Ionesco

Metoda Eugène Ionesco polegała na obaleniu wszelkich kryteriów, ja zaś uważam że potrzebujemy kryteriów, potrzebujemy zasad

Byłam zafascynowana delirium, w artystycznym znaczeniu tego słowa, Eugène’a Ionesco. Jego szalone sztuki są odświeżające – mówi Bożenna, malarka. Urodzona w Polsce, osiedliła się w Paryżu w latach 70. po zamieszkaniu we Włoszech. Wystawiała około 150 razy we Francji i za granicą, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Japonii i Izraelu. Zdobyła liczne nagrody i wyróżnienia.

W 2024 roku przypada 30. rocznica śmierci Eugène’a Ionesco. Była Pani z nim zaprzyjaźniona. Jak się poznaliście?

Bożenna: To było w 1980 lub 1981 roku. Poszłam na wernisaż wystawy w centrum Paryża, niedaleko Faubourg Saint-Honoré. To była mała galeria. Wśród gości był Eugène Ionesco. Byłam niezwykle zaskoczona i zachwycona, ponieważ jako studentka napisałam pracę magisterską na temat teatru absurdu Ionesco i Alfreda Jarry’ego. Przeczytałam i przestudiowałam wszystkie książki i sztuki Ionesco, więc był dla mnie kimś w rodzaju idola. W tamtym czasie był raczej źle widziany w Polsce, ponieważ był zagorzałym antykomunistą. Kiedy zobaczyłam go na tej wystawie, od razu go rozpoznałam, ponieważ miał bardzo charakterystyczny wygląd, zwłaszcza twarz. Nie był atrakcyjnym mężczyzną, ale był bardzo inteligentny i czarujący. Co więcej, był żartownisiem!

Podeszłam do niego i powiedziałam: „Eugène Ionesco, bohater mojej pracy magisterskiej”. Był pod wrażeniem i tak zaczęła się nasza przyjaźń. Wzajemna fascynacja. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Chciał, żebym opowiedziała mu o mojej pracy magisterskiej, a dla mnie to było jak spełnienie marzeń.

Potem zadzwonił do mnie i pojechałam go odwiedzić. Mieszkał z żoną Rodicą na ostatnim piętrze budynku w pobliżu restauracji la Coupole na Boulevard Montparnasse. Zaczęliśmy widywać się częściej. Zabierali mnie ze sobą na wieś, z moim bassetem houndem i ich spanielem, który wabił się Zen.

Tak więc większość Waszej przyjaźni miała miejsce w latach 80. Jak wyglądały Wasze spotkania w tym Paryżu artystów i intelektualistów?

Bożenna: Z czasem rozwinęła się między nami wielka przyjaźń. Był fascynującą osobą. Często jadaliśmy u Claude’a Teraila, w restauracji la Tour d’Argent. Była to jedna z najlepszych restauracji w Paryżu. Dużo razem piliśmy i odkryliśmy, że łączy nas coś jeszcze: miłość do dobrego czerwonego wina. Claude zabierał nas do piwnic restauracji, które jego ojciec zamurował podczas wojny, aby ukryć je przed Niemcami, i otwierał nam do degustacji zabytkowe butelki.

Często jeździliśmy na włóczęgi po Paryżu. Brałam mój samochód, Lincoln Continental o długości ponad 5 metrów, odbierałam Eugène’a z jego domu. Zaczynaliśmy od bardzo dobrej restauracji na Place de l’Alma, Chez Francis, gdzie Eugène zawsze zamawiał butelkę szampana. Drugim przystankiem było Les Deux Magots lub Café de Flore na Boulevard Saint-Germain. Czasami Brasserie Lipp, naprzeciwko. Wtedy wypijaliśmy drugą butelkę szampana. Potem zabierałam go do domu i zostawiałam na dole, żeby Rodica się na mnie nie gniewała (śmiech).

Czy jego żona była zazdrosna?

Bożenna: Zazdrosna? Nie! Pilnowała go, bo był cukrzykiem i nie wolno mu było pić! Ale on naprawdę lubił wychodzić i często wracał do domu na rauszu. Pewnego dnia powiedziała nam, że od teraz mamy spotykać się tylko u nich, bez wychodzenia z domu.

