szkolnictwo

Réflexions na niedzielę. Quo vadis, Szkoło?

3 lutego 2024, Nathaniel GASTECKA
Polska

Swoimi refleksjami z Czytelnikami Gazety na Niedzielę dzieli się mieszkający wśród nas dziennikarz Nathaniel Garstecka. Refleksje o Polsce i Polakach, zdziwienia i fascynacje. Tekst publikujemy w językach francuskim i (poniżej) polskim.

Réflexions d’un dimanche

Quo vadis, Ecole ?

Pendant que les débats sur l’éducation et l’enseignement font rage, que ce soit en France ou en Pologne, un sujet, pourtant fondamental, manque à l’appel. Quel est l’objectif de l’école? A quoi doit-elle servir?

Comme il s’agit de l’éducation des enfants, de la formation des esprits des nouvelles générations, de l’avenir donc, c’est une question éminemment politique et idéologique. Celui qui a la main sur la structuration des futurs citoyens détient en effet le pouvoir de modeler cet avenir à sa guise. C’est comme ça que la gauche est parvenue à devenir aussi populaire auprès des nouvelles générations et leur imposer ses idées et ses combats: en prenant le contrôle des domaines formateurs de l’esprit, c’est-à-dire les médias, la culture et surtout le principal, l’éducation.

Ce n’est pas uniquement une question d’idées, mais aussi une question d’organisation de l’enseignement. Le progressisme, dévoiement du républicanisme, a établi que l’objectif de l’école était de „lutter contre les inégalités” et de „modeler des citoyens”. Tout le monde doit avoir un égal accès à l’éducation, même à l’enseignement supérieur. L’ascenseur social doit être érigé en norme supérieure, sans prendre en considération les conséquences néfastes qui en découlent. Si tout le monde obtient le baccalauréat puis un diplôme d’université, qui occupera les métiers moins prestigieux, en bas de l’échelle ? Les robots ou les immigrés à bas coût de l’autre bout du monde. La seconde option est moins compliquée à mettre en œuvre et suscitera moins (paradoxalement) de conflits sociaux. C’est le modèle de société que notre civilisation a choisi.

Néanmoins, après 60 ans, on se rend compte que ça ne fonctionne pas comme ça le devrait. La bourgeoisie et les élites continuent à se former dans des établissements dédiés, même les farouches partisans de l’égalitarisme étatiste mettent leurs enfants dans le privé. L’école ne devant plus être un lieu d’excellence, le métier de professeur a beaucoup perdu de son prestige et est même devenu dangereux dans un nombre croissant de villes en France. Nous déplorons la baisse générale du niveau de l’enseignement public, mais il s’agit pourtant de la conséquence naturelle des réformes menées depuis plusieurs décennies. A ce niveau, pratiquer une poignée d’expérimentations ciblées avec l’uniforme ne changera rien, et supprimer les devoirs à la maison ne fera qu’aggraver le problème, mais c’est peut-être cela que veulent ceux qui avancent cette idée?

Revenons donc à notre question : que devrait être l’école et à quoi devrait-elle servir? Son objectif ne devrait pas être idéologique (lutter contre les inégalités), mais au contraire objectif, à savoir former l’élite qui dirigera le pays. Elle ne doit pas permettre à strictement tous les élèves d’aller à l’université, mais se concentrer sur ceux qui ont les compétences, les talents, et ceux dont l’environnement leur est favorable. Cela ne sonne peut-être pas très „progrès”, et il faudrait un courage politique inédit pour s’engager sur cette voie, mais sans cela nous sommes condamnés à rester désarmés face aux défis qui nous attendent.

L’université et le diplôme doivent cesser d’être l’objectif absolu, l’orientation vers l’apprentissage technique doit être renforcée drastiquement. Les métiers „moins prestigieux” doivent cesser d’être méprisés, comme celui d’agriculteur par exemple. Si nous refusons de les automatiser et de les robotiser, il faut immédiatement inverser l’exode rural. En guise de solution intermédiaire, les gouvernements européens ont décidé de repeupler les campagnes avec des jeunes immigrés en provenance d’Afrique et du Moyen-Orient, ce qui veut dire qu’ils sont conscients du problème mais refusent de le résoudre réellement, préférant le masquer. Notre „crise” démographique n’est pourtant que le corollaire de la révolution opérée dans le milieu scolaire et ne serait pas si grave en soi si nous l’acceptions et adaptions notre système économique et social afin de l’accompagner (par l’automatisation et la robotisation justement). Elle ouvrirait même des opportunités en matière d’enseignement, dans l’ingénierie par exemple. Seulement, ici aussi le courage politique manque.

L’excellence et le mérite doivent redevenir le maître mot de l’éducation et de l’enseignement, eux qui devaient pourtant être le fondement de l’école républicaine, et ne pas les atteindre ne doit pas être un motif de honte. Aujourd’hui, nous refusons de voir les choses en face et d’admettre que nous ne somme pas tous égaux face à ces domaines. Au lieu de ça, nous nions l’évidence et préférons donner l’impression que tout le monde a le niveau, en abaissant systématiquement les exigences. C’est profondément malhonnête et n’a comme effet que de nous faire vivre dans une bulle d’autosatisfaction qui n’engendre au final que des frustrations.

Mieux vaut n’avoir que 10% d’élèves poursuivant leurs études et pouvant devenir des scientifiques de haute volée, des cadres dirigeants efficaces et respectés ou de vrais artistes dont les œuvres seront toujours contemplées dans mille ans, que de ne former que des vagues de consommateurs déracinés et anxieux, de militants climatiques dépressifs et d’activistes enragés pour une grammaire „dégenrée”.




