1670

Serial „1670” umiejętnie żartuje z Polaków, ale nie ze wszystkich

Serial „1670” nie ukazuje prawdy historycznej, ale przedstawia fikcyjny świat, który jedynie nawiązuje do faktów dziejowych i bardzo swobodnie korzysta z istniejących elementów przeszłości.

Serial „1670” to komedia satyryczna zrealizowana w konwencji mockumentu (ang. mockumentary) – parodii przypominającej film dokumentalny. Autorem scenariusza jest Jakub Rużyłło, a za reżyserię odpowiadają Maciej Buchwald i Kordian Kądziela. Serial opowiada o losach mieszkańców wsi Adamczycha, a przede wszystkim o jej współwłaścicielu – Janie Pawle Adamczewskim – oraz o jego rodzinie. Akcja serialu rozgrywa się w tytułowym roku 1670, jednak realia historyczne służą autorom jedynie jako kontekst i punkt wyjścia do prowadzenia narracji. Świat przedstawiony nie jest odwzorowaniem XVII-wiecznych realiów Rzeczpospolitej, które ubrano w komediowe szaty i przypudrowano solidną dawką absurdu, zachowując przy tym zasadniczą tożsamość tamtych czasów. W Adamczysze przeszłość i teraźniejszość spotykają się na każdym kroku, a ich zderzenie i wymieszanie to fundament, na którym osadzono żarty i tropy humorystyczne obecne w serialu.

Celem autorów, jak sami twierdzą, była komedia sama w sobie. Twórcy „1670” biorą na tapet określone postawy, a następnie krytykują je poprzez obśmianie i ukazanie ich w absurdalnym świetle. Z założenia mają to być cechy uniwersalne zarówno w kontekście polskim, jak i ogólnoludzkim – niezależnie od czasów i szerokości geograficznej. Autorzy stronią od przedstawiania serialu jako krytyki polskiej historii. Zdaniem Macieja Buchwalda serial „1670”, jak każda dobra komedia, żywi się prawdą i mówi coś ważnego o człowieku. W tym przypadku ma chodzić o spojrzenie na samego siebie w krzywym zwierciadle, dostrzeżenie, że pewne cechy charakterystyczne choćby dla sarmatyzmu wciąż są obecne w XXI wieku – w Polakach, ale nie tylko. Kordian Kądziela twierdzi z kolei, że realia sarmackiej rzeczywistości stanowią tło, które ma uwierać polskiego widza, nie odbierając całej produkcji lekkiego i żartobliwego charakteru. Według Bartłomieja Topy – odtwórcy roli Jana Pawła Adamczewskiego – serial zwraca uwagę na wady Polaków, które do dziś są obecne w polskim społeczeństwie, nie będąc jednak cechami wyłącznie polskimi.

Przyjęcie takiej konwencji w pełni usprawiedliwia nieścisłości historyczne i przeinaczenia, których w serialu jest całe mnóstwo. „1670” nie ukazuje prawdy historycznej, ale przedstawia fikcyjny świat, który jedynie nawiązuje do faktów dziejowych i swobodnie korzysta z istniejących elementów przeszłości. Na ekranie widać to przede wszystkim za sprawą kontrastu między znakomicie dopracowaną scenografią – realistyczną i autentyczną – a zachowaniem bohaterów, którzy nie tylko posługują się współczesnym językiem, ale często myślą o otaczającej ich rzeczywistości w sposób charakterystyczny dla epoki XXI wieku. Ta tendencja widoczna jest również w kostiumach, które w przypadku chłopów mieszkających w Adamczysze przywodzą na myśl kino historyczne wysokiej klasy, a w przypadku szlachty stwarzają jedynie pozory realizmu, lecz stylistyką – głównie za sprawą kolorów i wzorów na elementach szlacheckiego odzienia – odbiegają od realiów XVII-wiecznej Rzeczpospolitej, przypominając raczej dzieła współczesnych projektantów mody.

