Réflexions 2024

Réflexions na niedzielę. Co przyniesie nam rok 2024?

Swoimi refleksjami z Czytelnikami „Gazety na Niedzielę” dzieli się mieszkający wśród nas dziennikarz Nathaniel Garstecka. Réflexions 2024 o Polsce i Polakach, zdziwienia i fascynacje. Tekst publikujemy w językach francuskim i (poniżej) polskim.

Réflexions 2024

Que nous réserve 2024?

Au lendemain du réveillon du Nouvel an, le ministre de l’Intérieur Gérald Darmanin a commenté le chiffre de 745 voitures brûlées d’un enthousiaste „la nuit a été calme”, bien que le bilan en la matière soit pire que celui de l’année précédente. A cela il faut rajouter 380 interpellations, 40 policiers blessés, plusieurs agressions au couteau… et ce malgré un déploiement record de plus de 90 000 policiers. Rappelons que la France organise cette année les Jeux Olympiques d’été et que les yeux du monde entier seront rivés sur la capacité de la France à assurer la sécurité de l’événement. Il en va de l’avenir du pays, tant le président Emmanuel Macron et son gouvernement misent sur ce rendez-vous pour redorer leur blason déjà tant abimé. Au point que le chef de l’Etat a promis que 2024 sera un „millésime français”. A part la commémoration du Débarquement et la fin de la reconstruction de Notre-Dame, c’est bien des JO dont il est principalement question. Que dire d’un pays qui ne peut s’appuyer quasiment plus que sur le sport pour briller ? C’étaient les dictatures communistes d’Europe centrale et orientale qui mettaient à ce point en avant le sport, non les démocraties occidentales qui avaient tant d’autres atouts sur lesquels compter.

Le destin du monde se joue ailleurs. A Washington, à Moscou, à Pékin, à Bruxelles. Je ne compte pas énumérer tous les événements qu’il nous faudra scruter de près, pour cela je renvoie à l’excellent rapport de Michał Kłosowski publié dans les colonne de „Gazeta na Niedzielę”.

Attardons-nous juste sur les plus notables. Les élections américaines de novembre seront considérées comme décisives pour l’issue du conflit russo-ukrainien. Contrairement à ce que la plupart des observateurs estiment, la victoire de Biden ne devrait pas forcément être espérée par les défenseurs de l’Ukraine. Donald Trump avait établi un rapport de force avec Vladimir Poutine qui interdisait à ce dernier d’engager des opérations agressives en Europe de l’est. Dès que la passation de pouvoir a eu lieu, début 2021, Moscou et Minsk ont immédiatement lancé des provocations et des déstabilisations visant à affaiblir le flanc est de l’UE et de l’OTAN : chantage au gaz, vagues de clandestins, puis au final invasion de l’Ukraine, autorisée par Joe Biden à condition que Poutine prenne Kiev en trois jours. Trump „promet” de parvenir à un cessez-le-feu et tout le monde doute de ses intentions ? Soit. Mais que promet Biden ? Rien. Pendant ce temps, Pékin observe avec attention, fait entrer de nouveaux pays dans le groupe des BRICS et attend le moindre faux pas de l’Occident pour s’occuper de Taïwan.

Au Proche-Orient, et contrairement à ce qu’espèrent les optimistes, la paix ne reviendra pas. Quelle que soit l’issue de la guerre à Gaza, Israël sera toujours entouré de forces hostiles qui souhaitent sa destruction pure et simple et aucun Etat palestinien ne serait viable s’il devait compter des islamistes dans ses structures.

Les élections pour le Parlement européen seront aussi à suivre. Malgré l’enjeu qui les entoure, poussée centralisatrice et migratoire organisée par la Commission de Bruxelles, l’état des forces à Strasbourg ne devrait pas se retrouver bouleversé. La coalition progressiste allant du PPE aux Sociaux-démocrates en passant par Renew et les Ecologistes n’est pas menacée. Même une large victoire du RN en France ou celle de l’AFD en Allemagne n’y changeraient pas grand-chose.

Le nouveau gouvernement polonais, quant à lui, poursuivra la purge des institutions publiques de toute trace conservatrice. Tout doit disparaître, du simple journaliste de la radio publique à l’artiste envoyé à la Biennale de Venise. On me retorquera, avec des arguments plus ou moins valables, que les médias publics étaient un vecteur de propagande grossière en faveur du parti conservateur au pouvoir à l’époque. Est-ce une justification pour qu’ils restent un vecteur de propagande grossière, mais cette fois en faveur du nouveau pouvoir de centre-gauche, quitte à porter un coup au pluralisme des médias polonais ? Beaucoup y répondront pas l’affirmative. Qui plus est, les élections à venir devraient conforter les centristes dans leur élan et masquer les procédés employés pour „restaurer l’Etat de droit” en Pologne : ils obtiendront sans doute deux ou trois régions supplémentaires lors des locales et à l’issue des européennes, les députés polonais appartenant au PPE seront probablement plus nombreux que ceux appartenant à l’ECR. Les forces progressistes n’auront plus qu’à attendre  tranquillement de remporter haut la main la présidentielle de 2025 pour obtenir les pleins pouvoirs. Gageons que les prétendus „défenseurs de la liberté” n’y trouveront rien à redire.

Souhaitons-nous donc ce qu’il y a de meilleur, observons cette année 2024 qui s’annonce passionnante, relevons les défis qui nous attendent et surtout, gardons l’esprit ouvert !




Réflexions 2024

Co przyniesie nam rok 2024?

