Wincenty Witos

Wincenty Witos o Polsce. Spojrzenie męża stanu

Lektura dzieł Witosa to trudna lekcja patriotyzmu i sprawdzian charakteru. Konfrontacja z jego słowami, których siła wynika ze szczerości potwierdzonej czynem, bezlitośnie obnaża u czytelnika niedoskonałości własnej obywatelskiej postawy.

Wincenty Witos to jedna z najważniejszych postaci w dziejach Polski XX wieku. Był czołowym przedstawicielem ruchu ludowego, najwybitniejszym reprezentantem polskiej wsi na rodzimej scenie politycznej, a także bohaterem o wymiarze państwowym, mężem stanu, jednym z ojców niepodległej Polski.

Pozostawił po sobie liczne wspomnienia, przemowy, odezwy oraz teksty publicystyczne, będące zwierciadłem jego charakteru i poglądów, a przy tym rzucające światło na realia polskiej sceny politycznej przełomu XIX i XX wieku oraz w dwudziestoleciu międzywojennym.

Depozytariuszami intelektualnego i duchowego spadku po Wincentym Witosie są nie tylko mieszkańcy wsi i zwolennicy partii ludowych, ale wszyscy Polacy. Znaczna część jego opinii i analiz dotyczących polskiego społeczeństwa i rodzimej polityki pozostaje aktualna do dziś. Witos pisze prosto i twardo. Jego moralna nieugiętość i bezkompromisowość, w połączeniu z rozsądkiem i szlachetnym umiarem w ferowaniu politycznych osądów, wzbudza w czytelniku na przemian uczucie szacunku, podziwu i konsternacji.

Lektura dzieł Witosa to trudna lekcja patriotyzmu i sprawdzian charakteru. Konfrontacja z jego słowami, których siła wynika ze szczerości potwierdzonej czynem, bezlitośnie obnaża u czytelnika niedoskonałości własnej obywatelskiej postawy. Gdy Polska znajduje się w momencie przesilenia – politycznego, kulturowego i społecznego – troska o wspólnotę oraz zdolność do wypracowania kompromisu, nawet kosztem osobistej dumy i aspiracji, są najbardziej pożądanymi cechami zarówno wśród polityków, jak i wśród wyborców. Trudno o lepszego nauczyciela tych cech niż Wincenty Witos – trzykrotny premier, który poświęcił karierę polityczną, by nie dopuścić do wojny domowej.

Wincenty Witos stał na czele Rządu Obrony Narodowej w 1920 r., podczas wojny polsko-sowieckiej, która decydowała o losach odrodzonej Polski. Jak sam twierdził, „urząd nie jest dygnitarstwem, ale służbą. Im wyższy urząd, tym większe obowiązki. Do objęcia najwyższego w Polsce urzędu nie garnąłem się. Wziąłem go, bo mnie do tego wezwano”. Po znakomitym zwycięstwie wojsk polskich nad najeźdźcą Witos wygłosił przemówienie na temat źródeł sukcesu w wojnie z bolszewikami. Stwierdził wówczas, że „jedność narodu w woli zwycięstwa była tego zwycięstwa fundamentem. (…) Cud Wisły poprzedził cud jedności. Bez drugiego nie byłoby pierwszego” (W. Witos, 18 IX 1920. Źródła sukcesu w wojnie polsko-bolszewickiej, „Dzieła wybrane”, t. 5, wyd. IPN, 2024).