Jakość kostiumów i scenografii to nie jedyne przejawy wysokiego poziomu realizacyjnego serialu „1670”. Na uwagę zasługują również znakomita gra aktorska, praca kamery, oświetlenie i udźwiękowienie oraz świetna muzyka. Twórcom udało się nadać Adamczysze klimat charakterystyczny i zapadający w pamięć – wyróżniający się na tle innych polskich produkcji satyryczno-komediowych. W zestawieniu z dorobkiem kina światowego oryginalność tego serialu nieco blednie, szczególnie biorąc pod uwagę skalę bezpośrednich zapożyczeń z serii „The Office”, uznawanej za jeden z najlepszych mockumentów w dziejach. Połączenie specyficznej konwencji z sarmackim mikrokosmosem jest jednak pomysłem wartym uwagi, wnoszącym świeżość do lekko już zatęchłej galerii polskich komedii, które od lat przypominają wierne kopie tej samej, sztampowej historii – zazwyczaj kiepsko zrealizowanej.

Typ komedii jakim jest serial „1670”, zazwyczaj wywołuje reakcje zerojedynkowe. Ma szansę trafić do szerokiego grona odbiorców o zupełnie różnej charakterystyce, a jednocześnie zrazić do siebie niejedno środowisko – to sprawa czysto subiektywna. Formuła mockumentu jest nietypowa – jednych zachwyca, innych odrzuca. Żarty o „suchej” i niewyrafinowanej treści, których w serialu nie brakuje, znajdują wielu amatorów, których właśnie taki rodzaj komedii bawi najbardziej. Obok nich w „1670” nie brak żartów błyskotliwych i zaskakujących. Osadzenie współczesnych problemów w realiach XVII-wiecznej Rzeczpospolitej bywa tak absurdalne, że aż komiczne. W serialu padają również kwestie politycznie niepoprawne i wpisujące się w definicję czarnego humoru. Komizm często wynika ze scen o celowo żenującej i nieśmiesznej treści, które odpowiednio zagrane i obudowane, stają się zabawne. Ten typ humoru nie przekona każdego. W swoim specyficznym gatunku „1670” prezentuje się jednak bardzo przyzwoicie.

Serial „1670” to nie tylko komedia i mockument, ale również satyra na Polaków. Pewne przywary, które obśmiewa i krytykuje, można odnieść do kontekstu ponadnarodowego, ponieważ wynikają z cech ogólnoludzkich – np. egoizmu, zazdrości czy pychy – lecz uniwersalizm, o którym mówią twórcy, w istocie znika pod sarmackim kontuszem. Osadzenie narracji w XVII-wiecznej Rzeczpospolitej, uczynienie polskiego szlachcica głównym bohaterem serialu oraz mnogość odwołań bezpośrednio do polskiej kultury, historii i tradycji, które zrozumieją tylko Polacy, jasno wskazują, że satyra dotyczy przede wszystkim polskiego społeczeństwa.

Wszystkie postaci obecne na ekranie dobrze spełniają swą satyryczną rolę. W przypadku tych cech i postaw, które twórcy „1670” dostrzegają i eksponują, satyra jest udana – mniej lub bardziej w zależności od wątku. Jej ostrze nie uderza jednak we wszystkich Polaków po równo. Serial porusza szereg kwestii obecnych we współczesnym dyskursie, takich jak pojmowanie patriotyzmu i tolerancji, obywatelskie zaangażowanie w sprawy państwa, podejście do przedstawicieli innych nacji, ekologia, zmiany klimatu, feminizm, toksyczna męskość, społeczna rola Kościoła katolickiego, troska o zdrowie czy rodzina. Można je potraktować w sposób uniwersalny dla całego polskiego społeczeństwa i w przypadku niektórych wątków twórcy tak właśnie postąpili. Zazwyczaj „1670” eksponuje jednak te negatywne warianty ludzkich postaw, które we współczesnej przestrzeni publicznej – mniej lub bardziej słusznie – przypisywane są środowiskom konserwatywnym i katolickim. Na ekranie pojawiają się postaci, za pośrednictwem których twórcy żartują również z aktywistów klimatycznych, młodzieży z wielkich miast czy feministek, lecz w kontekście całej fabuły są to wątki marginalne. Twórcy mieli pełne prawo tak rozłożyć akcenty, jeśli jednak zależało im na uniwersalizmie dzieła, sądzę, że popełnili błąd. W takim układzie tylko część odbiorców ma szansę spojrzeć na swoje środowisko z dystansem i dzięki satyrze dokonać autorefleksji. Wielu innych dojdzie do wniosku, a przeglądając społeczne reakcje na serial jest to zjawisko częste, że to nie „my”, ale „oni” są wyśmiewani na ekranie.

