Michał Jaros Wrocław

Michał Jaros akceptując hejt w polityce, nie może być liderem zmiany

Jeśli Platforma Obywatelska w przededniu ważnych wyborów samorządowych i europejskich chce zachować twarz, mówić Polkom i Polakom o przyzwoitości w życiu publicznym, musi być zarazem pierwszą, która tej przyzwoitości będzie przestrzegać.

Gdy koalicja 15 października obejmowała rządy pamiętała dokładnie pod jakimi hasłami wspólnie wygrała wybory. Sami również mamy w pamięci, czym kończą się kampanie oparte na hejcie. Trudną i bolesną lekcję z Gdańska przypominaliśmy sobie w 5 rocznicę pogrzebu Pawła Adamowicza. Nie możemy pozwolić na powtórkę z historii.

Wydarzenia z Gdańska, podobnie jak atak na biuro poselskie PiSu w Łodzi, w 2010 roku (w którym, przypomnijmy, zginął Marek Rosiak, pracownik biura, a drugi z pracowników został ciężko ranny), powinny być dla wszystkich kandydatów niezależnie od szczebla wyborów i reprezentowanej opcji politycznej, lekcją o granicach prowadzenia cywilizowanego sporu, który jest jednym z elementów istotowych polityki. Odpowiedzialności za słowa, tonowanie nastrojów, odrzucenie werbalnych czy, szerzej, medialnych ataków ad personam, ucinanie hejtu nawet w szeregach swoich zwolenników – powinny być obowiązkowe dla każdego kandydata do pełnienia publicznego urzędu.

Nie wiem, czy pamiętacie Państwo takie właśnie wystąpienie senatora Johna McCaina na spotkaniu z własnymi wyborcami w roku 2008, gdy kandydował on przeciwko Barakowi Obamie. Gdy zwolennicy McCaina mówią o Obamie, jako o osobie wspierającej terroryzm, lub o „arabie” (w kontekście kwestionowania jego amerykańskiego obywatelstwa), ten przerywa im, odbiera mikrofon i mówi, że Obama (tak, jego polityczny przeciwnik) jest przyzwoitym człowiekiem, który ma po prostu inną wizję polityki. A cała ta kampania wyborcza jest, owszem, walką, ale przede wszystkim o wartości: dialogu i szacunku do drugiego człowieka.

Z przerażeniem patrzymy na najnowszy przykład z Wrocławia, który był jednym z miast bodajże najsilniej zaangażowanych w samorządową kampanię „Nie śpij, bo Cię przegłosują”, mającą niebagatelny wpływ na frekwencję (w samym tylko Wrocławiu do list dopisało się 70000 wyborców!), ta zaś przełożyła się na wspólne zwycięstwo bloku koalicyjnego 15 października. Niech sytuacja, którą przytoczymy, posłuży nam za ilustracje poważniejszego problemu, z tych, których nie wolno zamiatać pod dywan i obok których nie wolno przyzwoitym ludziom przechodzić obojętnie. 

Michał Jaros, przewodniczący dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej, od pięciu kadencji poseł, realizuje swoją polityczną ambicję objęcia fotela prezydenta Wrocławia i rządzenia trzecim największym miastem w Polsce. Staje w szranki z Jackiem Sutrykiem, kończącym pierwszą kadencję, który też już ogłosił chęć ubiegania się o reelekcję. Samych kandydatów, póki co deklarujących chęć startu w wyborach, jest zresztą we Wrocławiu więcej. I bardzo dobrze. To istota demokracji, szansa na weryfikację poparcia i legitymizację programu dla miasta. Kandydaci powinni się spierać, pokazywać skuteczność proponowanych przez siebie rozwiązań i prezentować swoje dotychczasowe doświadczenie. 

O ile jesteśmy pod wrażeniem odwagi Michała Jarosa – nie jest łatwo wygrać z urzędującym prezydentem – o tyle wszyscy powinniśmy być zniesmaczeni sposobem prowadzenia przez niego tej kampanii. Media ujawniły, że mianowany przez Michała Jarosa szef sztabu wyborczego lokalnej Platformy Obywatelskiej odpowiadający za jej działania w internecie opłacał reklamy wymierzone w prezydenta Wrocławia i skierowane na wywołanie hejtu pod jego adresem. Ten sam szef sztabu, co ujawnili lokalni aktywiści, prowadzi kilka miejsc w sieci służących osadzaniu treści przychylnych pod adresem Michała Jarosa pod pozorem niezależnego dziennikarstwa.