Réflexions na niedzielę

Quo vadis, Szkoło?

Podczas gdy debaty na temat edukacji i nauczania zaostrzają się, czy to we Francji, czy w Polsce, brakuje w nich jednej fundamentalnej kwestii. Jaki jest cel szkoły? Do czego powinna służyć?

Ponieważ chodzi tu o edukację dzieci i młodzieży, kształtowanie umysłów nowych pokoleń, jednym słowem, przyszłość, jest to kwestia wybitnie polityczna i ideologiczna. Ten, kto ma wpływ na formowanie przyszłych obywateli, ma moc tworzenia przyszłości według własnego uznania. W ten sposób lewicy udało się zdobyć popularność wśród nowych pokoleń i narzucić im swoje idee – poprzez przejęcie kontroli nad obszarami, które mają wpływ na dusze, czyli nad mediami, kulturą, a przede wszystkim edukacją.

To nie tylko kwestia idei, ale także sposobu organizacji edukacji. Progresywizm, chore dziecko republikanizmu, ustalił, że celem szkolnictwa jest „zwalczanie nierówności” i „modelowanie poprawnych obywateli”. Każdy powinien mieć równy dostęp do edukacji, w tym szkolnictwa wyższego. „Winda socjalna” powinna zostać podniesiona do najwyższego standardu, bez brania pod uwagę szkodliwych konsekwencji, które z tego wynikają. Jeśli każdy zdobędzie maturę, a następnie dyplom uniwersytecki, to kto zajmie mniej prestiżowe stanowiska na dole drabiny? Roboty lub tani imigranci z drugiego końca świata. Druga opcja jest mniej skomplikowana przy wdrażaniu i (paradoksalnie) spowoduje mniej konfliktów społecznych. Taki model społeczeństwa wybrała nasza cywilizacja.

Niemniej jednak po 60 latach zdajemy sobie sprawę, że nie działa on tak, jak powinien. Burżuazja i elity nadal kształcą się w specjalnych placówkach, a nawet zagorzali zwolennicy etatystycznego egalitaryzmu wysyłają swoje dzieci do szkół prywatnych. Ponieważ szkolnictwo nie powinno być już domeną doskonałości, zawód nauczyciela stracił wiele ze swojego prestiżu, a nawet staje się niebezpieczny w coraz większej liczbie francuskich miast. Ubolewamy nad ogólnym spadkiem poziomu wiedzy uczniów, ale jest to naturalna konsekwencja reform wdrażanych przez dziesięciolecia. Na tym poziomie przeprowadzenie kilku eksperymentów z mundurkami niczego nie zmieni, a zniesienie zadań domowych tylko pogłębi problem. Ale może właśnie tego chcą ci, którzy wysuwają ten pomysł?

Wróćmy więc do naszego pytania: czym powinna być szkoła i do czego powinna służyć? Jej cel nie powinien być ideologiczny (zwalczanie nierówności), ale raczej obiektywny, czyli kształcenie elit, które będą rządzić krajem. Nie powinna pozwalać wszystkim uczniom iść na uniwersytet, ale koncentrować się na tych, którzy mają umiejętności, talenty, i na tych, którym sprzyja otoczenie. Być może nie brzmi to zbyt „postępowo” i wejście na tę ścieżkę wymagałoby bezprecedensowej odwagi politycznej, ale bez niej jesteśmy skazani na bezradność w obliczu wyzwań, które przed nami stoją.

Uniwersytet i dyplom muszą przestać być absolutnym celem, a orientacja na kierunki techniczne musi zostać drastycznie wzmocniona. „Mniej prestiżowe” dziedziny muszą przestać być pogardzane, jak na przykład rolnictwo. Jeśli nie zgodzimy się na ich automatyzację i robotyzację, musimy natychmiast odwrócić exodus z obszarów wiejskich. Rządy europejskie zdecydowały się na rozwiązanie pośrednie – zaludnienie wsi młodymi imigrantami z Afryki i Bliskiego Wschodu – co oznacza, że są świadome problemu, ale odmawiają jego rozwiązania i wolą zamieść go pod dywan. Jednak nasz „kryzys” demograficzny jest jedynie następstwem rewolucji w edukacji i sam w sobie nie byłby tak niepokojący, gdybyśmy go zaakceptowali i dostosowali do niego nasz system gospodarczy i społeczny (właśnie poprzez automatyzację i robotyzację). Otworzyłoby to nawet nowe kierunki edukacyjne, na przykład w dziedzinie inżynierii. Ale i tutaj brakuje politycznej odwagi.

Rzetelność i szacunek muszą ponownie stać się hasłami przewodnimi edukacji. Dziś odmawiamy zmierzenia się z faktami i przyznania, że nie jesteśmy równi w danych dziedzinach. Zamiast tego zaprzeczamy oczywistości i wolimy sprawiać wrażenie, że wszyscy mają ten sam poziom, który systematycznie obniżamy. Jest to głęboko nieuczciwe i powoduje, że żyjemy w bańce samozadowolenia, która ostatecznie prowadzi tylko do frustracji.

Lepiej jest mieć tylko 10 proc. uczniów, którzy idą na studia i mogą stać się naukowcami najwyższych lotów, skutecznymi i szanowanymi menedżerami lub prawdziwymi artystami, których dzieła będą nadal kontemplowane za tysiąc lat, niż szkolić rzesze wykorzenionych i zalęknionych konsumentów, przygnębionych działaczy klimatycznych i wściekłych aktywistów na rzecz „zdegenderowania” gramatyki.

Nathaniel Garstecka

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się