Dzień po sylwestrze francuski minister spraw wewnętrznych Gérald Darmanin skomentował liczbę 745 spalonych samochodów słowami „to była spokojna noc”, mimo że bilans ten był gorszy niż w poprzednim roku. Do tego należy dodać 380 aresztowań, 40 rannych policjantów, kilka ataków nożowników… a wszystko to pomimo rekordowego rozmieszczenia ponad 90 000 funkcjonariuszy policji. Pamiętajmy, że Francja jest w tym roku gospodarzem letnich igrzysk olimpijskich, a oczy całego świata będą zwrócone na zdolność władzy do zapewnienia bezpieczeństwa podczas tego wydarzenia. Stawką jest przyszłość kraju, ponieważ prezydent Emmanuel Macron i jego rząd liczą na to, że to wydarzenie podbuduje ich już nadszarpnięty wizerunek. Głowa państwa obiecała, że rok 2024 będzie „rokiem francuskim”. Wydaje się, że poza upamiętnieniem lądowania w D-Day i zakończeniem odbudowy Notre Dame najważniejsze będą igrzyska olimpijskie. Co można powiedzieć o kraju, który może polegać niemal wyłącznie na sporcie? Taki nacisk na sport kładły komunistyczne dyktatury Europy Środkowo-Wschodniej, a nie zachodnie demokracje, mające inne atuty, na których mogły polegać.

Losy świata rozgrywają się gdzie indziej. W Waszyngtonie, Moskwie, Pekinie i Brukseli. Nie zamierzam wymieniać wszystkich wydarzeń, którym będziemy musieli się dokładnie przyjrzeć – odsyłam do znakomitego reportażu Michała Kłosowskiego, opublikowanego na łamach „Gazety na Niedzielę”.

Zatrzymajmy się tylko na tych najważniejszych. Listopadowe wybory w USA będą postrzegane jako decydujące dla konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Wbrew temu, co sądzi większość obserwatorów, zwolennicy strony ukraińskiej niekoniecznie powinni liczyć na zwycięstwo Bidena. Donald Trump ustanowił równowagę sił z Władimirem Putinem, która zabraniała temu ostatniemu angażowania się w agresywne operacje w Europie Wschodniej. Gdy na początku 2021 r. nastąpiło w USA przekazanie władzy, Moskwa i Mińsk rozpoczęły natychmiast prowokacje i destabilizacje mające na celu osłabienie wschodniej flanki UE i NATO: szantaż gazowy, fale nielegalnych imigrantów, a wreszcie inwazję na Ukrainę, autoryzowaną przez Joe Bidena pod warunkiem, że Putin zajmie Kijów w ciągu trzech dni. Trump „obiecuje” doprowadzić do zawieszenia broni, a wszyscy wątpią w jego intencje? W porządku. Ale co obiecuje Biden? Nic. Tymczasem Pekin uważnie obserwuje sytuację, wprowadzając nowe kraje do grupy BRICS i czekając na najmniejszy błąd Zachodu, aby zająć się sprawą Tajwanu.

Na Bliskim Wschodzie, wbrew nadziejom optymistów, pokój nie powróci. Niezależnie od wyniku wojny w Strefie Gazy Izrael nadal będzie otoczony przez wrogie siły dążące do jego całkowitego zniszczenia, a żadne państwo palestyńskie nie będzie wiarygodne, jeśli w jego strukturach znajdą się islamiści.

Warto również obserwować wybory do Parlamentu Europejskiego. Mimo że gra toczy się o nowe dążenia do centralizacji i zwiększenia imigracji, organizowane przez brukselską komisję, układ sił w Strasburgu raczej się nie zmieni. Postępowa koalicja od EPL po socjaldemokratów, łącznie z Renew Europe i Zielonymi, nie jest zagrożona. Nawet duże zwycięstwo RN we Francji czy AFD w Niemczech nie miałoby większego znaczenia.

Jeśli chodzi o nowy polski rząd, będzie on kontynuował czystki w instytucjach publicznych z wszelkich śladów konserwatyzmu. Wszystko musi zniknąć, od skromnego dziennikarza w publicznym radiu po artystę wysłanego na Biennale w Wenecji. Ktoś powie, przedstawiając mniej lub bardziej trafne argumenty, że media publiczne pod rządami PiS były narzędziem prymitywnej propagandy na rzecz konserwatywnej partii rządzącej. Czy można jednak tym uzasadniać to, by nadal były narzędziem prymitywnej propagandy, ale tym razem na rzecz nowego, centrolewicowego rządu, nawet jeśli oznacza to zniszczenie pluralizmu polskich mediów? Wielu odpowie twierdząco. Co więcej, nadchodzące wybory będą utwierdzać centrystów w ich działaniach i odwracać uwagę od procedur stosowanych w celu „przywrócenia praworządności i konstytucyjności” w Polsce – bez wątpienia uzyskają dwa lub trzy dodatkowe województwa w wyborach samorządowych, a w wyborach europejskich polscy eurodeputowani należący do EPL prawdopodobnie przewyższą liczebnie należących do EKR. Obozowi progresywistycznemu pozostanie spokojnie poczekać do roku 2025, aby przejąć całkowitą władzę w państwie – po wygranej kandydata tego obozu w wyborach prezydenckich. Można założyć, że tak zwani „obrońcy wolności” nie będą mieli nic do powiedzenia na ten temat.

Życzmy więc sobie nawzajem wszystkiego najlepszego w ciekawym roku 2024, sprostajmy wyzwaniom, które przed nami stoją, a przede wszystkim zachowajmy otwarty umysł.

Nathaniel Garstecka

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się