o własność intelektualną oraz zrywania zależności z wielkimi koncernami medialnymi, przez które jak dotąd udostępniało się treści (np. Twitterem) na rzecz wzmacniania lojalności pojedynczych użytkowników – a więc skupienie się nie na liczbie wyświetleń, ale przywiązaniu potencjalnych subskrybentów.

Subskrypcje takie, jak „Gazeta Na Niedzielę” proponuje na górze swojej strony głównej

To rozwiązanie ma swoje blaski i cienie. W gruncie rzeczy model subskrypcyjny jest bardziej zbliżony do „tradycyjnego” sposobu konsumpcji mediów, czyli po prostu kupowania w kiosku gazety lub płacenia abonamentu telewizyjnego. Internet stworzył ułudę darmowego dostępu do treści, która w czasach prasy drukowanej była płatna; zwłaszcza w Polsce największe tytuły zaczęły wprowadzać model subskrypcyjny dosyć późno i miesięczne opłaty za dostęp do treści – czyli w sumie to, czym była wcześniej prenumerata – słabo się przyjmują. Taki sposób finansowania daje również spółce więcej swobody w tym, co i jak publikuje, ponieważ nie musi w tak dużym stopniu walczyć o wyświetlenia oraz reklamodawców. Materiał więc może być mniej „klikalny” i sensacyjny, ale za to bardziej jakościowy – o co walczymy w „Gazecie Na Niedzielę”. Z drugiej strony jednak trzeba myśleć o przyciągnięciu i utrzymaniu subskrybentów, co może być trudne, jeżeli użytkownicy przyzwyczaili się do darmowych treści.

Raport Instytutu Reutersa i Uniwersytetu Oksfordzkiego prognozuje, że coraz więcej serwisów społecznościowych pójdzie śladem Mety (Facebooka i Instagrama), oferując płatne wersje premium, w których nie będzie reklam, a dane użytkownika (rzekomo) nie będą zbierane do celów komercyjnych. Czy to się przyjmie – zobaczymy. W zeszłym roku głośno było o subskrypcji na X/Twitterze, płatną wersję bez reklam oraz różne kosmetyczne bonusy oferuje również Tumblr.

Lęki i nadzieje

Jeśli chodzi o ogólną wizję najbliższej przyszłości, zdania są podzielone. Spośród przeszło 300 redaktorów naczelnych, dyrektorów i właścicieli spółek z ponad 50 krajów, mniej niż połowa (47%) czuje się pewnie jeśli chodzi o perspektywy dla dziennikarstwa w 2024 r. Wśród pozytywów wymienia się wybory nadchodzące w przeszło 40 demokratycznych krajach – w tym USA, co z pewnością wzbudzi uwagę świata – oraz toczące się obecnie dwie wojny o znaczeniu międzynarodowym. Powodami do zmartwień są za to rosnące koszty, spadające dochody z reklam i zbyt powolny wzrost subskrypcji, a także nękanie, zarówno prawne, jak i fizyczne. Redaktorzy obawiają się także tzw. „news fatigue”, czyli zmęczenia czytelników wiadomościami, zwłaszcza o trudnych i długotrwałych problemach takich jak wojny w Gazie i na Ukrainie.

Wygląda na to, że rozwiązaniem, jakie widzi wielu dziennikarzy, jest rozszerzenie działalności na inne formy – przede wszystkim treści wideo, newslettery oraz podcasty. Około trzy czwarte (77%) badanych zapowiada również zwiększenie inwestycji we własne kanały kosztem mniejszego polegania na Facebooku i X/Twitterze. Wzrosną za to nakłady na działalność na WhatsAppie, TikToku i YouTube. Zaciekawiło – choć nie zdziwiło – mnie stwierdzenie, że „około połowa (54%) pytanych przyznała, że ich firmy skupiają się raczej na zmaksymalizowaniu uwagi [czytelników], niż na szacunku dla ich czasu”. Wygląda więc na to, że wyraźnego odejścia od clickbaitów, krzykliwych nagłówków oraz artykułów o niczym w przyszłym roku nie będzie.

A co z tą AI?

Ponad połowa (56%) respondentów widzi w sztucznej inteligencji przydatne narzędzie do zautomatyzowania dostarczania informacji newsowych. Innymi obszarami zainteresowania są również rekomendacje (dla 37% pytanych) oraz cele komercyjne (dla 27%). AI pomaga też w tłumaczeniach, transkrypcji i innych mechanicznych zadaniach, które dotychczas dziennikarze robić musieli ręcznie. Moją uwagę przyciągnął pomysł wspomagania się sztuczną inteligencją do tworzenia nagłówków zoptymalizowanym pod kątem wyszukiwarek internetowych; czyli od SEO również długo się nie uwolnimy…

Bardziej grząskim gruntem jest generowanie treści – 28% respondentów widzi w tym obszarze potencjał do zastosowania sztucznej inteligencji, niektóre redakcje korzystają już także z programów takich jak Midjourney do generowania ilustracji do tekstów, ale pracownicy mediów zdają sobie sprawę, że ta kwestia nadal jest kontrowersyjna i bardzo łatwo zniszczyć sobie w ten sposób reputację. Rozbija się tu bowiem nie tylko o utratę pracy na stanowiskach, które AI zautomatyzuje, ale przede wszystkim o własność intelektualną, niejasności co do prawa autorskiego oraz dylematy etyczne związane z wykorzystaniem narzędzi, co do których nie wiemy, czy nie zostały stworzone z bezprawnym wykorzystaniem chronionych licencją treści.

Dziennikarze zwracają również uwagę na… cóż… kreatywne podejście sztucznej inteligencji do faktów. Algorytmom AI wciąż zdarza się popełniać błędy przy udzielaniu informacji, co skutkuje konfundującymi i przede wszystkim nieprawdziwymi komunikatami, które przedstawiają wyssaną z palca, alternatywną rzeczywistość. Redaktorzy widzą w tym zagrożenie dla jakości publikowanych treści, zwłaszcza jeśli media rzucą się do generowania newsów na potęgę przy jednoczesnym cięciu kosztów w sektorze sprawdzania ich prawdziwości.

Przyszłość dziennikarstwa – istnieje

Respondenci podkreślają, że wprowadzenie AI do redakcji nie zastąpi dziennikarzy, choć pojawiają się obawy o likwidację miejsc pracy dla osób odpowiedzialnych np. za tłumaczenia czy korektę tekstu. Generowanie treści przez AI jest uważane za zagrożenie przez 56% pytanych. Zdaniem autora raportu, 2024 r. będzie rokiem przyzwyczajenia się coraz większej liczby redakcji do obecności sztucznej inteligencji w sektorze mediów, ale temat ten z pewnością będzie traktowany z dużą rezerwą przez jeszcze jakiś czas.

Co przyniesie przyszłość? Na pewno nie śmierć dziennikarstwa, tyle jest pewne. Wygląda na to, że będziemy musieli przebudować trochę naszą wizję tego, czym są media, czym powinny być i jaka jest rola nas jako odpowiedzialnych za nie redaktorów, ale zmiana nie musi oznaczać wcale zmiany na gorsze. Z nadzieją więc obserwuję rozwój niektórych wspomaganych przez AI narzędzi i zapewne każdy, kto musiał kiedykolwiek ręcznie spisywać ponad godzinny wywiad, rozumie, dlaczego.

Joanna Talarczyk

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się