Carlson

Tucker Carlson i inni. Pożyteczni idioci na amerykańskiej prawicy 

Niektórzy przedstawiciele amerykańskiej prawicy to po prostu zaczadzeni miłością do Rosji i putinizmem (jako rzekomą przeciwwagą dla agresywnej lewicy) pożyteczni idioci. Jednym z nich jest Tucker Carlson, do niedawna gwiazda najchętniej oglądanej w USA stacji informacyjnej Fox News.

Klucz dla pomocy Ukrainie w rękach Republikanów

Rosji nie można zatrzymać i złamać bez Stanów Zjednoczonych. Tymczasem na przełomie 2022 i 2023 roku Ameryka miała coraz więcej wątpliwości, czy nadal wspierać Ukrainę. A szerzej: jak mocno angażować się w zapewnianie bezpieczeństwa zagrożonej rosyjskim imperializmem Europie. Badania opinii publicznej wskazywały dość jasno, że spadek entuzjazmu wobec Ukrainy był przede wszystkim skutkiem wycofania początkowego poparcia przez część wyborców Partii Republikańskiej.

Dwaj najważniejsi — stan na czerwiec 2023 roku — republikańscy kandydaci w rozkręcającej się kampanii wyborczej, a więc Donald Trump i Ron De Santis, zapowiedzieli, że po zwycięstwie ograniczą lub wycofają wsparcie dla Kijowa (warto tu zauważyć, że De Santis w przeciwieństwie do Trumpa nazywa Putina zbrodniarzem wojennym i chce go rozliczyć). Mniej lub bardziej zdecydowane głosy wzywające do wycofania się z „nie naszej wojny” słychać z Kongresu, sensowność amerykańskiego zaangażowania w Europie Wschodniej podważa spora część konserwatywnego komentariatu.

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Rządzi demokratyczny prezydent, który bardzo hojnie pomaga Ukrainie — polityczny automatyzm, znany przecież także z Polski, każe republikanom być przeciwko Bidenowi w sprawach gospodarczych i społecznych, części z nich zaś także jeśli chodzi o finansowanie wojny obronnej przeciwko Rosji. W ruchu konserwatywnym trwale obecne są idee i tradycje amerykańskiego izolacjonizmu, co musi wydawać owoce w przypadku rozgrywającej się na drugim końcu świata wojny, za którą płaci amerykański podatnik. Republikanie nie mogą też — jak najbardziej słusznie — pogodzić się z brakiem rozliczenia demokratycznych elit i mediów odpowiedzialnych za spreparowanie rozgrywanego latami śledztwa badającego rzekome związki Rosji z kampanią Trumpa w 2016 roku, a także skandalicznego wyciszenia afery z laptopem Huntera Bidena. W tej ostatniej sprawie chodzi o powoływanie się na wpływowego ojca podczas niezwykle zyskownej pracy między innymi dla ukraińskiej firmy Burisma. Dodajmy do tego jeszcze bardzo silne związki GOP z coraz bardziej prorosyjskim Izraelem, by uznać malejące poparcie dla sprawy ukraińskiej za coś względnie naturalnego.

Z naszej perspektywy ważniejsze jest jednak co innego, coś, co trzeba powiedzieć tutaj bez ogródek. Część amerykańskiego ruchu konserwatywnego gruntownie i katastrofalnie myli się w ocenie tego, czym jest i jakie konsekwencje ma wojna Rosji z Ukrainą, a niektórzy przedstawiciele tamtejszej prawicy to po prostu zaczadzeni miłością do Rosji i putinizmem (jako rzekomą przeciwwagą dla agresywnej lewicy) pożyteczni idioci. W części zaś pewnie zwykli agenci wpływu Kremla. Nasz problem polega na tym, że niektórzy z nich bywali czytani, komentowani i cenieni przez polskich konserwatystów — nie wyłączając autora tych słów. O kogo chodzi? Biorąc rzecz z grubsza, o antyestablishmentową część Partii Republikańskiej i konserwatywnego komentariatu, tę, która chciała wraz z Donaldem Trumpem „oczyścić bagno”, jakim ma być system polityczny USA, i zatrzymać rewolucję obyczajową kroczącą przez państwa Zachodu. Politycy i publicyści, o których mówię, sprzeciwiają się nielegalnej migracji, bronią wolności przekonań religijnych, sprzeciwiają się rugowaniu konserwatyzmu z wyższych uczelni. I bywa, że wskazują na Polskę jako kraj warty naśladowania.

