globalna zmiana układu sił

Niespokojny czas globalnej zmiany układu sił

Mamy wszelkie powody, by żegnać rok 2023 z ulgą i nadzieją, że kolejny będzie lepszy. Tego należy życzyć wszystkim, szczególnie Ukraińcom, Izraelczykom i Palestyńczykom.

Niestety, los może nie być dla świata tak łaskawy. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko mieć w pamięci słowa Zbawiciela: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (Mt 25, 13).

Na Bliskim Wschodzie

Atak Hamasu na Izrael z 7 października wywrócił do góry nogami układ, jaki od kilkunastu lat panował na Bliskim Wschodzie. Za Donalda Trumpa można było mieć nadzieję, że ten wulkan przejdzie w stan dłuższego spoczynku. Układy pomiędzy Izraelem i szeregiem państw arabskich dawały nadzieję, że nastąpi stabilizacja. Niestety, rachuby te miały wątłe podstawy, bo układy zwane porozumieniami Abrahama pozostawiły na boku najbardziej palącą sprawę: los Arabów palestyńskich. Hamas w brutalny sposób przypomniał o tym światu. Napaść obaliła także kilka mitów: o wszechwiedzy Mossadu i wszechpotędze armii Izraela. Walki w Strefie Gazy trwają już ponad dwa miesiące i końca nie widać. Izrael nie jest w stanie określić, jak po zakończeniu walk wyobraża sobie rozwiązanie tego wyzwania, więc niezagojona rana może przerodzić się w gangrenę. 

Nagły wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie zupełnie zaskoczył administrację Joego Bidena. Tuż przed wybuchem walk doradca ds. bezpieczeństwa narodowego powiedział w wywiadzie, że sprawy w tym regionie od dawna nie miały się tak dobrze. Rząd USA popiera działania Tel Awiwu, ale odbywa się to niemałym kosztem. Ameryka traci w oczach tzw. globalnego Południa, które już w przypadku napaści Rosji na Ukrainę przyjęło wyczekującą postawę. Zawetowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ rezolucji domagającej się zawieszenia działań wojennych zostało przyjęte jako dowód stosowania podwójnej miary.

Również wśród europejskich potęg brak uregulowania sprawy palestyńskiej wywołuje mieszane uczucia. Wojna na Bliskim Wschodzie stanowi dużo większe zagrożenie dla Europy niż dla USA. Zamachy terrorystyczne dosięgły nasz kontynent, miliony uchodźców szturmuje granice UE. Stąd rodzi się pytanie, jak długo będzie trwać natowska jedność, która objawiła się w obliczu rosyjskiej napaści na Ukrainę. Stare kłopoty i animozje na linii Europa–USA mogą ponownie wypłynąć na pierwszy plan. Rozszerzenie walk np. na mający bardzo silną pozycję w Libanie Hezbollah lub jemeńskich Huti, nie mówiąc o Iranie, miałoby nieobliczalne konsekwencje dla UE. W chwili obecnej ani Teheran, ani Waszyngton nie mają ochoty dolewać oliwy do bliskowschodniego ognia, ale nie wolno zapominać o prawie Murphy’ego.

Zapewne wydarzenia wokół Strefy Gazy stanowią bodziec dla Iranu do uzbrojenia się w broń atomową. Przykład Korei Północnej (i oczywiście Rosji) wykazuje, że państwo mające ten atut może robić to, co innym nie uszłoby na sucho. Natomiast nie jest żadną tajemnicą, że dla Izraela taki rozwój sytuacji byłby nie do zaakceptowania. To ten wymiar zmagań na Bliskim Wschodzie, o którym nie wolno zapominać, a który w tej chwili w polityce międzynarodowej zszedł na dalszy plan.

Powrót Trumpa?

Rok 2024 może przynieść nie do końca korzystne zmiany. W tej chwili Trump jest murowanym kandydatem do prezydentury z ramienia republikanów. Do historii przeszedł jako zdecydowany zwolennik nieograniczonego poparcia dla Izraela. To z inicjatywy jego administracji zrodziły się porozumienia Abrahama. Z drugiej strony zapisał się jako orędownik twardego kursu w stosunku do Iranu. Zatem jego wygrana mogłaby doprowadzić do dalszego zaostrzenia sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Trump jest także postrzegany jako osoba sprzyjająca Putinowi. Nie jest to całkiem uzasadniony osąd. Owszem, Trump wielokrotnie mówił o „wielkim układzie” z mieszkańcem Kremla, ale dużo z tego nie wyszło. W istocie rzeczy to on jako pierwszy zezwolił na eksport amerykańskiej broni do Ukrainy. Ale Trump za wszelką cenę chce uchodzić za osobę rządzącą światem. Jeśli złoży Putinowi propozycję nie do odrzucenia, a adresat jej nie przyjmie, to jego reakcja może być bardzo ostra. Biorąc pod uwagę zupełny brak doświadczenia Trumpa w sprawach międzynarodowych, taki obrót spraw jest dość prawdopodobny. Warto mieć w pamięci fiasko jego zabiegów mających na celu doprowadzenie do porozumienia z Koreą Północną.