Wymyśliliśmy więc sztuczkę, aby obejść nadzór Rodiki. Kiedy przyjeżdżałam po niego na wypad, nie parkowałam przed ich kamienicą, ale trochę dalej. Przyprowadzaliśmy jego wydawcę, Claude’a Gallimarda, prezesa wydawnictwa Gallimard. Eugène mówił żonie, że jest umówiony z wydawcą. Wychylała się przez balkon, a Claude witał się z nią na dole, co ją uspokajało. Czasami przychodził ze swoim synem, Antoine’em, który przejął funkcję prezesa grupy pod koniec lat 80. Aby podziękować im za udział w naszym podstępie, zabieraliśmy ich ze sobą do la Tour d’Argent! Następnie podrzucaliśmy Claude’a i Antoine’a do biur wydawnictwa i wracaliśmy do Chez Francis, place de l’Alma.

Pewnego dnia, na Pont de l’Alma, kiedy jechaliśmy samochodem, lekko zderzyliśmy się z innym samochodem przed nami. Kierowca zatrzymał się, wysiadł i zrobił scenę, blokując cały ruch na moście. Wymagał, abyśmy spisali oświadczenie, mimo że ledwo go dotknęliśmy. Sporządziliśmy więc to oświadczenie dla policji i firmy ubezpieczeniowej. Okazało się, że był to syn Jana Masaryka, czechosłowackiego ministra spraw zagranicznych w latach 1940–1948.

Czy często spotykaliście w ten sposób innych celebrytów?

Bożenna: Staraliśmy się tego unikać, ponieważ Ionesco był bardzo popularny w Paryżu, a nasze wypady były również dla niego sposobem na ucieczkę od tego wszystkiego. Nie było to łatwe, ponieważ był bardzo rozpoznawalny. Dlatego często proszono go o autografy.

Poza tym faktycznie spotykaliśmy innych artystów. Pewnego dnia szliśmy po Boulevard Saint-Germain i mijaliśmy galerię sztuki. Było tam dużo ludzi i było bardzo dużo światła i reflektorów. To był wernisaż i Eugène powiedział mi, że wystawia tam jego bardzo dobry przyjaciel, więc zdecydowaliśmy się tam wejść i popatrzeć. Tym przyjacielem był Salvador Dalí i tak właśnie poznałam tego geniusza malarstwa.

Nie było go w głównej sali wystawowej, był na zapleczu. Ponieważ byłam z Ionesco, wpuszczono nas do tego pokoju. Dalí był tam królewski, siedział w fotelu ze swoją laską, otoczony przez służbę. Kiedy zobaczył wchodzącego Eugène’a, wstał gwałtownie i krzyknął: „Eugène, drogi przyjacielu!”. Objęli się serdecznie, to było wspaniałe. To spotkanie pozostało w mojej pamięci.

Ionesco mnie przedstawił, Dalí spojrzał na mnie i skinął głową do Eugène’a, co wszyscy zrozumieliśmy. Ale nigdy nie było między nami nic intymnego, byliśmy tylko przyjaciółmi. Ionesco, którego rozparła wtedy duma, nie zaprzeczał, a Dalí potem zawsze myślał, że jestem kochanką Eugène’a (śmiech), zwłaszcza że z nim również się zaprzyjaźniłam.

Następnie Dalí wyszedł do głównej sali, przy wielkim aplauzie. Oczywiście była tam telewizja i chciała przeprowadzić wywiad z Ionesco. Ale on już był po paru kieliszkach i nie był w najlepszej formie do wywiadu. Musiałem więc pomóc mu stanąć prosto, wyprostować go, gdy się osuwał, podczas gdy dziennikarze byli zafascynowani możliwością przeprowadzenia wywiadu z człowiekiem, który był członkiem Académie Française od ponad dziesięciu lat i właśnie został odznaczony Legią Honorową. To był niezapomniany wieczór.

Pani również jest artystką. Czy Ionesco miał na Panią wpływ?