Jack Posobiec

Celuje w tym na przykład niejaki Jack Posobiec, były żołnierz, który zasłynął jako prawicowy komentator i dziennikarz; bezkrytyczny zwolennik Trumpa i, co nie ulega dziś już żadnej wątpliwości, miłośnik „ruskiego miru”. Człowiek ten, sączący w mało wyrafinowany sposób kremlowską propagandę, bywał w Polsce, spotykał się z przedstawicielami naszego środowiska, a jego perypetie i wypowiedzi opisywały publiczne media.

Argumentacja ludzi pokroju Posobca w sprawie Ukrainy składa się z kilku głównych elementów, powielających schematy komunikacyjne opracowane na Kremlu. Po pierwsze, za wojną na Ukrainie ma stać amerykański deep state i środowisko tamtejszych służb specjalnych. W sugestiach tego typu celuje na przykład Tucker Carlson, do niedawna gwiazda najchętniej oglądanej w USA stacji informacyjnej Fox News. Powielał on narrację rosyjskich propagandzistów, że USA tworzą na Ukrainie „sekretne biolaboratoria”, które mają służyć do produkcji broni biologicznej albo innych, niebezpiecznych i tajemniczych substancji. Za potwierdzenie krążących w internecie i uwiarygadnianych przez Dmitrija Miedwiediewa czy Siergieja Ławrowa tez Carlson uznawał wypowiedź podsekretarz stanu Victorii Nuland, która podczas przesłuchania w Senacie powiedziała — zgodnie z prawdą i powszechnie dostępnymi informacjami — że Ukraina, jak większość państw, posiada biolaboratoria, że Stany Zjednoczone wspierały programy naukowe z obszaru biotechnologii i że rząd USA stara się, by te ośrodki nie wpadły w ręce Rosji. Carlson, Posobiec i inni suflowali swojej publice, że słowa Nuland dowodzą, iż administracja Bidena potwierdza rozsiewane przez nich plotki. Historia o amerykańskich służbach produkujących pod Kijowem zabójczą broń była rzecz jasna tylko częścią większej opowieści o Ukrainie jako państwie stworzonym i kontrolowanym przez CIA.

Po drugie, Ukraina to wystrugany przez lewaków koń trojański, w którym przemycana jest na zdrowy wschód Europy ideologia woke. Do [popularnych] wynurzeń Jordana Petersona nawiązywał Carlson, bredząc o Ukrainie prowadzącej „wojnę z chrześcijaństwem”, czy republikański członek Izby Reprezentantów Madison Cawthorn — dał się on nagrać na spotkaniu z wyborcami, gdy mówił o Kijowie „forsującym ideologię woke” i „bandziorze” Zełenskim.

O tym, że narracja przedstawiająca zbrodniczą napaść Moskali na suwerenne państwo ukraińskie jako element wojny kulturowej doskonale nadaje się do usprawiedliwiania prorosyjskich działań amerykańskiej alt-prawicy, niech świadczą komentarze do głosowania w Kongresie nad przyjęciem do NATO Finlandii i Szwecji. „Za” byli wszyscy demokratyczni członkowie Izby Reprezentantów i  większość republikanów, 17 z nich wstrzymało się jednak od głosu, a przeciwko rozszerzeniu Sojuszu głosowało 18 republikanów spod znaku MAGA: Andy Biggs, Dan Bishop, Lauren Boebert, Madison Cawthorn, Ben Cline, Michael Cloud, Warren Davidson, Matt Gaetz, Bob Good, Marjorie Taylor Greene, Morgan Griffith, Thomas Massie, Tom McClintock, Mary Miller, Ralph Norman, Matt Rosendale, Chip Roy i Jefferson Van Drew (w Senacie przeciw rozszerzeniu był tylko republikanin Josh Hawley). Ich postawę chwaliło potem na przykład pismo „The American Conservative”, pytając jednocześnie „Dlaczego Ameryka ma walczyć za lewactwo [oryg. wokeness] w Europie?

Marjoree Taylor-Green

Zarzut rzekomego szerzenia przez Ukrainę ideologii woke nie unieważniał bynajmniej starego, używanego intensywnie co najmniej od 2014 roku określenia Ukrainy jako państwa neonazistowskiego albo przynajmniej takiego, gdzie neonaziści mają bardzo dużo do powiedzenia. W amerykańskim Kongresie bzdury o dolarach amerykańskich podatników płynących rzekomo do ukraińskich „neonazistowskich milicji” i Zełenskim rozkazującym swoim żołnierzom „torturowanie własnych ludzi” wygadywała m.in. ulubienica Trumpa Marjoree Taylor-Green. Dowodziła ona, że od czasu administracji Obamy demokraci finansowali „prawdziwych nazistów”, NATO ich szkoliło i wyposażało w potężną broń, a jedynym sprawiedliwym, który nie chciał tego robić, był Donald Trump.

