Nie ulega wątpliwości, że była osobą heroiczną, która wywarła niezwykle ważne i cenne piętno na Kościele Powszechnym. Wystarczy popatrzeć, jak kobiety były traktowane w Kościele jeszcze zaraz po II wojnie światowej.
Rosnąca liczba obserwatorów twierdzi, że rozpoczęła się epoka polikryzysów: częstych, licznych i rozproszonych kryzysów, które powodują dezorientację poznawczą, destabilizują wzorce działań i grożą skumulowanymi, negatywnymi konsekwencjami. Ich podłoże może być naturalne lub społeczne czy kulturowe.
Rosja ma swoje korzenie w dominacji mongolskiej, ma wiekowe doświadczenie caratu, komunizmu i putinizmu. Czy jest na wiek wieków skazana na bycie złym duchem Europy? W tej chwili nie widzę perspektyw na zmianę. I nie nazwałbym tego rusofobią, lecz rusorealizmem.
Wojna 1939–1945 dziś rysowana jest (coraz grubszą kreską) z pełną świadomością zatracania prawdy historycznej. Z obsadzaniem w roli antysemitów, kolaborantów, faszystów i nazistów, słowem: sprawców tej wojny, takich nacji, jakie będą zbieżne z aktualnymi potrzebami.
Dzisiejsza Polska ze swoim niezwykłym antyimperialnym, wolnościowym dziedzictwem przypomina, że najwyższy czas, żeby Europa zaczęła korzystać z doświadczeń i wiedzy zgromadzonych także w Europie Środkowo-Wschodniej.
Historia się jednak nie powtarza, najwyżej się rymuje. Zmieniają się parametry, gracze nie są tacy sami. Obecna Rosja to nie Związek Sowiecki, a wojsko Putina to nie Armia Czerwona. Zmienia się psychika graczy.