Bożenna: Często spierałam się z nim o sztukę i teatr. Nie zgadzaliśmy się w wielu kwestiach. Na przykład jego metoda polegała na obaleniu wszelkich kryteriów. To właśnie zafascynowało mnie w jego teatrze i dlatego zdecydowałam się napisać pracę magisterską częściowo na ten temat. Jestem zwolenniczką kryteriów, potrzebujemy kryteriów, potrzebujemy zasad. On nie lubił klasycznego teatru, nudziło go to, więc mieliśmy bardzo burzliwe, ale interesujące i głębokie dyskusje przy szampanie.

Jeżeli chodzi o jego bezpośredni wpływ na moją sztukę, jest faktycznie taka ewentualność. Na moich obrazach pojawia się często nosorożec, 11 razy, i możliwe, że jest to nieświadomy hołd złożony Nosorożcowi Ionesco; to dramat opublikowany w 1960 r., będący modelem teatru absurdu.

Dlaczego zdecydowała się Pani napisać pracę magisterską o Eugènie Ionesco i teatrze absurdu?

Bożenna: Jednym z powodów było to, że uwielbiam delirium, uwielbiam się wygłupiać. Byłam zafascynowana delirium, w artystycznym znaczeniu tego słowa, Eugène’a Ionesco, nawet nie znając go jeszcze osobiście. Nie mówię, że kocham jego teatr, to niekoniecznie mój styl, ale szalone sztuki są odświeżające. Ionesco nalegał, abym dała mu kopię swojej pracy, co też uczyniłam. Był zachwycony i zgadzał się z tym, co napisałam, z moją analizą jego twórczości, co nie powstrzymywało nas od kłótni o sztukę.

Ionesco zmarł w 1994 roku. Jak długo się przyjaźniliście?

Bożenna: Zrezygnowałam z większości moich znajomości i zdystansowałam się od życia towarzyskiego, kiedy w 1988 roku urodził się mój syn. Nadal do siebie dzwoniliśmy, ale kiedy widziałam Eugène’a po raz ostatni, był bardzo chory i musiał korzystać z wózka inwalidzkiego.

Jaki był stosunek Ionesco do jego pochodzenia?

Bożenna: Był bardzo dumny z żydowskiego pochodzenia swojej matki, ale mniej interesowały go jego rumuńskie korzenie z powodu komunistycznej okupacji kraju.

Była Pani wtedy dziennikarką sztuki. Czy miała Pani okazję z nim pracować?

Bożenna: Pracowałam dla agencji prasowej o nazwie „Asa presse”, która prawdopodobnie już nie istnieje. Ponieważ znałam wiele osób, poproszono mnie o przeprowadzanie wywiadów, w tym jednego z Eugène’em Ionesco. Poprosiłam go, a on zgodził się z entuzjazmem. Nagraliśmy jedną z naszych rozmów, którą przeprowadziliśmy w nieco bardziej profesjonalny sposób – rozmawialiśmy o jego karierze, początkach, sposobie pracy, przyjeździe do Paryża, rodzinie…

Po nagraniu wywiadu skontaktował się ze mną Leszek Kołodziejczyk i zaproponował publikację w „Polityce”. Dałam mu maszynopis. O publikacji wywiadu dowiedziałam się od samego Eugène’a Ionesco, który był atakowany przez polskich dysydentów mieszkających we Francji. Krytykowali go za udzielenie wywiadu komunistycznemu dziennikarzowi. Eugène był na mnie wściekły, że mu to zrobiłam. Okazało się, że Kołodziejczyk podpisał się pod wywiadem swoim nazwiskiem, jakby sam go przeprowadził. Zadzwoniłam do redakcji „Polityki” z prośbą o wyjaśnienie, a potem do samego Kołodziejczyka. Powiedział mi, że to „pomyłka” i że zostanie to poprawione. Rzeczywiście, w jednym z następnych numerów mała ramka na dole ostatniej strony wskazywała na błąd, i to tylko częściowo. Ale szkoda została wyrządzona, Kołodziejczyk został triumfalnie wyniesiony przez establishment w Polsce.

Czego możemy nauczyć się z twórczości Eugène’a Ionesco 30 lat po jego śmierci? Co jego sztuka może nam zaoferować w 2024 roku?

