wybory 2024

W tym roku możemy pójść do urn wyborczych nawet sześć razy 

6 stycznia 2024, Eryk MISTEWICZ
Polska

Jeśli w drugiej turze wybór prezydenckich wystąpią Rafał Trzaskowski i Szymon Hołownia – a na te chwilę trudno wyobrazić sobie inną drugą turę, to jasne jest kto zostanie prezydentem. Jedyne pytanie: kiedy?

Po pierwsze i po drugie: wybory samorządowe. Te wybory akurat są w miarę proste. Dwie tury w większych miastach, choć tak naprawdę są te wybory już jedynie formalnością. Przynajmniej w przypadku Warszawy (Rafał Trzaskowski), Krakowa (Łukasz Gibała), Łodzi (Hanna Zdanowska), Wrocławia (Jacek Sutryk), Katowice (Marcin Krupa) wybory są już rozstrzygnięte, o czym piszemy w tym numerze „Gazety na Niedzielę” [TU WIĘCEJ].

Walka dla walki. Co najwyżej, kilka partii planuje wykorzystać wybory samorządowe jako rodzaj sparingu, rozgrzewki, możliwość zaprezentowania swoich kandydatów do poważniejszej gry, ale jeszcze nie teraz (Warszawa – Tobiasz Bocheński, Gdańsk – Kacper Płażyński).

Po trzecie: wybory europejskie. Poprzedzone wielką rejteradą z rządu ministrów, którym premier przyobiecał miejsca na liście wyborczej za wykonanie ściśle określonych czynności – to z jednej strony. I z drugiej: przepychanki przy formowaniu list – na opozycji. W rezultacie krótkiej, intensywnej kampanii weźmiemy udział w jednym wielkim referendum, w którym zdecydujemy (wskazując taką czy inną osobę z takiego lub innego ugrupowania):
● czy chcemy więcej Europy, mniej Polski;
● czy chcemy silnej Polski w silnej Europie.

W tej kampanii każdy będzie przymuszany do opowiedzenia się, czy jest za wzmocnieniem Europy złotem zgromadzonym przez dziesięciolecia przez NBP, po siłowym zakończeniu kadencji prezesa NBP Adama Glapińskiego, a następnie zmuszenia Polski – do odejścia od złotówki. To cel główny.

Po czwarte: wybory parlamentarne. Zarządza je Prezydent RP automatycznie, jeśli kraj wejdzie w dzień 1 lutego bez przyjętego budżetu (nie wiem, czy jest inne wyjście, choć w świecie, w którym uchwała jest ważniejsza od konstytucji, Sąd Najwyższy nie jest sądem, a przyszły prawnik na pierwszym roku studiów jest w stanie dowieść, że dwa plus dwa niekoniecznie równa się cztery, wszystko jest przecież ponowocześnie płynne). Kilka innych jeszcze wariantów przeprowadzenia w tym roku wyborów parlamentarnych wymagałoby nieco większej ekwilibrystyki – nie wiem, czy polityczni aktorzy byliby na nią w ciągu roku gotowi. Choć sytuacja jest wyjątkowo dynamiczna, co oznacza: wszystkie chwyty dozwolone, wszystkie karty w grze (nawet jeśli jeszcze kilka minut temu rozgrywka, do której siadaliśmy, była szachami).

Po piąte i szóste: wybory prezydenckie (dwie tury). Teoretycznie powinny się odbyć w 2025 roku, ale – jak już wszyscy wiemy – „sytuacja jest wyjątkowo dynamiczna”. Ponieważ żaden z kandydatów nie przekona 50,1% wyborców, w drugiej turze zmierzą się ze sobą ci, którzy zdobędą najwięcej głosów. Nie wydaje mi się – dzisiaj, w pierwszych dniach stycznia 2024 roku – aby mogły to być inne osoby niż Rafał Trzaskowski (PO) i Szymon Hołownia (Polska 2050). Niestety, nie jestem w stanie przewidzieć, który z nich wejdzie w drugie okrążenie na pierwszej pozycji, choć raczej oczywiste jest, że ostatecznym zwycięzcą drugiej tury i wyborów prezydenckich będzie ten, kto zdoła pójść szerszą wyborczą ławą. W ten sposób na koniec roku centroprawica miałaby swego prezydenta. Czy ten szalony rok mógłby skończyć się bardziej ironicznie?

Eryk Mistewicz

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się