W tekście „Do wszystkich p[anów] urzędników i funkcjonariuszy państwowych”, opublikowanym na łamach „Ludowca” w 1920 r., Wincenty Witos poczynił szereg cennych uwag na temat sposobu funkcjonowania administracji państwowej. Napisał, że „dobro Rzeczypospolitej wymaga zawsze, a w szczególności w chwili obecnej, od całego społeczeństwa, od wszystkich czynników tworzących państwo, rzetelnego, szczerego współdziałania i wypełniania najściślej obowiązków ciążących na każdym obywatelu. Największe obowiązki spoczywają na urzędnikach Rzeczypospolitej”. Premier podkreślił, że „funkcjonariusze państwowi na całym obszarze państwa muszą świecić masom przykładem, jak się dla dobra ogólnego pracuje i jak się dobro państwowe szanuje”. Dodawał ponadto, że „przy wykonywaniu ustaw urzędnik musi pamiętać, że jest nie tylko urzędnikiem, ale także obywatelem państwa. Z urzędu każdy obywatel powinien wynieść wrażenie, że aparat państwowy działa sprawnie, zdecydowanie, szybko i po obywatelsku i że każdy urzędnik dzierży wysoko sztandar dobra publicznego i godności swojego stanu”. Witos stał na stanowisku, że „urzędnik jest sługą państwa i społeczeństwa. Jest nim tak dobrze prezydent ministrów, jak każdy najniższy funkcjonariusz państwowy. Postępowanie wszystkich funkcjonariuszy państwowych z obywatelami musi być dostosowane do tej przesłanki. Każdy urzędnik musi czynem udowadniać, że dobra państwowego nikomu marnować ani rozdrapywać nie wolno. Zniknąć musi natychmiast szafowanie przez funkcjonariuszy dobrem państwa. Duch demokratyczny, jakiego wymaga nowoczesna Polska, musi się przejawiać w sposobie urzędowania, pilności, gorliwości i sumienności urzędników. Dobro państwa żąda, aby tym duchem przejął się cały stan urzędniczy” (W. Witos, 26 VII 1920. Do wszystkich p[anów] urzędników i funkcjonariuszy państwowych, „Dzieła wybrane”, t. 4, wyd. IPN, 2024).

Jednym z najczęściej poruszanych przez Witosa tematów była kwestia rządów prawa. Jak twierdził, „wygłoszono kiedyś rozsądne zdanie, że najwyższym dobrem każdego państwa jest praworządność. I na tym stanowisku stoi stronnictwo nasze i stać będzie. (…) Nam nie chodzi o własny interes, ale interes ogólny, który z naszym interesem stanowym jest związany. Interes stanowy myśmy z razu odrzucili, a mają go jeszcze na oku sfery arystokratyczne. Jako na olbrzymią większość w państwie, spada na włościan i odpowiedzialność za losy państwa. Ale każdy może tylko tyle ciężaru udźwignąć, na ile stać jego siły. Ofiara dla państwa nie powinna być nigdy za wielką” (W. Witos, 16 V 1922. Najwyższym dobrem każdego państwa jest praworządność, „Dzieła wybrane”, t. 5, wyd. IPN, 2024).

Tuż po majowym zamachu stanu w 1926 r. Wincenty Witos przedstawił swoją ocenę wydarzeń oraz analizę sytuacji panującej w kraju. Jego analiza jest warta uwagi. „Zgodnie z przepisami istniejącego konstytucyjnego prawa, za zgodą prezydenta Rzeczypospolitej, z woli większości sejmowej i Klubu naszego, ulegając naciskowi i konieczności, podjąłem się utworzenia rządu i stanąłem na jego czele. Uczyniłem to wówczas, kiedy wszystkie inne próby utworzenia rządu zawiodły zupełnie. Krok ten nie był podyktowany ani pragnieniem władzy (gdyż nie była ona dla mnie nowością), ani chęcią gnębienia kogokolwiek, lecz wypływał z obowiązku, od spełnienia którego odpowiedzialnemu politykowi nie wolno było się uchylić. Że do władzy nie dążyłem, świadczy choćby fakt, iż na parę dni przed tym publicznie zaznaczyłem, że objęcie tejże władzy przez p[ana] Piłsudskiego, obecnego ministra spraw wojskowych, uważam za rzecz dla państwa pożądaną. Wypowiadając głośno to przekonanie, ani na chwilę nie mogłem przypuszczać, by mogło to się stać inaczej jak w pełnym majestacie prawa i na gruncie prawa. Stało się inaczej, a stało się źle” – napisał Wincenty Witos. Dodał, że „zaledwie rząd ten prawy i legalny objął swoje obowiązki, wystąpiono przeciw niemu zbrojnie, rozpoczynając krwawą, bratobójczą walkę o zdobycie tej władzy, którą można było mieć przed tym bez straty choćby jednego człowieka. Przekonaliśmy się, że mamy do czynienia ze spiskiem dawno przygotowywanym”. Witos podkreślał, że „droga samosądów znana jest w historii. Do niedawna robiły to: carska, despotyczna, reakcyjna Rosja, robili obecni jej władcy, komuniści, teraz robić to zamierzają u nas rzekomi obrońcy wolności i sumienia. Boję się, by burza przez nich wywołana nie zmiotła Polski i tych, którzy tę burzę rozpętali!”.