Bożenna: To samo, co w 2023 roku (śmiech). Jego sztuki są grane do dziś, zwłaszcza w Théâtre de la Huchette w 5. dzielnicy Paryża. Był gigantem teatru. Jego twórczość jest niezwykle oryginalna, wyróżniająca się dążeniem do zniesienia kryteriów i zasad. Ionesco był niezwykłą postacią, a dla mnie przede wszystkim bardzo dobrym przyjacielem. Równocześnie był zażartym antykomunistą, brał udział w ruchach opozycyjnych wobec bloku wschodniego; było to dla niego ważne.

Rozmawiał Nathaniel Garstecka




Bożenna. Artiste peintre. Née en Pologne, elle s’est installée à Paris dans les années 1970 après avoir vécu en Italie. Elle a exposé près de 150 fois en France et à l’international, notamment aux Etats-Unis, au Canada, au Japon et en Israël. Elle a remporté de nombreux prix et récompenses.

L’année 2024 marque le 30ème anniversaire de la mort d’Eugène Ionesco. Vous étiez proche de lui. Comment l’avez-vous connu ?

Bożenna: C’était en 1980 ou en 1981. Je me suis rendue au vernissage d’une exposition, dans le centre de Paris, pas loin du faubourg Saint-Honoré. C’était une petite galerie. Eugène Ionesco était présent parmi les invités. J’étais extrêmement étonnée et ravie, parce que j’avais écrit ma thèse d’étudiante sur le théâtre de l’absurde de Ionesco et d’Alfred Jarry. J’avais lu et étudié tous les livres et toutes les pièces de Ionesco et ainsi, pour moi, il était en quelque sorte une idole. A l’époque, il était assez mal vu en Pologne étant donné qu’il était un fervent anticommuniste. Quand je l’ai vu, à cette exposition, je l’ai immédiatement reconnu car il avait un aspect très caractéristique, notamment son visage. Il n’était pas très beau, mais il était très intelligent et charmant. En plus, c’était un déconneur !

Je me suis approchée de lui et je lui ai dit : « Eugene Ionesco, le héros de ma thèse ». Il a été impressionne et c’est ainsi qu’a commencé notre amitié. Une fascination réciproque. Nous nous sommes échangés nos numéros de téléphone. Il voulait que je lui parle de ma thèse, pour moi c’était comme un rêve qui se réalisait.

Par la suite, il m’a appelé et je lui ai rendu visite. Il habitait alors, avec sa femme Rodica, au dernier étage d’un immeuble près de la Coupole, boulevard Montparnasse. On a commencé à se voir plus souvent. Ils m’emmenaient avec eux à la campagne, avec  mon Basset hound et leur Epagneul qui s’appelait Zen.

Votre amitié s’est donc déroulée principalement dans les années 1980. A quoi ressemblaient vos rencontres, dans ce Paris des artistes et des intellectuels ?

Bożenna: Au fur et à mesure, une grande amitié s’est développée entre nous. C’était quelqu’un de fascinant. On déjeunait souvent à la Tour d’Argent, chez Claude Terail. C’était l’un des meilleurs restaurants parisiens. On buvait beaucoup ensemble et on s’est trouvé un autre point commun : une sympathie pour le bon vin rouge. Claude nous emmenait dans les caves du restaurant, que son père avait murés pendant la guerre pour les cacher des Allemands, et il nous sortait des bouteilles millésimes qu’il nous faisait déguster.

On faisait souvent des virées dans Paris. Je prenais ma voiture, une Lincoln Continental de plus de 5m de long et je passais le prendre chez lui. On commençait par un très bon restaurant place de l’Alma, Chez Francis, où Eugène commandait toujours une bouteille de champagne. La deuxième étape, c’était les Deux Magots ou le Café de Flore, boulevard Saint-Germain. Parfois la Brasserie Lipp, juste en face. On prenait alors une deuxième bouteille de champagne. Ensuite, je le ramenais et le laissais en bas de chez lui, pour ne pas que Rodica se fâche contre moi (rire).

Sa femme était jalouse ?

Bożenna: Jalouse ? Non ! Elle le surveillait car il était diabétique et il n’avait pas le droit de boire! Mais lui appréciait véritablement de sortir et rentrait souvent éméché. Alors un jour elle nous a dit qu’à partir de maintenant, on ne pourrait se rencontrer que chez eux, sans sortir.