To pierwsze działanie przypomina jako żywo wszystko to, co również lokalna Platforma zgotowała Pawłowi Adamowiczowi w ramach totalnej walki w kampanii samorządowej roku 2018. Tę wyborczą walkę przegrała – czarny PR w polskiej polityce zwykł przynosić straty temu, kto z jego udziałem chce walczyć o władzę. Gorzej, że walkę o życie przegrał także Paweł Adamowicz, w półtora miesiąca po wyborze śmiertelnie raniony przez – skazanego już dziś na dożywocie – człowieka. Media szeroko wówczas rozpisywały się o motywacjach mordercy, wśród których wymieniono kampanię nienawiści toczoną przeciwko Pawłowi Adamowiczowi w trakcie wyborów samorządowych w roku 2018.

Ta druga aktywność jest w istocie niesmaczna, dużo poniżej standardów wyborczych partii, która na sztandarach w wyborach parlamentarnych niosła hasło przywrócenia godności i przyzwoitości w życiu publicznym.

O wyciągnięcie szybkich konsekwencji w tej szkodzącej ogólnopolskiej Platformie sprawie do Michała Jarosa apelował były i zasłużony prezydent Wrocławia, obecnie poseł, Bogdan Zdrojewski, który nawet przez chwilę sam był zaangażowany w jego kampanię. Z podobnym apelem zwróciła się do niego cztery dni później wyraźnie sprawą zbulwersowana Barbara Zdrojewska, senatorka i była przewodnicząca Rady Miejskiej. Oba publiczne apele ważnych dla Platformy Obywatelskiej i zasłużonych dla samorządu postaci, póki co pozostają bez odpowiedzi. Sprawę w wywiadzie telewizyjnym Michał Jaros bagatelizuje i sprowadza do rozmowy wewnątrz Platformy, po 10 dniach od wybuchu afery mówiąc, że sprawa nie jest dla niego jednoznaczna. Tymczasem skandal ten już dawno wylał się poza Platformę, bulwersuje kolejne środowiska i pozostawia niesmak już nie tylko co do zaangażowanych w tę sprawę osób, ale też i środowiska PO.

Jeśli Platforma Obywatelska w przededniu ważnych wyborów samorządowych i europejskich chce zachować twarz, mówić Polkom i Polakom o przyzwoitości w życiu publicznym, musi być zarazem pierwszą, która tej przyzwoitości będzie przestrzegać. Kampanijna wojna totalna oparta o sponsorowany hejt wróci z siłą, która może pozbawić PO moralnego mandatu do koniecznych zmian ustrojowych w tych najważniejszych ogólnopolskich obszarach legislacyjnych.

Krótkowzroczność może zniszczyć nie tylko projekt „Polski w naszych sercach”, ale w ogóle przyłożyć się do zwiększonej utraty zaufania do polityków. Nie tylko samej Platformy. W ten sposób topi się także stopniowo autorytety liderów. Michał Jaros, jako szef wojewódzkich struktur partyjnych, z osoby, która powinna być wymiernym wsparciem dla przewodniczącego swojej partii, staje się, jak mówią już otwarcie jego partyjni koledzy, problemem premiera Donalda Tuska.

Partie nawet tak duże, opiekujące się masą poważnych tematów muszą wypracować metody egzekwowania działań zgodnych z kodeksem moralnym, za którym stoją i który wyznają. Jeśli zlekceważą tę odpowiedzialność, będą współwinne erozji zaufania także do instytucji państwowych, które obecnie obsadzają i reprezentują. Tylko takie konsekwentne działania nie dopuszczą do powtórki wydarzeń z 2010 i 2019 roku i dadzą prawdziwą nadzieję na poprawę jakości politycznego dyskursu. Co leży dzisiaj, w kontekście poważnych światowych napieć, w interesie wszystkich stron politycznego sporu.

Bohdan ANISZCZYK to wykładowca akademicki w zakresie nauk matematycznych, społecznik, pełnił funkcję przewodniczącego zarządu głównego Towarzystwa Brata Alberta we Wrocławiu. Od ośmiu kadencji radny Rady Miejskiej Wrocławia.

Jarosław KRAUZE jest z wykształcenia nauczycielem, został nagrodzony Nagrodą Ministra Edukacji Narodowej. Założyciel stowarzyszenia charytatywnego im. Kazimierza Michalczyka, organizator wydarzeń kulturalnych i sportowych, m.in.: wROCK for freedom. Od sześciu kadencji radny Rady Miejskiej Wrocław.

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się