Sprawy o strategicznym znaczeniu są przeciągane, jakbyśmy czasu mieli nieskończenie wiele i mogli sobie dłubać, dyskutując, kto się jak przejęzyczył i z jakiego powodu ministrowi się plątał język. A przecież w pewnym momencie może przyjść ostre „Sprawdzam!” jak w 1939.
Mam wrażenie, że narastająca niechęć do PiS-u, która eksplodowała 15 października ubiegłego roku, dotyczyła PiS-u personalnie, a nie politycznie. Mam wrażenie, że ludzie chcieli, by polityka Prawa i Sprawiedliwości była kontynuowana.
Kto powiedział, że kandydatami do Parlamentu Europejskiego muszą być partyjni nominaci? Dlaczego w tak ważnych wyborach nie powinniśmy zaproponować Europie tych, którzy wzmocnią ją - jednocześnie wzmacniając Polskę?
Obchodzimy dwudziestą rocznicę akcesu Polski do UE. I zarazem jesteśmy w przededniu wyborów do Parlamentu Europejskiego. Nastroje Polaków są wciąż prounijne. Ale też mamy poczucie, że dotarliśmy do jakiejś ściany.
Strategię radzenia sobie z narastającym zagrożeniem podzielono na trzy etapy. W pierwszym: „mamy mnóstwo czasu”. W drugim: „jakoś to będzie”. W trzecim: „teraz to już cała nadzieja w naszych sojusznikach”. Tak było w 1939 roku. Jak jest teraz?
Renata ACOSTA z Los Cristianos (Wyspy Kanaryjskie)
Susza, kolejne epidemie w Afryce i mafie skłaniają setki tysięcy do pogoni za „europejskim snem”. Europa zaś ustami swoich oślepionych lewicową ideologią optymistów wystosowuje kolejne zaproszenia.
Europa swojej przeszłości nie postrzega jako źródła dumy, wiarygodności i inspiracji, lecz jedynie jako brzemię, które musi dźwigać – i za które musi ciągle przepraszać. Bez zmiany tego paradygmatu nigdy nie uda się realnie zmierzyć z problemem nielegalnej migracji.
Relacje między Żydami i Polakami są długie i bogate, ale niestety mało znane. Często musieli wspólnie przelewać krew. Są też silniejsze, niż to się niektórym wydaje. Przetrwały i przetrwają najgorsze.