Zwracając się bezpośrednio do ludowców i przedstawicieli warstwy chłopskiej, Witos napisał, że „wyznaczony Waszą wolą na zaszczytne naczelne stanowisko w PSL starałem się sprawować swoje obowiązki zgodnie z interesem państwa i interesem naszego nieszczęsnego stanu. Wierzyłem i wierzę niezachwianie, że Polska wtenczas może nie tylko istnieć, ale i być potężną, kiedy oprze się na prawie i na Was. Starałem się zawsze, ażeby nie skalać jej imienia i nie splamić Waszego honoru, nie splamić go nigdy i nie splamić go niczym. Wychodziłem z założenia, że kiedy los państwa polskiego i jego przyszłość zostały złożone także w Wasze ręce, traktować je musimy jako najwyższe dobro, którego nam nie wolno w niczym uszczuplić lub na szwank narazić. (…) Podstawę rządzenia stanowi i stanowić powinno prawo, a istotę jego stanowi siła. Siłą naszą jest solidarność działania. Prawo zostało obecnie podeptane, a siłę Waszą niszczą ci, co albo niemożliwymi do spełnienia obietnicami prowadzą Was zgubną drogą burzenia własnej podstawy, albo rozbijają Was na części, by tym łatwiej zrobić Was potem niewolnikami niepoczytalnych, niszczycielskich żywiołów. Udziałem i zadaniem Waszym była zawsze ciężka i mozolna praca, która dawała chleb i utrzymanie niemal wszystkim w Polsce. Została ona obecnie zamącona przez tych, co albo są wrogami państwa, albo chcą żyć lekko, a więc czyimś kosztem, co posługując się terrorem i gwałtem, dla własnej krótkotrwałej wygody i korzyści gotowi są zniszczyć dorobek całych pokoleń, rozlać krew, rozniecić pożogę, zburzyć i podeptać wszystko, co dziś istnieje, by za to przynieść Wam hańbę i niewolę stokroć gorszą od dawnej. Liczą na Waszą nieświadomość i obojętność, sami bowiem będąc garstką nieliczną, potrzebnej nie stanowią siły i stanowić jej nigdy nie będą. Siłę stanowicie Wy, bo posiadacie olbrzymią przewagę liczebną nad wszystkimi w Polsce, posiadając przy tym równe pod każdym względem prawa. Jest to jednak siła teoretyczna, która nie wystarcza, siła bowiem prawdziwa musi być realna, a więc musi być czynna. Nie znaczy to, by mając tę siłę, dokonywać gwałtu nad kimkolwiek, lecz nie pozwolić dokonać gwałtu nad sobą” – twierdził Wincenty Witos (W. Witos, 23 V 1926. Kochani Bracia Włościanie, Przyjaciele i Współpracownicy!, „Dzieła wybrane”, t. 4, wyd. IPN, 2024).

