skoki narciarskie
Fot. Hannah MCKAY / Reuters / Forum

Skoki narciarskie. Sukcesy Polaków? Już były…

Skoki narciarskie przechodzą poważny kryzys. Następców nie widać. Nie mamy armii zdolnych juniorów, brakuje skoczków, którzy za chwilę byliby gotowi wejść w buty mistrzów.

Początki mojej fascynacji skokami narciarskimi są dość nietypowe. Poznałem ten sport w czasie, gdy liderem polskiej kadry był Piotr Fijas. Oglądałem wtedy transmisje, podziwiałem skoki oraz loty najlepszych zawodników, a później… sam lądowałem na dywanie. Dosłownie i w przenośni. Dziecięca wyobraźnia tak mocno pracowała, że za pomocą samochodu wojskowego organizowałem własne zawody pucharowe. Zabawa polegała na tym, by zrobić na kartce listę startujących, a potem za pomocą linijki lub miarki sprawdzać ich wyniki. Moi skoczkowie osiągali je oczywiście dzięki zabawce. Jak daleko zajechał samochód, tak długi był „skok”. Nic lepszego wtedy nie potrafiłem wymyślić, ale proszę mi wierzyć: te chłopięce zabawy w skoki narciarskie pamiętam do dziś.

Tak jak wciąż mam w głowie okres wielkich sukcesów Adama Małysza. Wtedy byłem już początkującym dziennikarzem sportowym, a jeden z pierwszych wywiadów, drogą telefoniczną, przeprowadziłem właśnie z późniejszym mistrzem oraz jego trenerem Apoloniuszem Tajnerem. Kadra przebywała na zawodach w Japonii, więc żeby nagrać rozmowę jeszcze przed treningiem, musiałem pojawić się w radiu o piątej rano. Niespełna rok później wybuchła w naszym kraju „małyszomania” – i o takie wywiady było już o wiele trudniej.

Polacy rozkochali się w skokach narciarskich. I nie pomylę się, pisząc, że ta miłość trwa do dziś. Jej ogień płonął w kibicach za sprawą wyczynów Kamila Stocha oraz sukcesów Dawida Kubackiego i Piotra Żyły.

Wszystko, co piękne, kiedyś się jednak kończy. Dlatego od początku trwającego sezonu nie brakuje ze strony kibiców pytań, czy to już koniec epoki sukcesów. Polscy skoczkowie mają za sobą bardzo trudne i mocno nieudane tygodnie. Dla fanów skoków narciarskich jest to sytuacja często wręcz niezrozumiała, wszyscy bowiem zdążyliśmy się przyzwyczaić do dobrego. Nagły brak miejsc na podium jest odbierany jak katastrofa. Nie dziwią mnie takie reakcje. Dziś musimy jednak spojrzeć na wydarzenia na skoczniach z nieco innej perspektywy. Kryzys stał się faktem. To wiemy. Nie wiemy jednak, czy tak naprawdę nie jest to początek czegoś większego. Niewielu ekspertów mówi o tym głośno. Niektórzy wręcz próbują zaklinać rzeczywistość. A ta, podobnie jak przyszłość, rysuje się w dość ciemnych barwach.

Nasi reprezentanci są coraz starsi i wcześniej czy później (raczej wcześniej) będą myśleli o zakończeniu kariery. Najbardziej przeraża jednak coś innego. Następców nie widać. I to powinien być powód do bicia na alarm. Bezpośrednie zaplecze kadry to jedno. Nie mamy armii zdolnych juniorów, brakuje skoczków, którzy za chwilę byliby gotowi wejść w buty mistrzów. Problemy ze szkoleniem najmłodszych to drugie. Wielu trenerów pracujących z dziećmi zwraca uwagę na ten problem. Oni nie mają czasami w kim wybierać. O jakiejkolwiek selekcji nie ma mowy. Po prostu brakuje chętnych do treningów. Już na tym podstawowym poziomie. Skoki w Polsce znalazły się na progu kryzysu. I jeśli z tego progu spadną, to naprawdę czekają nas chude lata.

Tekst ukazał się pierwotnie w Tygodniku „Idziemy” [LINK]. Przedruk za zgodą redakcji.

Zdjęcie autora: Mariusz JANKOWSKI

Mariusz JANKOWSKI

Dziennikarz TVP Sport od 2008 r., wcześniej Radia Warszawa, Radia Plus, TV Puls, TV 4 i Polsatu.

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się