On a alors mis au point un stratagème pour contourner la surveillance de Rodica. Quand je venais le prendre pour partir en virée, je ne me garais pas devant leur immeuble, mais un peu plus loin. On allait alors chercher son éditeur, Claude Gallimard, le président de la maison d’édition Gallimard. Eugène disait à sa femme qu’il avait rendez-vous avec son éditeur. Elle se penchait par le balcon, Claude était en bas et lui disait bonjour, ce qui la rassurait. Il venait parfois avec son fils, Antoine, qui a repris la présidence du groupe à la fin des années 1980, et pour les remercier de participer à notre ruse, nous les emmenions avec nous à la Tour d’Argent ! Nous déposions ensuite Claude et Antoine aux bureaux de l’édition et nous repartions Chez Francis, place de l’Alma.

Un jour, sur le pont de l’Alma, quand nous étions en voiture, nous avons légèrement accroché une autre voiture qui était devant nous. Le chauffeur s’est arrêté, est sorti et a fait un scandale, en bloquant toute la circulation sur le pont. Il voulait absolument que nous fassions un constat alors que nous l’avions à peine touché. Nous avons donc fait ce constat, pour la police et l’assurance. Il s’est avéré qu’il s’agissait du fils de Jan Masaryk, le ministre tchécoslovaque des Affaires étrangères de 1940 à 1948.

Vous rencontriez souvent d’autres célébrités comme ça ?

Bożenna: Nous essayions d’éviter, car Ionesco était très populaire à Paris et nos virées lui servaient aussi à s’évader un peu, ce qui n’était pas facile car il était très reconnaissable. Il était donc souvent sollicité pour signer des autographes.

En dehors de ça, il nous arrivait effectivement de rencontrer d’autres artistes. Un jour, nous nous baladions boulevard Saint-Germain et nous sommes passés à côté d’une galerie d’art. Il y avait beaucoup de gens, elle était très éclairée. C’était un vernissage et Eugène m’a dit que c’était un très bon ami à lui qui exposait là, alors nous avons décidé d’entrer dans la galerie pour voir. Cet ami-là, c’était Salvador Dali et c’est donc ainsi que j’ai pu rencontrer ce génie de la peinture.

Il ne se trouvait pas dans la salle principale d’exposition, mais dans une pièce derrière. Comme j’étais avec Ionesco, on nous a laissé entrer dans cette pièce. Dali était là, royal, assis dans un fauteuil, avec sa canne, entouré de serviteurs. Quand il a vu entrer Eugène, il s’est levé brusquement et a crié : „Eugène, cher ami !”. Ils se sont enlacés chaleureusement, c’était magnifique. Cette rencontre reste gravée dans ma mémoire.

Ionesco m’a présenté, Dali m’a regardé et un fait un signe complice à Eugène, que nous avons tous compris. Or, il n’y a jamais rien eu d’intime entre nous, nous étions juste amis. Ionesco, sur le coup fier, n’a pas démenti et Dali a dès lors toujours pensé que j’étais sa maîtresse (rire), d’autant plus que je me suis aussi liée d’amitié avec lui.

Dali est ensuite sorti dans la salle principale, sous les applaudissements. Bien entendu, la télévision était là et voulait au passage interviewer Ionesco. Or, il avait déjà bu et n’était pas dans une forme, disons optimale, pour un entretien. Je devais donc l’aider à se tenir droit, le redresser quand il glissait, tandis que les journalistes étaient fascinés de pouvoir interviewer celui qui était membre de l’Académie Française depuis plus de dix ans et venait d’être fait Officier de la Légion d’Honneur. C’était une soirée inoubliable.

Vous êtes, vous aussi, artiste. Ionesco vous a-t-il influencé ?

Bożenna: Je me chamaillais souvent avec lui, sur des sujets d’art et de théâtre. Nous étions en désaccord sur de nombreux points. Par exemple, sa méthode consistait à abolir tous les critères. A l’origine c’est ce qui m’avait fascinée dans son théâtre et c’est pour cela que j’avais choisi d’écrire ma thèse en partie à son sujet. De mon côté, je suis favorable aux critères, il faut des critères, des règles. Il n’aimait pas le théâtre classique, ça l’ennuyait, et on avait donc ces discussions très agitées mais très intéressantes et profondes autour du champagne.