Taylor-Green, Paulowi Gosarowi i innym prorosyjskim republikanom nie przeszkadzało, że o „neonazistowskim” zagrożeniu ze strony Ukrainy przed 24 lutego 2022 roku z zapałem mówiła europejska lewica i znienawidzone przez trumpistów mainstreamowe media (ich, w innym wypadku zupełnie przecież niewiarygodne, materiały podawano jako dowód spisku i ukrywania prawdy w związku z wojną), a po ataku na Kijów także chińscy przyjaciele Putina, słusznie uważani za najgroźniejszych przeciwników USA. Pekin potrafi ł zresztą połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli twierdzić, że budzący nienawiść i zatruwający społeczeństwa neonazim wzrastał we wschodniej Europie, a przede wszystkim na Ukrainie, „pod opieką tak zwanej zachodniej wolności, demokracji i praw człowieka.

Tucker Carlson

Najgłośniej i najliczniej artykułowanym argumentem amerykańskiej prawicy przeciwko zaangażowaniu USA w obronę Ukrainy przed Rosją (no, może poza znanymi z naszego internetu odkryciami, że Zełenski to aktor, więc cała wojna jest farsą, i że nie szanuje ludzi, bo nie nosi garnituru, tylko wojskowy T-shirt) był jednak ten najbardziej przemawiający do rozdrażnionych kryzysem wyborców, słuchaczy i widzów: to nie nasza wojna, dlaczego więc wydajemy na nią tyle naszych pieniędzy?

Korowód oskarżycieli prowadził niezawodny Tucker Carlson ze swoimi fanami, potem szły małe media prawicowe w rodzaju America One News (pracodawcy Jacka Posobca) i grupa kongresmenów skupionych wokół Marjoree Taylor-Green. Krytykowali zawzięcie kolejny pakiet pomocy Ukrainie jako „przedwczesny prezent pod choinkę” dla Kijowa. Taylor-Green pytała, czy Ukraina jest pięćdziesiątym pierwszym stanem Stanów Zjednoczonych Ameryki, a Zełenski członkiem amerykańskiego rządu, i zapowiadała w listopadzie 2022 roku, że zrobi wszystko, by zablokować pomoc dla walczącego z Rosjanami kraju. MAGA Republicans musieli używać dosadnej retoryki także po to, by wygrać rywalizację o najbardziej radykalnych wyborców na przykład z dość silną w niektórych stanach Partią Libertariańską. Ta zaś jak zwykle nie przebierała w słowach, wrzucając w przestrzeń publiczną slogany typu „Gdyby nie było rządu, kto rozbrajałby obywateli, a jednocześnie uzbrajał neonazistowskie bataliony na Ukrainie?”

Erupcja niechęci wobec Kijowa nastąpiła w czasie niespodziewanej wizyty Zełenskiego w Waszyngtonie w grudniu 2022 roku. Zażądał on wówczas od Stanów Zjednoczonych dalszej pomocy militarnej i finansowej. „Zełenski to po prostu niewdzięczna, międzynarodowa welfare queen” — stwierdził Donald Trump Jr (welfare queen jest pogardliwym określeniem kobiet żyjących z wyłudzanych lub zbyt szczodrą ręką przyznawanych przez państwo zasiłków na dzieci). „Pozbądźmy się tej zachłannej pijawki z naszego kraju!” — wtórował młodemu Trumpowi Matt Walsh, dziennikarz znany w Polsce jako autor, wartościowego zresztą, filmu Czym jest kobieta? przedstawiającego groteskę i rozmaite patologie amerykańskiego ruchu trans.

Czy styl Zełenskiego, używającego szantażu moralnego wobec sojuszników, jest jedynym właściwym? Jasne, że nie. Czy Ameryka ma prawo rozliczać Ukrainę z tego, jak pożytkuje otrzymywane środki? Jak najbardziej! Domaganie się jednak w 2022 roku, by zatrzymać wsparcie dla Kijowa, było graniem w kremlowskiej orkiestrze. A także, z punktu widzenia USA, głupotą. Niszczenie rękami Ukraińców armii wrogiego państwa za znikomą część budżetu obronnego Stanów Zjednoczonych jest dla tego państwa okazją, której nie może przegapić.

Kacper Płażyński

Fragment książki „Wszystkie pionki Putina. Rosyjski lobbing”, wyd. Zysk i S-ka, 2023 [LINK]

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się