Najlepiej zobrazować trend, który mam na myśli, przedstawiając pokrótce kilkoro bohaterów serialu. Postacią pierwszoplanową jest Jan Paweł Adamczewski – uosobienie stereotypowego sarmaty. Jan Paweł to egoista przedkładający własny interes nad dobro wspólnoty. Brak mu inteligencji, wrażliwości i wykształcenia. Wyzyskuje chłopów, nie stroni od alkoholu, a przy tym jest zawistny, małostkowy, buńczuczny i przekonany o swojej wyjątkowości. Jego marzeniem jest zasiąść na tronie i zostać „najsłynniejszym Janem Pawłem w historii Polski”. Szlachcic jest również wrogiem wszelkich zmian, który nie rozumie nowoczesności. Patriotyzm i wiara goszczą na jego ustach, ale nie mają podbudowy duchowej i intelektualnej. Mimo wad pozostaje człowiekiem oddanym swojej rodzinie, a szczególnie dzieciom, które szczerze kocha. Nie potrafi jednak wsłuchać się w ich głos, ani zbudować z nimi zdrowej relacji. Uważa, że sam najlepiej zadba o ich przyszłość. Postać Jana Pawła jest alegorią najbardziej złożoną. Reprezentuje wiele przywar ogólnoludzkich lub takich, które stereotypowo kojarzą się z narodem polskim jako całością. Jednocześnie szereg jego cech ewidentnie rezonuje ze stereotypowym obrazem „Polaka-katolika” i „Polaka-konserwatysty”. Choć Jan Paweł nie jest postacią z gruntu złą i ma pewne zalety, pozostaje w głównej mierze bohaterem negatywnym.

Nie ma w serialu postaci, która byłaby uosobieniem przywar stereotypowo powiązanych ze środowiskami lewicowymi i liberalnymi. Takie ideały reprezentuje Aniela – córka Adamczewskiego. Jest uczynna, błyskotliwa i oczytana, życzliwa wobec ludzi niezależnie od ich stanu, a jej poglądy społeczne wykraczają poza ramy epoki. Propaguje w Adamczysze tolerancję, równość, prawa kobiet, a także prowadzi wśród chłopów agitację na rzecz walki o poprawę klimatu i rozbudza ich świadomość ekologiczną. Aniela dwukrotnie jest przez twórców krytykowana za powierzchowność – raz w odniesieniu do feminizmu i raz w stosunku do zmian klimatycznych. Niemal zawsze młoda szlachcianka jest jednak ostoją rozsądku i wskaźnikiem moralności. Choć ma pewne wady, jest postacią pozytywną, co czyni z niej absolutne przeciwieństwo ojca. Ta dychotomia odzwierciedla rozkład akcentów w całym serialu.