Quant à son influence directe sur mon art, c’est tout à fait possible : il a publié une pièce célèbre, „Rhinocéros”, et cet animal est devenu récurent dans mes peintures. Il figure sur 11 de mes tableaux. C’est peut être une forme d’hommage inconscient à Eugène Ionesco.

Pourquoi avoir choisi d’écrire votre thèse sur Eugène Ionesco et le théâtre de l’absurde ?

Bożenna: Entre autres parce que j’adore le délire, j’adore déconner. J’étais fascinée par le délire, au sens artistique du terme, d’Eugène Ionesco, sans même le connaître encore personnellement. Je ne dis pas que j’aime son théâtre, ce n’est pas nécessairement mon style, mais les pièces délirantes, ça rafraichit et ça fait du bien. Ionesco avait insisté pour que je lui en donne une copie, ce que j’ai fait. Il était ravi et en parfait accord avec ce que j’avais écrit, avec mon analyse de son œuvre, ce qui ne nous empêchait pas de nous quereller sur l’art.

Ionesco est décédé en 1994. Jusqu’à quand cultiviez-vous cette amitié avec lui ?

Bożenna: J’ai renoncé à la plupart de mes connaissances et me suis éloignée de la vie mondaine quand mon fils est né, en 1988. On continuait à s’appeler, mais la dernière fois que je l’ai vu, Eugène était très malade et devait se déplacer en fauteuil roulant.

Quelles relations Ionesco entretenait-il avec ses origines ?

Bożenna: Il était très fier de la judéité de sa mère, tandis que son origine roumaine l’intéressait moins, du fait de l’occupation communiste du pays.

Vous étiez journaliste d’art à cette époque. Avez-vous eu l’occasion de travailler avec lui ?

Bożenna: J’ai en effet travaillé pour une agence de presse qui s’appelait „Asa presse”, qui n’existe probablement plus aujourd’hui. Comme je connaissais beaucoup de monde, on me demandait de réaliser des entretiens, notamment une fois avec Eugène Ionesco. Je lui ai demandé, il a accepté avec enthousiasme. Nous avons enregistré l’une de nos conversations, qu’on a orientée de façon un peu plus professionnelle : nous avons parlé de son parcours, de ses débuts, de sa façon de travailler, de son arrivée à Paris, de sa famille…

Après avoir enregistré l’entretien, Leszek Kolodziejczyk m’a contacté et m’a proposé de le publier dans „Polityka”. Je lui ai donné une copie dactylographiée. J’ai appris la sortie de l’entretien par Eugène Ionesco lui-même, qui se faisait attaquer par les dissidents polonais qui vivaient en France. Ils lui reprochaient d’avoir donné une interview à un journaliste communiste. Eugène était furieux contre moi, de lui avoir fait ça. Il s’est avéré que Kolodziejczyk avait signé l’entretien de son nom, comme si c’est lui qui l’avait réalisé. J’ai téléphoné à la rédaction de „Polityka” pour avoir des explications, puis à Kolodziejczyk lui-même. Il m’a dit que c’était „une erreur” et que ça allait être corrigé. Effectivement, dans l’un des numéros suivants, un petit encadré en bas de la dernière page signalait l’erreur, et partiellement. Mais le mal était fait, Kolodziejczyk avait été porté en triomphe par l’establishment en Pologne.

30 ans après sa mort, que peut-on retenir de l’œuvre d’Eugène Ionesco ? Qu’est-ce que son art peut nous apporter en 2024 ?

Bożenna: La même chose qu’en 2023 (rire). Ses pièces sont toujours jouées aujourd’hui, notamment au théâtre de la Huchette, dans le 5ème arrondissement de Paris. C’était un géant du théâtre. Son œuvre est extrêmement originale, elle sort de l’ordinaire par sa volonté d’abolir les critères et les règles. Ionesco était un personnage hors du commun et c’était pour moi avant tout un très bon ami. Enfin, il était un fervent anticommuniste, il participait aux mouvements d’opposition contre le bloc de l’est, c’était important pour lui.

Nathaniel Garstecka 

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się