Julian Tuwim
Fot. Wojciech KRYŃSKI / Forum

Tuwim codzienny

23 grudnia 2023, Joanna TALARCZYK
Czas Wolny

W tym roku 27 grudnia przypada 70. rocznica śmierci Juliana Tuwima, literata znanego głównie z książek dla dzieci i repetytoriów maturalnych. Dorobek poety znacznie rozciąga się jednak poza przedszkolne wierszyki i kilka przykładów międzywojennej awangardy.

Należy do grupy tych literatów, którzy padli ofiarą bycia włączonymi do podstawy programowej, co w sposób jednoznaczny i natychmiastowy obniżyło u przeciętnego Polaka zainteresowanie ich twórczością o około 200 procent. W przedszkolu poznaje się „Lokomotywę” i wątpliwie poprawnego w obecnych czasach politycznie „Murzynka Bambo”, potem w szkole tylko, że coś tam Skamander i „Do prostego człowieka”; jak ma się szczęście, to jeszcze „Do krytyków” jako przykład międzywojennej poezji codzienności. Po internecie krążą demotywatory z niektórymi co wulgarniejszymi cytatami z twórczości poety (najczęściej „Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich…”, szerzej znany pod zgoła innym tytułem) i podpisami w stylu „Większość ludzi zna go z wierszyków dla dzieci, hehe” – i w sumie to by było na tyle. Czasem na maturze może wspomni się „Kwiaty polskie”, ale ja osobiście przeżyłam trzy lata lekcji języka polskiego w wymiarze rozszerzonym nie przeczytawszy ani wersu.

I bardzo szkoda, bo Tuwim wielkim poetą był, zwłaszcza jeśli chodzi o opisywanie rzeczy małych. „Do krytyków” to jeden z moich ulubionych wierszy, bo opowiada o czymś tak przyziemnym jak jazda tramwajem w tak radosny, elektryzujący sposób, tak tętniąc zielenią. „Na skrętach – kol­ście / Zagarniam zachwytem ramienia, / A drzewa w porywie natchnienia / Szaleją wiosenną wonią”. W szkole mówi się, że to takie nowoczesne, że awangardowe, że literacki sprzeciw wobec konwenansów literackich niebiorących dotychczas na warsztat zwykłej codzienności, i od razu migrena człowiekowi łeb ściska, kiedy pomyśli, że to wszystko trzeba będzie napisać na kartkówce. A dla mnie to po prostu radosny wierszyk o tym, jak to fajnie, kiedy jest ciepło i wiosna i tramwaj zarzuca na zakręcie. Poznałam to konkretne dzieło podczas wieczoru literackiego, jeszcze zanim przerabialiśmy je w szkole, i chyba dzięki temu jego lekturo-obowiązkowość nie spaczyła go w moich oczach.

A jak już chce się koniecznie wałkować Tuwimszczyznę na polskim, to może wiersz „Dyskusja”? Myślę, że „Ostro urżnęliśmy się czystą / Władek i ja. / Władek jest twardym komunistą, / Gdy w czubie ma” ma szansę zapaść uczniom w pamięć lepiej niż niejedna lektura z gwiazdką, zwłaszcza że „Władkiem” jest tu podobno poeta Władysław Broniewski. Alkohol w ogóle można by nazwać u Tuwima toposem, jako że w 1935 r. Napisał „Polski słownik pijacki i antologię bachniczą”, czego z wielkim żalem przyznam, że w szkole się nie dowiedziałam. Argumentacja autora za koniecznością powstania tego dzieła jest również bardzo malownicza: „Wolny, trzydziestomilionowy naród, posiadający, skromnie licząc, z pięć milionów zawołanych pijaków, powinien mieć jakiś leksykon, jakąś encyklopedię, w której zabłyszczałyby świetności mowy ojczystej, w kieliszku odbite. Pijak bywał dotychczas nietrzeźwy, wlany, zawiany, ululany, wstawiony, urżnięty – a tu dowie się nagle, że i na trzysta innych sposobów może być pijany. Golił sznapsa, trąbił gorzałkę, wcinał monopolkę – teraz będzie mógł szmarnąć ślepuchy, siec smołsko, dusić dryzelichę i szwiecować grybsbubę”.

Bardzo cenię sobie także wiersze Tuwima o tematyce psiej, i to nie tylko dlatego, że psy są najidealniejszymi z Boskich stworzeń i ich przymioty winno się opiewać w eposach. Geniusz poety widać w samej rozpiętości nastrojowej tych utworów – jednym krańcu skali mamy rozkoszny wierszyk o Dżońciu, stanowiący zapis rozmowy podmiotu lirycznego ze swoim terrierem, a na drugim napisaną podczas wojny lub zaraz po niej „Odezwę do psów”, która ściska w dołku i naprawdę nie zalecam jej czytać, jeśli ma się akurat dobry humor i w tym stanie chciałoby się pozostać. W obu przypadkach Tuwim włada językiem z lekkością i genialną precyzją, przecinając do samego dna. Zestawiając te dwa utwory ze sobą zaczynam rozumieć, jak człowiek, który napisał „Lokomotywę”, mógł też stworzyć „Kwiaty polskie”.

Historia Tuwima nie była jedną z najszczęśliwszych, ale w gruncie rzeczy który poeta może się prawdziwie idyllicznym życiem poszczycić? Smutek trzyma się nas jak rzep swetra. Jeszcze przed wojną, żyjąc w pełnym miłości małżeństwie i utrzymując się z pracy poetyckiej, poeta cierpiał na stany lękowe, depresję i agorafobię tak silną, że całymi miesiącami nie był w stanie wyjść z domu. Po wrześniu ’39 doszła do tego jeszcze trauma związana z wojną, emigracją oraz śmiercią matki w Holokauście, a następnie ostracyzm polonijnego środowiska literackiego w skutek decyzji o powrocie do komunistycznej Polski. A mimo tego wszystkiego zachował on jakąś iskierkę radości, przymdloną i bladą w powojennej rzeczywistości, ale jednak. Zaadoptowana przez Tuwimów w 1946 r. Ewa powiedziała po latach: „Dużo mówi się o tym, że mój ojciec pisał wiersze smutne. A on był jak my wszyscy. Miał ogromne poczucie humoru. […] Nie byłam wychowana religijnie, ale w jego wierszach bardzo dużo było na temat Chrystusa – że był zesłany, żeby szerzyć dobro.”

Joanna Talarczyk

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się