Postacią wartą uwagi jest w tym kontekście również Bogdan, szwagier Jana Pawła, piechur koronny i przedstawiciel gołoty. Bogdan to alegoria nacjonalisty i prześmiewczy symbol „Polaka-patrioty”, który nie rozumie czym w istocie jest miłość do ojczyzny. Szlachcic myli ją z ksenofobią oraz nieuzasadnionym poczuciem wyższości. Cechuje go stała gotowość do podjęcia walki zbrojnej w obronie ojczyzny, lecz gdy do starć faktycznie dochodzi, na polu walki udaje martwego. Choć jest piechurem, jego atrybutem są husarskie skrzydła. Postać Bogdana w zabawny i inteligentny sposób piętnuje zjawisko obecne w Polsce także współcześnie. W kontekście problemów ze zrozumieniem istoty patriotyzmu, równie cenne i uprawnione byłoby zwrócenie uwagi na postawę cechującą się czołobitnością wobec nacji bezzasadnie uznawanych za lepsze, bezrefleksyjnym uwielbieniem tego, co zewnętrzne, przy jednoczesnym deprecjonowaniu rodzimych osiągnięć, ponadto brakiem poczucia własnej, narodowej wartości, a w skrajnych przypadkach nawet wstydem z polskości. To problemy istniejące współcześnie i warte piętnowania, a ich uwzględnienie i humorystyczne ukazanie uczyniłoby satyrę bardziej wartościową. Takiej refleksji w kontekście tego i wielu innych wątków zabrakło twórcom serialu „1670”.

Przeglądając galerię postaci, trudno nie zwrócić uwagi na Stanisława i Jakuba – synów Jana Pawła – oraz na jego żonę Zofię. Stanisława interesują wyłącznie rozrywki i przyjemności. Nie chce się uczyć, pracować, ani nie jest zainteresowany losem rodzinnego majątku, choć to on ma go przejąć. To karykaturalny obraz „dzisiejszej młodzieży”, a zarazem druga i ostatnia postać, która reprezentuje sobą cechy najczęściej stereotypowo powiązane ze środowiskiem lewicowo-liberalnym. Brat Stanisława, Jakub, jest księdzem, który nie wie czym jest miłość do bliźniego i tolerancja, nie wierzy w zjawiska metafizyczne, myśli tylko o pieniądzach, a ponadto bez skrępowania oszukuje ludzi. Zofia, żona Jana Pawła, jest dewotką, która sprowadza chrześcijaństwo do bezrefleksyjnego kultu cierpienia i strachu przed Bogiem. W jej obecności milkną rozmowy, a radość ulatuje z okolicy. Niemal nie rozmawia ze swym mężem i dziećmi, jest wobec nich zimna, surowa i oschła, lecz w głębi serca – podobnie jak Jan Paweł – uważa rodzinę za najważniejszą. W kluczowym momencie, kiedy staje przed wyborem pomiędzy osobistym szczęściem, a jednością rodziny, bez wahania wybiera to drugie, wypowiadając słowa, które jako jedyne w serialu nie mają wydźwięku humorystycznego: „Jeśli miłość i dobro stają na drodze rodziny, to rodzina zgniata je na miazgę. Bo tu jest Polska. Tu najważniejsza jest rodzina”. W kontekście relacji rodzinnych panujących w domu Adamczewskich, gdzie między małżonkami nie tli się żadne uczucie, rodzeństwo pała do siebie nienawiścią, a rodzice nie potrafią porozumieć się z dziećmi, ta sentencja brzmi wyjątkowo gorzko i tragicznie. To krytyka pozornie zdrowego, lecz w istocie patologicznego modelu rodziny, który – niestety – nie jest w Polsce rzadkością.

Wątek rodzinny, budowany od pierwszego do ostatniego odcinka, jest znakiem jakości serialu „1670”. Z pewnością nie jest to produkcja bezpodstawnie uderzająca w polskość, by karmić się społecznymi emocjami. Pod grubą warstwą humoru i absurdu kryje się dogłębna znajomość polskich realiów i chęć opowiedzenia o nich z humorem i dystansem. Tym bardziej szkoda, że serial wybiórczo traktuje przywary, które obśmiewa i krytykuje. Z tego względu pozostaje dziełem w najlepszym razie udanym. Gdyby jednak w przyszłości zachował jakość realizacyjną i zmienił sposób narracji na bardziej kompleksowy, mógłby wypełnić lukę, która w polskim kinie satyryczno-komediowym istnieje niezmiennie od momentu osierocenia go przez Stanisława Bareję.

Zdjęcie autora: Patryk PALKA

Patryk PALKA

Historyk zajmujący się dziejami myśli politycznej oraz historią idei. Redaktor miesięcznika i portalu "Wszystko co Najważniejsze".

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się