Nawet po utracie stanowiska w wyniku działań zwolenników obozu sanacyjnego Wincenty Witos nawoływał swoje stronnictwo nie do rewanżyzmu, ale do odpowiedzialności i troski za Polskę. Twierdził, że „interes partyjny kończyć się powinien tam, gdzie się zaczyna interes państwowy, a dobro Rzeczypospolitej jest i pozostanie zawsze najwyższym prawem”. Jego zdaniem „państwo istnieć i rozwijać się może nie tylko wówczas, gdy ma ziemię i ludność na niej żyjącą, lecz przede wszystkim wtedy, gdy ludność ta uważa państwo za swoją wspólną własność, a do niego przywiązana gotowa jest do wszelkich ofiar i poświęceń. Jeżeli konstytucja postanawia, że władza zwierzchnia w państwie należy do narodu, jeżeli następnie określa, w jaki sposób naród ma tę władzę wykonywać, to wniosek całkiem prosty, że państwem, będącym własnością wspólną, rządzić powinna zbiorowa wola społeczeństwa. Ma ona się uprawnić w Sejmie wybranym przez całą ludność państwa. Inaczej być nie może w państwie konstytucyjnym i na zasadach demokratycznych opartym. I aczkolwiek prawdą jest, że Sejm w Polsce odrodzonej nie spełnił w całości swojego zadania i nie zadowolił społeczeństwa, to ma on przecież w historii swojej momenty wielkiej miary, które go wyżej stawiają od Sejmów w dawnej Polsce, a do pewnego stopnia rozgrzeszają”. Witos podkreślał, że „bronić musimy zasad parlamentu, jego treści i idei, nie broniąc ludzi w nim zasiadających. Bronić musimy, bo on jest trybuną dla ludu, hamulcem dla nadużyć i zapędów biurokracji. Nie można bronić jego błędów, natomiast zmienić jego podstawę, ale zostawić instytucję” (W. Witos, 8 VII 1927. Dobro Rzeczypospolitej najwyższym prawem, „Dzieła wybrane”, t. 5, wyd. IPN, 2024).

Wyjątkowo interesujące są również spostrzeżenia Wincentego Witosa na temat rewolucji. Jego zdaniem „rewolucja u nas może się podobać tylko tym, co dążą wyraźnie, świadomie czy nieświadomie, do bezwzględnej zguby państwa i zniszczenia tego, co jeszcze istnieje, do zrobienia z Polski otchłani ostatniej nędzy i zdziczenia. Można przewidzieć, gdzie ona się zaczyna, ale nie można powiedzieć nigdy, kto ją skończy, gdzie i jak?”.

„Rewolucje i przewroty robią zwykle narody lub ludzie uciskani, pozbawieni praw im należnych, których nie mogą osiągnąć drogą legalną, a często robią też i ci, co nie mają nic do stracenia. Ci zaś, co mają do stracenia wszystko, a zyskać nic nie mogą, co mają prawo, a mogą mieć i siłę do przeprowadzenia i osiągania swoich celów innymi drogami, nie narażają na szwank ani państwa, ani też jego i swoich interesów, jeśli się czują jego obywatelami i chcą spełniać swoje prymitywne obowiązki. Długie i bolesne, nad wyraz kosztowne doświadczenie pouczyło nas chyba dostatecznie, że czas najwyższy, ażeby przestać lekkomyślnej roboty, przestać być obiektem wiecznej ujemnej obserwacji, kpin i odwracania się plecami do nas, a zacząć budować, choćby powoli, lecz systematycznie, z dnia na dzień, posuwając się naprzód” – napisał Wincenty Witos (W. Witos, 21 III 1926. Budować czy burzyć?, „Dzieła wybrane”, t. 4., wyd. IPN, 2024).

Jego przesłanie zarówno w tym aspekcie, jak i w kontekście problematyki praworządności, społecznej jedności, patriotyzmu, obowiązków obywatelskich i zasad funkcjonowania administracji państwowej, nie przestaje zaskakiwać swoją aktualnością. Rozmyślając o istocie polskich spraw w przeszłości i obecnie, warto sięgać do Wincentego Witosa. Korzystanie z jego doświadczenia i mądrości to przywilej. Nie stać nas na to, by go odrzucić.

Patryk Palka

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się