Pat w Ukrainie

Rok temu optymiści widzieli na horyzoncie rychłe zwycięstwo Ukrainy w wojnie z Rosją. Nadzieje okazały się płonne. Rosja jest słabym i skorumpowanym państwem, ale to nie znaczy, że może łatwo ulec przeciwnikowi, w którym poziom korupcji jest podobny, natomiast ma czterokrotnie mniej ludności, a jego PKB stanowi ułamek rosyjskiego. W dodatku Moskwa posiada ogromny przemysł zbrojeniowy, podczas gdy Kijów nie jest w stanie wyprodukować nawet odpowiedniej ilości pocisków artyleryjskich. Na długą metę potencjał gospodarczy i demograficzny jednak odgrywa rolę decydującą – wysokie morale to za mało.

Rosyjski atak spowodował komplikacje gospodarcze w Europie, szczególnie w Niemczech. Strategia rozwoju, nad którą od dziesięcioleci pracowano w Berlinie, zakładała dostawy taniego gazu z Rosji. Symbioza rosyjsko-niemiecka dawała ogromne korzyści obu stronom. Bez taniej energii przemysł ciężki i chemiczny – główne atuty niemieckiej gospodarki – stają się dużo mniej konkurencyjne na światowych rynkach. Stąd wcześniej czy później Berlin będzie dążyć do powrotu starego układu z Kremlem. W tej chwili wszystkie oczy są zwrócone ku Waszyngtonowi, gdzie ważą się losy pomocy dla Ukrainy, ale na długą metę dla powodzenia Kijowa w zmaganiach z Rosją podstawowe będą stosunki niemiecko-rosyjskie.

W Polsce, z gospodarczego punktu widzenia, ostatnie osiem lat zostało zaprzepaszczone. Osią postępowania było nie tyle osiągnięcie gospodarczej suwerenności, ile walka o fundusze z Brukseli. Nawet w tak kluczowej sprawie, jaką jest poziom przemysłu zbrojeniowego, nie zanotowaliśmy postępów. W pierwszych miesiącach wojny byliśmy istotnym dostawcą uzbrojenia, bo w grę wchodził sprzęt postsowiecki, ale ten stan rzeczy szybko uległ zmianie. Do końca października br. Niemcy udzieliły Ukrainie sześciokrotnie większej pomocy wojskowej niż my. Zapewnienia optymistów, którzy głosili, że punkt ciężkości w Europie i w NATO przesunął się na wschód, nie mają pokrycia. Polska nie zdołała wybić się na pozycję, która dawałaby jej podstawy do tego, żeby móc marzyć o staniu się poważnym graczem w regionie. 

Zmiana sił w Europie

Powrót Trumpa postawiłby pod znakiem zapytania współpracę transatlantycką. Był on zwolennikiem przejęcia przez Europejczyków zadań związanych z obroną Starego Kontynentu. Ta polityka to woda na młyn tych sił w Europie, które marzą o wyrwaniu się spod amerykańskiej kurateli i przeobrażeniu Unii w supermocarstwo. To przedsięwzięcie śmiałe, ale o niskim prawdopodobieństwie. Niemniej trzeba pamiętać, że siła napędowa tego pomysłu wywołała już dwie wojny światowe. Dla wschodniej części Europy, szczególnie dla Polski, perspektywa istotnego osłabienia NATO niosłaby wielkie zagrożenia.

Wynik wyborów w Polsce w istotny sposób zmienił układ sił w naszej części Unii. Jeśli nawet sceptycznie wyrażaliśmy się o „dobrej zmianie”, to w sprawie obrony naszego interesu narodowego PiS było lepszą opcją od koalicji. Jeśli w wyborach prezydenckich wygra kandydat o poglądach podobnych do koalicji, to zostanie zakończona transformacja Polski z państwa głoszącego potrzebę dbania o interes narodowy w państwo dbające wyłącznie o interes Brukseli. Afera wiatrakowa daje tego przedsmak.

Kłopoty mogą jeszcze się nasilić. Do wojny rosyjsko-ukraińskiej doszły zmagania na Bliskim Wschodzie i ani jeden, ani drugi konflikt nie rokuje szybkiego rozwiązania. Zimna wojna amerykańsko-chińska przybiera na sile. Biorąc pod uwagę, że nawet w spokojnej od dziesięcioleci Ameryce Łacińskiej nagle pojawiło się zarzewie poważnego sporu (roszczenia Wenezueli w stosunku do Gujany) – najbliższe lata nie rysują się w różowych barwach.

Prof. Kazimierz Dadak

Tekst pierwotnie ukazał się w Tygodniku „Idziemy” [LINK].

SUBSKRYBUJ „GAZETĘ NA NIEDZIELĘ” Oferta ograniczona: subskrypcja bezpłatna do 31.03.2024.

Strona wykorzystuje pliki cookie w celach użytkowych oraz do monitorowania ruchu. Przeczytaj regulamin serwisu.

Zgadzam się